Przykład innego typu. Kolega kilka lat temu pohwalił się fotkami sandaczy w Internecie. Nie wyretuszował miejscówki. Twierdził, że i tak jest znana. Szybko się przekonał jak duży to był błąd. Już następnego dnia przywitał nas tłum wędkarzy ...
Dlatego nigdy nie zdradzam miejsc.
Hlehle, niestety to co piszesz o tym tłumie to chyba przesada. Ja rozumiem że to co dla jednych jest sufitem, dla innych będzie podłogą i pisanie o
tłumach jest raczej na wyrost. Chyba że dla Ciebie tłum to pięciu wędkujących, bo nie uwierzę w to że poprzez portal internetowy już następnego dnia przybyło tam trzydziestu (tyle dla mnie to już tłum) wędkarzy polujących za rybą.
PS: nie szukam swoim postem zaczepki, ani nie chcę rozpocząć kłótni 😎, ale to co napisałeś wydało mi się .... dziwne.
jak kiedyś gdzieś mi się obiło o uszy o nie zdradzaniu miejscówek:) Nasz kolega ma swojego kolege, który z kolei ma swojego kolege a ten kolega tez ma kolege... itd...:P Jestem zdania, że samemu powinno się szukać miejsc do ewentualnego połowu danego gatunku i wtedy satysfakcja większa... Po ostatnim sezonie zacząłem sobie wszystko powoli na spokojnie analizować dlaczego nie mogę złowić tego upragnionego sandacza i jak widać efekty jako takie były:P W tamtym roku jeden 50+ reszta z tego co pamiętam jak były to niewymiarki, 2 lata temu też same maluchy dalej nie pamiętam ale cienko. W tym roku nie wiem nie liczyłem ale +10szt było z czego najmniejszy 59cm a największy 83cm. Niewymiarek żaden się nie trafił:P Co najgorsze jedynie odkąd w nocy temp spadła na - nie mogę nic namierzyć:( Tak samo było z fotografią - działać nie poddawać się, wyciągać wnioski na błędach i będą efekty, a wtedy o miejscówki nie trzeba będzie się pytać:P ps. I dodam jeszcze, że sporo w zdobywaniu wiedzy pomogło mi czytanie shrapowskiego forum !!!!
To co podkreśliłem, to z tym się zgadzam, ale to raczej problem występujący lokalnie czego najlepszym przykładem jest u nas zimowisko białej ryby w okolicy mostu "bujanego". Tam jak ktoś coś złapie to zaraz wieści wracają ze zdwojoną siłą i pojawia się tam kilkudziesięciu wędkarzy. Ale to jest zgrupowanie zimowe ryb przez długi okres czasu, z drapieżnikiem jest trochę inaczej, bo tam, podobnie jak Ty, gdzie trafiały mi się sandacze wcześniej, teraz po spadku temperatur już ich nie łowię i nie dlatego że przyleciała grupa po przeczytaniu info na forum, lecz dlatego że albo nie biorą, albo się wyniosły gdzieś indziej.
[quote='rychu' pid='34850' dateline='1318977639']
@marcin - piszesz, że w dużej rzece wędkarze nie są w stanie wyłowić wszystkiego z jakiegoś odcinka. Owszem, leszczy i krąpii może nie wyłowią, ale jak się dobiorą jesienia do sandaczy, czy sumów, to może być pogrom.
Przekornie napiszę trzy sandaczowe miejscówki które corocznie okupowane są przez Pułtuskich wędkarzy a ich łupem padają właśnie sandacze.
1- okolice mostu "bujanego". Od pierwszych chłodów okupowane choć chyba w najmniejszym stopniu (zresztą most "wyszkowski" też można do tego typu miejscówek zaliczyć)
2- wieści gminne niosą że "najlepsiejsza" to zakręt powyżej rosyjskiego cmentarza (koło "Grabowskiego"), łódek że nocą ciężko przepłynąć (podobnie jak na tzw "dębach" pomiędzy mostami.
3- według mnie najlepsza (przynajmniej ja mam najlepsze efekty), Pawłówek, znana oblegana z brzegu główka, a i czasami ciężko porzucać bo i łódki stają.
Wszystkie te "cele" są od wielu lat oblegane o czym doskonale wiedzą Pułtuscy użytkownicy tego forum. Nie wiem jak znacząco wpłynęło to na liczebność sandaczy, ale łowili, łowią i, mam nadzieję, będą je łowić bo nie wiadomo dlaczego ten gatunek ryby się tu utrzymuje. Wielokrotnie w tym już roku słyszałem (kilka widziałem) o sztukach mniejszych lub większych niż 100cm, nazwę je okazami które się trafiają. Nie wiem czy po tym co teraz napisałem nie zdenerwują się na mnie "Pułtuszczaki" bo sami tam stają, zresztą i ja też 😜.
