Święta idą, lecz w szarościach
pozbawione śnieżnej bieli
Stół ma pysznić się w pysznościach,
wszystkich złączy, nie podzieli.

W kalendarzu tylko zima,
wokół brudna, szara jesień.
Śniegu na lekarstwo niema,
wiatr deszczowe chmury niesie.

Zima chyba gdzieś utknęła,
pewnie jej zawiało drogi.
Albo bokiem nas minęła,
nie chcąc w deszczu zmoczyć nogi.

Ale wróci do nas jeszcze,
rzeki skuje lodem na fest.
Niech się wypadają deszcze,
wszak co roku u nas jest.

Ja wyglądam jej z tęsknotą,
w szarą dal kieruję wzrok.
W białą dal chcę iść z ochotą,
tak jak czynię to co rok.

Jakże tak bez śniegu Święta?
dzisiaj innych pytań niema.
Takich Świąt ja nie pamiętam,
co się dzieje, gdzie ta zima?