Szalona
04.08.2010 3,213 wyświetleń ~5 min czytania

Z Szalonej punktu widzenia

Moje spotkanie ze Shrap-Drakersami rozpoczęło się pod Auchanem na Modlińskiej... Stamtąd to Rapowska zielona strzała ( Nissan ) pilotowała mnie, wraz z siedzącą za kierownicą błękitnej (Punciakowej) strzały moją siostrą, ku wędkarsko-rekreacyjnej przygodzie. Na miejscu nasza podwójna ekipa była troszkę po godzinie 18:00...

Szalona Autor

Pasjonat wędkarstwa, który dzieli się swoimi doświadczeniami i wrażeniami z nad wody. Chętnie poznaje nowe techniki i miejsca, odkrywając tajemnice polskich akwenów.

1 artykuł Łączne wyświetlenia: 3,213

Moje spotkanie ze Shrap-Drakersami rozpoczęło się pod Auchanem na Modlińskiej... Stamtąd to Rapowska zielona strzała ( Nissan ) pilotowała mnie, wraz z siedzącą za kierownicą błękitnej (Punciakowej) strzały moją siostrą, ku wędkarsko-rekreacyjnej przygodzie.

Na miejscu nasza podwójna ekipa była troszkę po godzinie 18:00. Po wyjściu z samochodów Rafał poinformował nas, że z powodów rodzinnych, nie będzie z nami bysiora... Przykro mi się trochę zrobiło, gdyż jeszcze kilka dni wcześniej, podczas rozmowy telefonicznej, żegnaliśmy się z Tomkiem słowami: "Do zobaczenia na Okoniu"...

Chwilę później nastąpiło szybkie przetransportowanie sprzętu i różnego rodzaju asortymentu i zaraz wszyscy siedzieliśmy już w okolicy wiaty, która później okazała się być centrum integracyjnym :) Za moment pojawiły się pierwsze nie reagujące na żadne specyfiki – krwiopijcze komarzyce...

Szczególnie dziewczynom dały się one w tym momencie we znaki. Częste bywalczynie wodnych szuwarów – jak ja i żona Kazika, jakoś znosiłyśmy ataki skrzydlatych wampirów. Do godziny 20:00, o której rozpoczęło się wejście na stanowiska do łowienia, wszyscy uczestnicy spotkania zapoznawali się z przywiezionymi przez ekipę Rap – przynętami, dipami, zanętami i wszystkimi innymi dobrodziejstwami.

Największą furorę zrobiły jak się później okazało – sproszkowane dipy o smaku ananasowo-wątrobowym i bananowo-halibutowym. Później nastąpiło wręczenie oryginalnych koszulek, nowo wybranym członkom Team Rapa.

Jako jedna z wybranych, otrzymałam także kołowrotek do testowania, który załatał moją wtedy obecną - sprzętową lukę. Całość pięknie dopełniał wykład Kazika - odnośnie wszystkich aspektów wędkarstwa karpiowego – od prezentacji kulek począwszy , na pokazywaniu namiotu od środka skończywszy?

Karpiowy specjalista sporządzał uczestnikom skomplikowane zestawy z przyponami i z chęcią doradzał i pomagał zakładać pellety i kulki - przez całą noc. Tutaj moje wielkie podziękowania za cierpliwość – nawet o 3:00 nad ranem.

Po całej części merytorycznej – nastąpiło wybieranie pomostów, pierwsze zarzucanie zestawów i Kazikowe indywidualne podnęcanie z łódki. Każdy mógł wybrać sobie miejsce nęcenia oraz dowiedzieć się jaka głębokość jest w wybranych fragmentach zbiornika.

Za chwilę zawody zostały formalnie otwarte – szybkim porzeczkowym toastem. Następnie udałam się na swój pomost, by do końca zawodów ( południe następnego dnia), schodzić z niego tylko w celu wymiany przynęty lub pomocy kolegom :) Kilka pierwszych godzin nie przyniosło żadnych efektów – chyba, że za takowy można było uznać kilkaset komarzych ukąszeń.

Tak, tak – komary całą chmarą grały nad powierzchnią zbiornika i Offy, Autany i Muggi nie robiły na nich żadnego wrażenia... W międzyczasie kolega Bodzio przyniósł mi przekąskę prosto z ogniska (dziękuję), a koledzy z chęcią odwiedzali mnie na moim stanowisku i wspólnie rozmawialiśmy o rybach.

Później usłyszałam, że Bodzio wyjął karpia – pewnie to nagroda za dobry uczynek. W międzyczasie obok przechodzą 3 burze, ale każda z nich tylko straszy gromami z oddali i raz po raz rozświetla całe niebo.

W pewnym momencie idę rozprostować kości i zmierzam ku Kazikowi z moim feederem w ręku. Spławikówkę zostawiam samą, leżącą na pomoście – w końcu od początku nic się z nią nie dzieje.

