"Płynie sobie rzeka Wkra, a po Wkrze sunie kra, a po krze wrona skacze i kracze: - Krra! Krra! Na moście siedzi kruk nastroszony i prosto z mostu woła do wrony: - Dokąd to pani po rzece Wkrze tak naprzód prze na krze?
- Już lody prysły, więc płynę Wkrą z lodową krą do Wisły." Może i wstęp nie na czasie ale na czasie jest od powstania Wkry to, że płynie... Płynie i niesie piękną wodę. I nad tą wodę postanowiliśmy wybrać się z kolegą Darkiem.
Po dojechaniu do małej wsi w okolicach Dziektarzewa i po rozmowie z miła panią, która wyszła sprawdzić kto tak wcześnie parkuje przy jej starym drewnianym płotku, zaczęliśmy składać sprzęt.
Darek jeszcze przy samochodzie zaczął planować drogę nad rzeczkę i oznajmił,ze idziemy skrótem żeby ominąć wysokie trawy, w których ciężko się idzie :) Wędeczki uzbrojone, brzuchy najedzone więc ruszamy.
Początkowo droga przez łąkę nie sprawiała nam żadnych trudności ale z czasem robiło się coraz bardziej grząsko... - Maciek idziemy teraz tędy trochę dookoła żeby ominąć wysokie trawy - powiedział Darek brnąc dalej przez plątaninę pokrzyw i jakichś bluszczy.
- Ok ale mi już jest gorąco a to dopiero początek - odpowiedziałem podciągając wyżej wodery. Mimo gorąca szliśmy coraz szybciej pchani magiczną siłą do wody. Bo w wodzie są rybki a wędkarze to lubią.
Oczywiście jak biorą :) Szliśmy już ok 15 min i rozmawialiśmy o tym i o tamtym. Ja za Darkiem jakieś 3m i nagle glos Darka urywa się a on sam znika z moich oczu. - Dawaj rękę!!! - wybiło mnie to z chwilowego osłupienia.
- Dawaj rękę bo mnie zassało!! - krzyknął Darek odrzucając wędkę. Złapałem i ciągnę ile sił a Darek próbuje wykręcić się z błotnistej brei zalegającej jak się okazuje w ukrytym w trawach rowie.
Na szczęście Darek ma spodniobuty (uff dobrze,ze szedł pierwszy bo ja już bym miał pełne wodery... błota oczywiście :)) i po chwili stoi już na twardej ziemi :) - Nawet nie zdążyłem się przestraszyć - powiedział z uśmiechem :) A ja jak to ja widząc,ze już ok uśmiałem się nieźle :) Szkoda ,ze fotki nie zrobiłem ale nie wiedziałem czy go coś wciąga czy nie :) No dobry początek.
Może być tylko lepiej :) Idziemy dalej wychodzimy na drogę i naszym oczom ukazuje się przepiękna woda z lekko zalanymi przybrzeżnymi trawami i z podwodną, pięknie falująca roślinnością...
Zaczynamy łowienie ale nie przynosi to żadnego rezultatu.
Znowu zaczynamy narzekać na rybostan naszych wód, że jak takie piękne wody mogą być puste. Przecież w takiej wodzie to powinno być pełno brzan, kleni, szczupaków, okoni... no ale jesteśmy w Polsce i za rybką trzeba się nałazić.
Idziemy dalej i podziwiamy przepiękną wkrzańską przyrodę.
Tylko dlaczego nic nie bierze??
Woda ma brunatny kolor ale jest klarowna i wszystko widać jak w akwarium. Masa drobnicy, setki ważek... a gdzie większe ryby? Cisza... Darek urywa mi się i znika daleko w trawach. Ja montuje muchówkę.
🎣 Profesjonalna wędka spinningowa - 25% TANIEJ!
Odkryj sekret skutecznego łowienia z najnowszą wędką Pro Angler. Tysięcy zadowolonych wędkarzy nie może się mylić!
Może na nią coś się skusi. Puszczam niezdarnie zrobionego sztucznego chrabąszczyka na wodę i pyk!... Skubnęło coś :) Widzę w polaroidach, że kręcą się tam nieduże klonki więc po chwili zostawiam je w spokoju.
Dochodzę do Darka, który informuje mnie,że wielkie rybsko wywaliło się ok. 3 metry od niego. - Co to mogło być? - zapytałem nabierając nadziei - Zdawało mi się,że to boleń - odpowiedział Darek rzucając raz za razem w okolice spławu ryby.
Niestety więcej się nie pokazała. Idziemy dalej zachwycając się przepiękną, ale jak na razie bezrybną rzeką. Brzegi mocno zarośnięte i podtopione, z urywającym się ukrytym w zaroslach brzegiem.
Trzeba uważać ale jak już się zejdzie niżej to... ...zielono mi :)
A rybek dalej nie ma.
