I ja mam plany:
Styczeń – marzec – chciałbym po raz pierwszy zobaczyć jak się łowi trocie, chciałbym zobaczyć pierwszy raz rzeczkę pstrągową, chciałbym drugi raz w życiu połowić z lodu… To są plany takie „a może się uda”, „życzeniowe”…
Połowa marca do połowy kwietnia – bat, bolonka, pikerek, feederek czyli na wszelkie możliwe sposoby będę poszukiwał wielkorzecznej płoci. Obowiązkowa imprezka 2 kwietnia u Władka z okazji Jego osiemnastych urodzin.
Ostatnie dwa tygodnie kwietnia jak zawsze staram się odpuszczać płotkom, wszak one już blisko tarła mają – chciałbym ze dwa-trzy razy wybrać się na „Okonia” na karasie i jazie ze spławikiem.
Maj – czerwiec to tylko jedna ryba – wiślany BOLEŃ! Malutkim odstępstwem może być szczupak lub okoń na Narwi. W żadnym wypadku nie będę próbował łowić SANDACZA bo i tak się nie uda (doświadczenie z roku bieżącego)!
Dwa-trzy tygodnie lipca to próba złapania wąsatego Króla Wisły.
Reszta lipca i sierpień to wszelkie rodzaje przepływanki na Wiśle, z jakimś odstępstwem gruntowym na Narwi.
Wrzesień to pełna gama wiślanego drapieżnika, choć boleń i… szczupak winny być gatunkiem przewodnim.
Październik – odpuszczam już rapkę, jeszcze poławiam szczupaka, już zaczynam próbować z sandaczem na Wiśle i okoniem na Narwi.
Listopad to SANDACZ z małymi odchyłami na okonia w narwiańskich starorzeczach.
Grudzień to SANDACZ – bez odchyłów w kierunku jakiejkolwiek innej ryby.
Oczywiście dopisać do tego trzeba wszelkie spotkania z Drakersami, zarówno te oficjalne, duże imprezy, jak i bardziej kameralne spotkania nad wodami wszelakimi.
Marzy mi się w sezonie:
- choćby cień jakiegoś „kropkowanego” drapieznika,
- choć jeden okoń spod lodu,
- stado grubych płoci na wiosnę,
- boleń majowy żeby przekroczył trzy czwarte metra,
- sum jeden, najlepiej chociaż z dwójką po jedynce na początku, ,
- trafić na letnie stada cert i świnek na szybkich letnich przepływankowych płyciznach,
- kilka grubych nocnych sierpniowych leszczy z Narwi złowić – oj, fajnie by było,
- jesienią okonia największego wymiar żeby na „4” się zaczynał,
- a jesienny sandacz, żeby był dłuższy od majowego bolenia.
I NIE KUPIĆ ANI JEDNEJ SZTUCZNEJ PRZYNĘTY, KOŁOWROTKA ANI KIJA, bo mam tego od metra i czas zacząć zużywać zapasy…
To tyle w temacie, czy mam wybujałe marzenia ocenić przyjdzie za rok…