Hm... nigdy nie lubiłem kotów. Bo są takie samodzielne, wszędzie łażą same, nie lubią ludzi. Takie miałem pojęcie o kotach. Moja Mama miała kota, Tropkę, która wszystkich drapała zawzięcie, oczywiście oprócz mojej Mamy, ale losy potoczyły się raczej smutno... A po kilku latach, moja Eda zaczęła mnie namawiać na kota. Oczywiście byłem straaaaasznie przeciwny. Bo po co mi kocur czy kotka. I tak mam dużo na głowie. Ale któregoś razu.... Eda wypatrzyła czarnego kota w necie. I tak się zastanawiała - brać kota - czy nie....
Pojechałem, wybrałem, zabrałem kocicę i....... zakochałem się! Nigdy nie myślałem, że mogę lubić kota.... bleee.... A jednak... teraz mam malutką kociczkę, z białymi łapkam, brzuchem i noskiem. A jest superancka, jak to mówi Kryskon! :) Jak mały piesek! I taka kochana....
Ech.... Starzeję się chyba :)
Pojechałem, wybrałem, zabrałem kocicę i....... zakochałem się! Nigdy nie myślałem, że mogę lubić kota.... bleee.... A jednak... teraz mam malutką kociczkę, z białymi łapkam, brzuchem i noskiem. A jest superancka, jak to mówi Kryskon! :) Jak mały piesek! I taka kochana....
Ech.... Starzeję się chyba :)