Robimy odpoczynek. Darek je kanapkę a ja rozkładam sztalugi i na szybko maluję obraz... :)
...
no, obraz skończony więc biorę muchówkę bo Darek pokazał mi oczkujące rybki. Pac... sztuczny chrabąszczyk pada na wodę... pac... znowu... pac... znowu. BUM!! Potężne rybsko zawija się metr ode mnie i obok chrabąszcza atakując nieduże klonki!
Zapinam chrabąszczyka o wędkę i na ugiętych nogach bez słowa wracam do Darka, który stoi jak wryty. - Co to było?! - pyta - Nie wiem... zadawało mi się,że boleń ale miał złotawą łuskę ale może to rdzawobrunatna woda go tak obmyła...
- Może to szczupak - powiedział Darek zakładając na wędkę większą obrotówkę. Rzut za rzutem ale z zalanych gałęzi nic nie wyskakuje... Co chwilę próbujemy ustalić co to była za ryba ale ciągle coś nam nie pasuje...
Może jak była złotawa to to był potężny jaź? Kolega oznajmia, że to co widział wcześniej tak samo wyglądało. Jedno potężne uderzenie i koniec... Ryba więcej się nie pokazała więc idziemy dalej.
Mijamy przepiękne pola z łanami zbóż...
...poznajemy powiększoną rodzinkę :)
Niedaleko nas przepływa nurogęś.
Chciałoby się ją zapytać: brały dziś?
Ale mogłaby nie odpowiedzieć :) Dochodzimy do dość obiecującej prostki z podwodną łąką falującą ok. 30 cm pod powierzchnią wody. Nagle olśnienie. Niedaleko na polu mijaliśmy wyrosłe ziemniaki.
Choć nie było jej widać to na myśl przychodzi mi mój smużak Stonka. Zapinam go na agrafkę i rzucam nad podwodne trawy... Nic... rzucam drugi, trzeci, czwarty raz prowadzę wolniutko wachlarzem i nagle woda otwiera się a metr nad powierzchnię wyskakuje z woblerkiem ten o to osobnik :)
Nieduży ale cieszy.
⚙️ Zestaw startowy dla początkujących - PROMOCJA!
Kompletny zestaw wędkarski w super cenie. Wszystko co potrzebujesz do rozpoczęcia przygody z wędkarstwem.
Ale co to? Wysypka na głowie? Leje się mlecz?? Zdziwieni stoimy i patrzymy się z Darkiem na siebie... Powtórne tarło?? Później już w domu okazuje się po info od Gasparda, że niektóre klenie spóźniają się z tarłem.
Ale aż tyle? Klenik szybko wraca do wody.
Wszytko zaczyna nam się układać w jedną całość.
Okoń i szczupak nie żerują bo pewnie są obżarte ikrą. Te 2 wielkie ryby, które widzieliśmy wcześniej to z pewnością były ogromne klenie. Być może stały spokojnie i przestraszone przez nas uciekały kotłując wodę.
A może włączył im się tarłowy agresor i atakowały rybki :) Kilka razy powtarzam spływ stonką nad trawami ale bez skutku. Tu juz bylo za dużo zamieszania. Postanawiamy jednak dalej polować na klenie żeby przekonać się czy wszystkie mają tarło.
Darek zakłada smużaka ale po zmianie miejscówki to znowu jasny żółty kolor sztucznej stonki okazuje się skuteczny. Ten mniejszy ale też ma wysypkę na łebku.
Szybko wypuszczam i zastanawiamy się co dalej.
Skoro mają tarło to nie będziemy ich męczyć a że zbiera się powoli na burzę ( która i tak nie powstała ) to i my postanawiamy się powoli zbierać. Jednak to tarło nie daje nam spokoju. Idąc jeszcze dalej znajdujemy miejsce gdzie Wkra pięknie zawija.
Darek po chwili wyciąga 15cm klenia. A ja znowu mam uderzenie na smużącą stonkę.
Ten okazuje się czysty.
I to potem potwierdziło to,że tylko niektóre klenie mogły spóźnić się z tarłem. Stwierdzamy, że to koniec na dziś ale po drodze robimy jeszcze kilka fotek.
A tu żwirowa usypana górka.
Może tarlisko klonków? :)
Po porannych doświadczeniach do samochodu wracamy asfaltem mijając piękne łany zbóż.
Ponad godzinny marsz daje nam się ostro we znaki, a moje stopy przeszywa palący ból.
No ale czego się nie robi dla rybek. Czego nie robi się dla tych wielu chwil refleksji jakie spotykają nas Wędkarzy nad wodą - tego dnia nad wkrzańską...
Komentarze
Dołącz do dyskusji i podziel się swoimi przemyśleniami
Dołącz do dyskusji!
Zaloguj się, aby dodać swój komentarz i podzielić się doświadczeniem