Co prawda po czerwcowych niepowodzeniach roku zeszłego obiecywałem sobie, że za sandaczem będę biegał tylko jesienią, ale… to nie takie proste powiedzieć sobie: „no i co z tego, że zaraz zaczyna się sezon na sandacza...”
No właśnie, przypominam: DO ROZPOCZĘCIA SEZONU SANDACZOWEGO ZOSTAŁO MNIEJ NIŻ 30 GODZIN!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Ja oczywiście zaczynam na Wiśle. Woda jest spora, od kilku dni leciutki przyborek dodaje po 10-15 cm na dobę. Woda czysta, ale trącona. Przechodzące burze mogą być czynnikiem pozytywnym w kontekście żerowania mętnookiego drapieżnika. Noce teraz króciutkie… Sandaczowanie letnie to całkiem inna bajka niż jesienią…
Na ten sezon nie mam żadnego nowego pomysłu aczkolwiek raczej na lekko.
Kijek do 21 gram, średni kołowrotek, nie za gruba plecionka…
No i pudełko sprawdzonych przynęt. Głównie uklejopodobne woblery 5-9 cm (większość pływająca) oraz trochę gum (pewnie tylko dla dociążenie kamizelki😄) na główkach od 5 do 14 gram,. Woblery na zmierzch, noc i świt, gumy dopiero za widoku raczej…
Sobie własnie przygotowałem pudełko. I jestem gotowy🎉
A co tam u Drakersów w temacie:)?