Rok w rok jest tak samo. Przychodzi Pani Wiosna lub tylko Jej objawy, a my od razu się ożywiamy… Każdy na swój sposób… Wędkarz, który łowił w zimie pod lodem albo biegał za pstrągiem lub trocią – podejdzie do tego z większym spokojem.
Z kolei ktoś, kto zakończył sezon jesienią – wypatruje oznak wiosny z dużo większą niecierpliwością.
Ale kto by to nie był – i tak Go nosi i już.
Tak jak mnie obecnie. Kalendarzowa wiosna tuż tuż, dni są coraz dłuższe, coraz więcej słońca, temperatury na plusie… I mimo, iż wiemy, że to dopiero marzec i mogą powrócić mrozy czy nawet możemy spodziewać się śniegu – już kombinujemy jak by tu się wybrać nad wodę.
Nie inaczej oczywiście jest ze mną. Jako, że jeszcze niedawno sezon spinningowy rozpoczynałem 1-go maja to problemu z wyborem metody na wiosnę nie miałem. Wszystko było proste, celem i numerem jeden wiosennych połowów była płoć na spławik lub lekki grunt.
I mile widziane przyłowy w postaci jazia, klenia, leszcza czy krąpia, że o jakiejś innej niespodziance nie wspomnę. Ostatnich parę lat doszedł do tego jeszcze lekki spinning, wszak klenio-jazie potrafią przyciągnąć do tej metody.
Na domiar „złego” ostatniej zimy podczas podlodowych łowów poznałem fajne jeziorko i postanowiłem wtedy, iż wiosną spróbuję nauczyć się łowić metodą… odległościową…
I tak to właśnie teraz, u progu wiosny, planuję swój wędkarski czas do końca kwietnia.
Bo abym 30 kwietnia mógł powiedzieć, że czas wiosenny należycie wykorzystałem, powinienem w każdej wspomnianej wcześniej „działce” zaistnieć. Prawdopodobny rozwój wypadków wiosną 2012 wyobrażam sobie tak. Pierwszy wypad będzie zapewne nad moją Wisłę.
Z lekkim spinningiem.[/b] Przyznać muszę, że wiosenne białe drapieżniki nie są zwykle dla mnie zbyt łaskawe. Owszem, czasem trafił się jakiś klenik czy jazik, czasem okonek. Ale w porównaniu z rybami łowionymi przez wędkarzy wyspecjalizowanych w tej dziedzinie – moje osiągnięcia to malutki pikuś.
Oczywiście mogę uznać, że nie mam talentu, albo zwyczajnie źle łowię, ale prawda jest chyba całkiem inna. Otóż często jest tak, iż po pierwszym przejściu swojej Rzeki zlokalizuję jakieś piękne miejsce, gdzie oczami wyobraźni zobaczę pływające przy dnie stada płoci.
I już spinning powędruje w kąt, a następna wyprawa nad wiosenną wodę to będzie typowa zasiadka. Zapewne do pokrowca zapakuję dwie wędki, pikerek i bat, ale już za drugim wyjściem dołożę do zestawu feeder i bolonkę.
I tak zacznie się szaleństwo spławikowo-gruntowe, spinning rzucony w kąt zacznie pokrywać się kurzem.
Oczywiście jest tez możliwe, a nawet w tym roku prawie pewne, iż spinning zostanie odkurzony co najmniej dwa razy.
Oba razy nad Wkrą. Pierwszy raz pod koniec marca, wszak trzeba znaleźć jakieś fajne miejsce na zlot Drakersów. A być nad Wkrą i wędki oraz paru niewielkich przynęt nie zabrać – tak się nie da!
A drugi raz na spotkaniu 21 kwietnia…
Dopuszczam naturalnie możliwość (choć raczej mało prawdopodobną), że Wisła czy Narew nie będą chciały darzyć płocią i inną białą rybą. No wtedy jest możliwość, że zdesperowany i spragniony jednak kontaktu z rybami – będę zaglądał nad Wisłę niejako „z marszu” ze spinningiem.
🎣 Profesjonalna wędka spinningowa - 25% TANIEJ!
Odkryj sekret skutecznego łowienia z najnowszą wędką Pro Angler. Tysięcy zadowolonych wędkarzy nie może się mylić!
Po prostu jeżdżąc codziennie rowerem do pracy – przywiążę sobie do niego jakąś leciutką wędeczkę i na godzinkę będę odwiedzał Królową w nadziei, że jakiś litościwy kleń czy jaź zechce „capnąć” ciągniętą powoli wzdłuż kamieni malutka przynętę… Tak, to możliwe!
Tylko jest jeszcze jeden problem. Muszę wygospodarować trochę czasu na naukę połowu „po angielsku” na jeziorku. Jeżeli nie zdążę zakupić sobie odległościówki do czasu, aż płoć nad Wisłą będzie żerowała świetnie – problemu nie będzie.
Plan, jak znam siebie, odłożę na rok przyszły. Ale jeżeli płotka zawiedzie? Mus kupić będzie delikatny kijek odległościowy, parę waglerków i innych spławików z oczkiem u dołu i ze dwa weekendy poświęcić na połów płotki na wodzie stojącej.
Oczywiście istnieje obawa, iż moje rzeczne ADHD nie pozwoli usiedzieć zbyt długo przy stojącym w miejscu spławiku i będę koniecznie chciał przerzucić się z bolonką nad pobliską Wielką Rzekę…
Ale chciałbym też podzielić się z Wami innego typu dylematami wiosennymi… Podczas wiosennego wędkowania warto zwrócić uwagę na kilka spraw, które pozwalają odróżnić etycznego wędkarza od… tego mniej etycznego.