Pewniaków w miejscówkach, że tak je nazwę, jest na każdym łowisku kilka. Są zawsze okupowane w pewnych porach roku co najbardziej widać teraz po żwirowni w Gnojnie. Dla odmiany teraz wszystkie mi znane (zresztą nie tylko mi) miejsca najczęstszych połowów sumów są zupełnie puste bo wąsate o tej porze roku są już raczej podczepionym przyłowem niż celowo upolowaną zdobyczą.
Marcin pieprzysz trzy po trzy... nie gadaj mi głupot ale odkąd coraz więcej jest przyjezdnych wędkarzy to coraz gorzej z rybą u nas. Moje miejsca z dzieciństwa pozmieniały się diametralnie, ogólnie znane miejscówki znane tylko miejscowym wędkarzom stają się dostępne dla wszystkich co nie wróży dobrze... I proszę Cię, nie mów, że nie mam racji... Brzegi na opał powycinane na maksa, śmieci więcej niż na blokach, no proszę Cię... Owszem, można mówić, że w Narwi jest ryba bo jest ale bez przesady... Akurat w tych miejscach co podałeś jestem od przypadku do wypadku ale zachowajmy zdrowy rozum... idę zapalę bo się wkurzyłem...:) niestety tak to jest jak ktoś kiedyś powiedział, że złowił jakąkolwiek rybę później musiał się bić o miejsce... Przyznam się szczerze, że jak powstał SD też miałem za złe, gdy Tomek pisał w ogóle o Narwi... Ale co tam to nie nieuniknione.... W....wia mnie to, płynę swoją kochaną rzeką, a tam chamstwo nie z tej z ziemi... Z góry zapowiadam skoro temat się tak rozwinął - każdyprze ze mnie napotkany wędkarz, kłusol czy ktokolwiek inny budzący jakiekolwiek wątpliwości dostanie wniosek do sądu!!!! Kto mnie zna wie, że to mały pikuś:) Nie ma litości... Nie chce mi się już rozwijać wątku na temat pisania o zdradzaniu tajnych miejsc bo głowa mnie od tego rozbolała...
[/quote]
Colednik, czy kilkanaście lat temu (dziesięć i więcej) spotykałeś w nocy spinningistów?? - ja raczej nie, a jeśli nawet to bardzo sporadycznie. Gdy pływałeś łódką na mazury (pływałem i ja ;) ), to widywałeś tyle namiotów i samochodów po brzegach - bo ja nie. Czasy się zmieniają, ludzie widzą w wędkarstwie sport, wypoczynek i jest to sposób spędzania wolnego czasu. Przybywa nam tego i przybywać będzie. Są samochody, bez których komu by się chciało iść pieszo, czy jechać rowerem kilkanaście kilometrów na biwak, teraz pakujesz się w auto i po kilkunastu minutach jesteś na miejscówce i tak robią też Ci co nad wodę z rodziną jadą zaraz po pracy. Ludzi fakt jest ogrom nad wodą (sezonowo) i będzie ich coraz więcej, tylko jak to się ma do zdradzania miejscówek :bezradny:. Czy po tym jak napiszę że złowiłem sandacza ok.100cm, podam dokładną miejscówkę to następnego dnia spotkam w tym miejscu tłum wędkarzy - nie sądzę.
Zobacz co się teraz dzieje w Gnojnie, wędkarzy kupa ale jakoś o tym że okonie biorą nikt tu na forum nie pisał, czy teraz po tym zdaniu jeszcze ich przybędzie??
Ostatni wywód który właśnie piszę to niemal słowa Marty, bo ona to powiedziała. My nie jedziemy po ryby bo i tak ich nie bierzemy, jedziemy nad wodę i jak spotkamy wędkującego w "naszej" miejscówce to porozmawiamy sobie z nim, a nie usiądziemy dalej patrząc z pod oka na niechcianego przybysza 😜. To powiedziała "baba" z której wędkarz taki jak z mysiej pi*** worek na mąkę 😎. Faktycznie to jest fakt, ja z Martą czy ojcem jadąc na przysłowiowe ryby jadę nad wodę, odpocząć a nie nałapać. Złowiona ryba to tylko lekki przypływ emocji w i tak wspaniałym momencie jakim jest przebywanie nad wodą.
Tyle z mojej strony chyba w tym temacie, nie dlatego że nie chce mi się z Wami pisać, ale dlatego że chyba już więcej nie mam nic do dodania.