Marcin zgadzam się z Tobą że najlepsza jest duża i zdrowa chmura ziołowa ;)
👍👍👍👍 i tego się trzymajmy.
Wracam do gołębi 😛. Jak wspominałem moja "hodowla" zaczęła się trochę z przypadku zabierając pierwszego gołębia do domu - mieszkania. To był zwykły gołąb ale dopadła go salmonelloza i bez leczenia miałby znikome szanse na przeżycie. Dostał antybiotyk, posiedział tydzień w domu i sru za okno. Później trafił się kolejny po wypadku samochodowym :uoeee:, miał złamane skrzydło i nogę. Po opatrzeniu oczywiście wyzdrowiał ale niestety nie latał i coś trzeba było wymyślić aby dożył starości i tak powstała już na wsi pierwsza prowizoryczna buda, namiastka gołębnika 👍. Przez gołębnik przewinęło się już kilkadziesiąt gołębi, te które dochodziły do zdrowia były znów wypuszczane na wolność w miejscu gdzie je znalazłem a te które były np. nielotne zostawały w gołębniku. To tyle z zwykłych gołębi bo trafiają się i asy w postaci gołębi dzikich/grzywaczy. Miałem już trzy sztuki w przeciągu pięciu lat ale jak na razie tylko jeden się trzyma. To niby też gołąb ale odchowanie go jest o wiele cięższe niż zwykłego dachowca. Grzywacze ciężko się "oswajają" i puki się nie przyzwyczają nie będą jadły i piły a karmienie na siłę wiąże się z dość brutalnym z punktu widzenia obserwatora traktowaniem - lecz jest to jedyny sposób a wygląda mnie więcej tak.
Niestety pacjent zdechł po ok. tygodniu :nerwus:.
Żeby nie było smutno to drugi przedstawiciel tego gatunku ma się bardzo dobrze 😄, jest już u mnie od 25 sierpnia znaleziony jako nielot praktycznie w szypułach. Był chyba z późnego wylęgu i albo sam wypadł z gniazda, albo został z niego wywalony przez inne ptaki i skończył by marnie żeby nie mój starszy który go oczywiście wziął do domu (nie gołębnika tylko mieszkania). Początki też były ciężkie bo nie jadł. Waga spadała w oczach i tylko nasze dokarmianie "siłowe" trzymało go przy życiu aż pewnego razu Marta przyniosła drugiego gołębia zwykłego którego wywalili z dachu ludzie naprawiający coś tam i zaczął pomału sam jeść co i robi do dziś. Nie mam zdjęć od samego początku bo albo przez przypadek zostały skasowane, albo są na innym dysku.
Oczywiście zgodnie z powiedzeniem jeśli wpadniesz między wrony musisz ............ , tak więc wełnianemu bo tak został nazwany nie pozostało nic innego jak robić to co i my więc bywał z nami też i na rybach 😄. No co jedni chodzą z psami my chodziliśmy z gołębiem.
W mieszkaniu jak to w mieszkaniu. Dostał swój pokój który nadal czeka na remont więc może robić co chce od zabawy po kąpiele 😂 ze swoim przyrodnim bratem (wcześniej nie pisałem ale wełniany to nie on tylko ona).
Na święta był trochę zły bo mimo że sprawdzał co chwila pod choinką nic nie znalazł :uoeee:.
Było o dzikim będzie o innych ale już krótko bo bo znów post za długi będzie 😜.
Z serii "prawie jak na wolności", czyli podlotek zmoczony przez deszcz.
"Prawie jak tata" z serii zjadł by coś.
Nauka latania 😏.
On taki młody i już "umi" a ja nadal mimo tylu lat nie 🤔.
Co tam jest?.
Kolejne zdjęcie z serii "ty, jak żeś Ty tą pizze zamawiał".
Czas na toaletę, brylantyna lśni.
Pojedli, popili czas na sen. Wypad z łóżka bo idę spać.
Wyginam śmiało ciało 😜.
Dobra koniec tego, czas na lotnika w drodze na miejsce startu - 15km, wrócił jak Lessi po kilku chwilach.
Wszyscy mają po dwa, ja mam cztery.
Niestety wyszedł tylko jeden, za to oryginalny.
Troll 😂.
I teraz te co w "gołębniku" - mieszanka.
I mój czarny koń, pocztowa samica z 2011r która w tym roku poleci na swój pierwszy lot.
To tyle, na razie, bo chciałem napisać i wstawić więcej zdjęć ale nie chcę przeginać :luzik:.