Wiosna to, przede wszystkim, czas rozrodu większości ryb. To czas, kiedy bywają one mniej ostrożne… Na pewno warto kierować się zdrowym rozsądkiem… Kilka pierwszych z brzegu przykładów: - stada płoci wydają się, szczególnie wiosną, nadal dość duże.
Ale z drugiej strony po co nam 5 kilo płotek na patelni. Przecież wystarczy kilo czy dwa… - trzecia certa w łowisku powinna dać nam do myślenia. Certa jest rybą stadną, szansa (obawa), że te ryby, które mają okres ochronny przez całe pierwsze półrocze nadal będą się wieszać na naszych gruntówkach jest bardzo duża.
Może warto zmienić łowisko lub metodę? Ba, niekiedy wystarczy tylko zarzucać kilka metrów bliżej… - klenie czy jazie nie są tak smaczne jak ładne… - boleń zacięty przy okazji złowienia pięciu kleni jest zwykłym przyłowem i nie zawsze trzeba się tym martwić.
Lecz trzy bolenie z jednego łowiska przy okazji połowu kleni – hm…, nazwać to przyłowem…? No średnio to widzę… I tak przykładów można by mnożyć…
Z kolei co jakiś czas odzywają się głosy, że powinno się w ogóle zakazać wiosennych połowów, a w szczególności spinningowania.
W celu ochrony ryb, w celu umożliwienia im odbycia w spokoju tarła. Moim zdaniem niedobra to droga, taka typowa próba wylania dziecka z kąpielą. Dlaczego tak myślę? Wystarczy wyobrazić sobie sytuację, że jednak wydano zakaz wiosennych połowów.
I kto nam wtedy pozostanie nad wodą? Otóż panoszyć się będą tam wszyscy ci, którzy za nic mają regulamin, prawo i etykę. Niestety, w naszych polskich warunkach, gdzie kontrole zdarzają się sporadycznie, a ogólna świadomość ekologiczna jest na poziomie bardzo niskim, takie zakazy racji bytu nie mają!
Tym większa wydaje się rola naszych wiosennych wypadów nad wodę, mam tu na myśli etycznych wędkarzy, którzy zdają sobie sprawę z zasobów naszych wód, którzy mają świadomość, że nasze wody nie są studnią bez dna, z której można czerpać ile wlezie…
I widzę tu dużą rolę zarówno dla spinningistów, polujących na klenie, jazie i okonie, jak również dla tych wędkarzy, którzy wybiorą sobie metodę stacjonarną połowu.
⚙️ Zestaw startowy dla początkujących - PROMOCJA!
Kompletny zestaw wędkarski w super cenie. Wszystko co potrzebujesz do rozpoczęcia przygody z wędkarstwem.
Przecież koło wędkarza siedzącego sobie spokojnie nad spławikiem czy gruntówką „przewijają się” rzesze spinningujących. Nie oszukujmy się, bardzo łatwo namierzyć spinningistę, który ma „niecne” zamiary.
Wszak założona na końcu zestawu guma na haczyku 4/0 nie jest z pewnością sposobem nawet na największego klenia… Od razu widać, że to indywiduum szuka sandacza czy szczupaka w ich okresie ochronnym.
Oczywiście w takim przypadku możemy sobie tylko pogadać, zwymyślać nieco gościa dla poprawienia sobie humoru. Ale jeżeli dojrzymy kilku takich „wędkarzy” okupujących jakiś dołek za główką – możemy uznać, że jest to już powód do telefonu „gdzie trzeba”.
Z kolei normalny lekki spinningista przemierza czasem wiele kilometrów rzeki. Widząc grunciarza, który siedzi przy pięciu wędkach albo, że w siatce ma już z worek płotek – też winien reagować, prócz paru „ciepłych” słów – telefonem do odpowiednich służb… Już widzę te ironiczne uśmieszki niektórych czytających.
Ja też nieraz tak ironicznie się uśmiecham. Bo tez zdaję sobie sprawę, iż taki telefon na policję czy straż wędkarską w wieledziesięciu procentach jest telefonem w „przestrzeń kosmiczną”.
Przy czy nie zawsze jest to wina odpowiednich służb, że nie mają jak dojechać, nie mają ludzi, albo akurat zostali wysłani do innych, „znacznie ważniejszych czynności służbowych”. Ale… Wierzę, chcę wierzyć, że tak jak ta kropla drąży skałę, tak i nasze działania kiedyś zaczną odnosić skutek.
Nawet jeżeli to będzie bardzo powolna zmiana na lepsze… Ale prawda jest taka: jeżeli nie będziemy próbować – szans na poprawę spodziewać się nie możemy. I to będzie również nasza wina… Dlatego ja mam już wstukane w telefon kilka odpowiednich numerów.
Postanowiłem, że zawsze, kiedy zobaczę coś bardzo niepokojącego nad wodą – będę dzwonił. I nawet jak będę się wnerwiał, że telefon nie dał żadnego efektu, zyskam sobie coś bardzo ważnego.
Prawo do krytyki złych postaw nad wodą. Bo będę wiedział, że zrobiłem wszystko co mogłem. Myślę, że ta świadomość też jest ważna, przynajmniej na początku drogi do normalności…
Tym tekstem chciałbym zwrócić uwagę, że wiosna, jako początek sezonu, nam wędkarzom dostarcza nie tylko mnóstwa radości, ale i dylematów.
Również możliwości. Myślę, że warto się nad tym wszystkim spokojnie zastanowić…
Po czym iść na ryby jak najszybciej, mając nadzieję, że nasze starania z czasem zaczną przynosić wymierne, widoczne skutki nad naszymi wodami…
Komentarze
Dołącz do dyskusji i podziel się swoimi przemyśleniami
Dołącz do dyskusji!
Zaloguj się, aby dodać swój komentarz i podzielić się doświadczeniem