Na miejscu - oczywiście dostaję to po co przyszłam – pellet o smaku halibuta z truskawką? Wracam na pomost i uderza mnie widok wędki opierającej się kołowrotkiem o ostatnie deski. Nie szukam świetlika na tafli, tylko szybko podnoszę kij i rzeczywiście - coś znajduje się na drugim końcu zestawu.

Reklama
Product

🎣 Profesjonalna wędka spinningowa - 25% TANIEJ!

Odkryj sekret skutecznego łowienia z najnowszą wędką Pro Angler. Tysięcy zadowolonych wędkarzy nie może się mylić!

W myślach przechodzi mi jakiś karaś, czy leszcz – w końcu na haku znajdują się 2 ziarnka kukurydzy i 3 białe robaki. Chwilę później okazuje się, że na taką kombinację połakomił się mały sumek, a ja przez zaledwie 5 minut – prawie nie straciłam kija...

Dwie szybkie fotki zrobione przez Pawła i wąsaty rybiszon wraca skąd przybył, oczywiście z przykazaniem przyprowadzenia babci... Czego niestety nie zrobił ;( Kolejne godziny upływają, moje wędki milczą, a towarzystwo pod wiatą staje się coraz głośniejsze i w pewnym momencie cichnie...

Wtedy dopiero znacznie ucichają komarze bzyczenia wokół uszu – najwidoczniej wampiry ruszyły nakłuwać śpiących towarzyszy :) Rano okazało się, że właśnie tak było... Noc upływa bez większych emocji, na nogach są oprócz mnie tylko Paweł i Rafał.

Co do Rafała to mam pewne wątpliwości, czy się chwilę nie zdrzemnął, bo jakoś go na trochę wcięło z mojego punktu obserwacyjnego – z drugiej strony – ktoś przecież musiał pilnować dogasającego ogniska ;) Po świcie dobiegły do mnie odgłosy małego zamieszania – z pobliskiego pomostu Pawła.

Wychylam się ze szczytu swojej miejscówki i już wiem o co chodzi. Biegnę by pomóc koledze w podebraniu ryby. Rafał za pomocą aparatu szczegółowo dokumentuje to co się dzieje na szczęśliwym pomoście.

Ja wraz z samym łowcą oczekuję zdobyczy. Kij Pawła był bardzo miękki, a ryba oprócz dużej siły , miała jeszcze jednego asa pod płetwą - około 10 metrów głębokiej wody. Co Paweł podciągnął ją pod powierzchnię – rybą murowała.

Tak minęło 10...20...30... Minut. W końcu ryba kilkakrotnie pokazała się kilkadziesiąt cm pod powierzchnią. Nie pozwoliło to jednak określić jej gatunku. Rafał utrzymywał ,że jest to jesiotr – z racji, że zauważył biały brzuch.

Moje próby sprecyzowania były bardziej rozbieżne – wiedziałam jedno – jest to ryba karpiowata. Tak więc zdobycz Pawła była dla mnie sazanem, póżniej "może jaziem" ,a na samym końcu amurem, tołpygą i jeszcze raz amurem...

Dopiero przy ostatnim podciągnięciu – okazuje się ,że to amur – sprawne podebranie i szczęśliwy łowca sam musi wyciągnąć ciężkiego rybiszona na pomost. Moją rolą było tylko podebranie?

Chwilę później następuje przełożenie zdobyczy do worka, waga pokazuje około 6,42. Szybka sesja i pięknołuski amur, machnięciem ogona żegna się z łowcą, podbieraczką i fotoreporterem. Ja żegnam się z Pawłem słowami uznania: " Gratulacje, takimi rybami wygrywa się zawody"...

Wracam na swoje stanowisko, siadam i cały czas mam przed oczami sytuację z pomostu obok, moje wędki milczą jak zaczarowane. W końcu nie mam "papierowych robaków" pomyślałam, uśmiechnęłam się sama do siebie i na nowo zaczęłam opędzać się od komarów.

Przed zawodami Paweł opowiadał o swojej hodowli robaków – w papierowych warstwach kartonu... Utkwiło mi w głowie zabawne stwierdzenie " papierowe robaki Pawła". Nie pamiętam dokładnie ile minęło, ale nie trwało to długo...

Reklama
Product

⚙️ Zestaw startowy dla początkujących - PROMOCJA!

Kompletny zestaw wędkarski w super cenie. Wszystko co potrzebujesz do rozpoczęcia przygody z wędkarstwem.

Słyszę prośbę Rafała o podbierak. Twierdził, że ma leszcza i wolałby go wyjąć odpowiednim sprzętem. Podaję koledze podbierak, zerkam szybko na złowionego leszcza i udaję się na swój pomost.

W końcu zaczęły się brania – trzeba przerzucać i kombinować pomyślałam. Nie zdążyłam usiąść, zaczęły dochodzić do mnie odgłosy większego niż leszczowe zamieszania. Słyszę pośród drzew magiczne słowo " KARP!" i już lecę na ten sam pomost, na którym byłam przed dwiema minutami – pomost Rafała.

Twierdzi on , że ma na kiju właśnie karpiszona, ale na pewno nie cięższego niż złowiony niedawno amur. Cóż miałam zrobić – wzięłam podbierak w dłoń i służyłam pomocą, walczącemu z rybą koledze.

Chwilę później, karpiszon jest już na brzegu i wizualnie wydaje się być porównywalny do złowionego wcześniej amura. Następuje szybkie przełożenie ryby do worka i.... no właśnie – okazuje się, że wagę szlag trafił i po prostu nie działa!

Wpadam szybko na pomysł, że to pewnie wina baterii. Rafał informuje mnie i Pawła, że taki sam model akumulatorka ma w sygnalizatorze brań. Szybka wymiana, waga zaczyna działać.... i pokazuje zadziwiająco małą wagę...

Rafał jest znieszmaczony, ale szybko godzi się z werdyktem wagi. Moja prośba o powtórne zważenie rozwiewa wszelkie wątpliwości. Karp ma ponad 7 kg, a waga źle się wytarowała po zmianie baterii.

Oto mamy nowego zwycięzcę, który pozostanie nim – już do końca zawodów... Wracam nad moje milczące stanowisko i pozostaje na nim do południa. W międzyczasie zaczyna padać – jedyny plus – to brak komarzej ingerencji w mój pobyt na pomoście.

Czas się zbierać pomyślałam i razem z wszechobecną od kilku godzin siostrą – zanosimy sprzęt pod wiatę. Wkrótce wszyscy jemy "pieczone na deszczu" kiełbaski i pakujemy swoje dobytki. Następuje podział niewykorzystanych dobrodziejstw ( zanęty, robaki) oraz ogłoszenie zwycięzcy, którego wspaniały karp utarł nosa pięknołuskiemu amurowi Pawła...

Rafałowi zostaje wręczony ręcznie rzeźbiony jesiotr, który tego dnia jest dopełnieniem jego wędkarskiego szczęścia. Monika robi nam pamiątkowe zdjęcie i chwilę później wszyscy jesteśmy już na rozjeździe.

Żegnamy się, a RAPY obiecują, że wkrótce nastąpi kolejne wspaniałe spotkanie :)

Reklama
Premium wędkarstwo

🎣 Premium Wędkarstwo - Dołącz do Elity!

Odkryj ekskluzywne produkty i techniki używane przez mistrzów wędkarstwa.

💬

Komentarze

Dołącz do dyskusji i podziel się swoimi przemyśleniami

0 komentarzy

Dołącz do dyskusji!

Zaloguj się, aby dodać swój komentarz i podzielić się doświadczeniem

📚

Podobne artykuły

Odkryj więcej fascynujących treści, które mogą Cię zainteresować

Hand made dla karpiarza
📖 ~5 min
Wędkowanie karp

Hand made dla karpiarza

Trochę z zazdrością patrzyłem na kolegów robiących samodzielnie woblery. O tych robiących samemu wędki nie wspomnę. Niestety nie potrafię ani jednego ani drugiego. Jednak jedna z moich ulubionych metod pozwala mi na wykazanie się własną inicjatywą i odrobiną kreatywności.

👤 rapa 👁️ 9,340
22.03.2011
Torba MADCAT Transport ALL
📖 ~5 min
Wędkowanie sum

Torba MADCAT Transport ALL

Sprawa prosta i banalna - torba transportowa dla wędkarza. W dzisiejszych czasach, każdy wędkarz ma tyle sprzętu, że czasami ciężko wszystko zorganizować. I tutaj z pomocą przychodzi duża, pojemna, wytrzymała torba, w której możemy transportować nasz sprzęt na łowisko lub na łódkę.

👤 bysior 👁️ 1,442
16.02.2020
Sum od zera cz. II - sprzęt
📖 ~5 min
Wędkowanie sum

Sum od zera cz. II - sprzęt

Chcąc złapać suma stanęliśmy przed małym problemem – jaki sprzęt kupić,żeby tego suma złowić. W kwestii sprzętu sumowego na starcie byliśmy totalnymi laikami bez sumowego doświadczenia i tak naprawdę nie mieliśmy pojęcia na co powinniśmy zwrócić uwagę. Dobrze by było żeby ten sprzęt nie był nie wiadomo jak drogi a po drugie dobrze by było żebyśmy go nie wyrzucili do kosza po jednej wyprawie. Docelowa metoda, przypomnę, to kwok i dryf, grunt, spławik – ogólnie łowienie z łódki.

👤 bysior 👁️ 8,421
16.07.2018