Kolejne piękne rymy Waldeczku. Masz talent Chłopie ! 😎 Brawo!
poezja wędkarska
Rozmaitości
Nawigacja
Sądzę że miałeś jakoś osobę na myśli pisząc ten wiersz braciszku?!🤔;)
Dzięki za komentarze Panowie.
Kaz masz rację i Ty tę osobę dobrze znasz,
to nasz :nerwus:dobrze znany z łamania
wędzisk.:foch:
Jeszcze raz dzięki za komen. waldi-54:papa2:
Kaz masz rację i Ty tę osobę dobrze znasz,
to nasz :nerwus:dobrze znany z łamania
wędzisk.:foch:
Jeszcze raz dzięki za komen. waldi-54:papa2:
Wiosna.:kwiatek:
Zazieleniło się w parkach i lasach
i nad wodami kwitnie już wiosna,
ptactwa wodnego już cała masa,
zewsząd muzyka płynie radosna.
Cieszy me serce i koi mą duszę,
kiedy wychodzę z wędką nad wodę,
i złowić ryby wcale nie muszę,
wystarczy, że dotknąć mogę przyrodę.
W stawach i rzekach życie już wre,
Ciernik maleńki gniazdo zakłada,
część ryb wytarta, część jeszcze nie
i teraz ikrę dopiero swą składa.
Stojąc nad wodą, oczom nie wierzę,
ławica płoci tańczy tu w wodzie,
więc ja cichutko jak dzikie zwierze,
stąpając na palcach w tył odchodzę.
Nie chcąc przerywać ich uniesienia,
wędkę swoją składam po woli,
trzyjcie się w ciszy do zobaczenia,
wrócę tu jeszcze, jak czas pozwoli.
pozdrawiam waldi-54:papa2:
Zazieleniło się w parkach i lasach
i nad wodami kwitnie już wiosna,
ptactwa wodnego już cała masa,
zewsząd muzyka płynie radosna.
Cieszy me serce i koi mą duszę,
kiedy wychodzę z wędką nad wodę,
i złowić ryby wcale nie muszę,
wystarczy, że dotknąć mogę przyrodę.
W stawach i rzekach życie już wre,
Ciernik maleńki gniazdo zakłada,
część ryb wytarta, część jeszcze nie
i teraz ikrę dopiero swą składa.
Stojąc nad wodą, oczom nie wierzę,
ławica płoci tańczy tu w wodzie,
więc ja cichutko jak dzikie zwierze,
stąpając na palcach w tył odchodzę.
Nie chcąc przerywać ich uniesienia,
wędkę swoją składam po woli,
trzyjcie się w ciszy do zobaczenia,
wrócę tu jeszcze, jak czas pozwoli.
pozdrawiam waldi-54:papa2:
Wędkarska wiosna.
Wiosna w około nas rozkwitła,
zielenią się krzewy i drzewa.
Poranek nas nad wodą wita,
skowronkiem co nad głową śpiewa.
Chłonę to wszystko całym sobą,
nie chcę zmącić poranka tego,
cicho siadam z wędką nad wodą
z nadzieją że złowię coś grubszego.
Na haku kukurydza jest złota,
chcę nią skusić jazie i płotki,
spławik to piękna ręczna robota,
reszta to tylko takie półśrodki.
Cichutko siedzę, czekam na branie,
gotowy ciąć w każdej chwili,
wszak miejsce wybrałem starannie,
pod drzewem co się leciutko chyli.
I nagle lekkie drganie spławika,
coś się przynętą mą interesuje,
spławik za chwilę pod wodą znika
a wędka moja w ręku pulsuje.
Walka podnosi adrenalinę,
ryba poddać się nie ma zamiaru,
ostro nurkuje w roślin gęstwinę,
lecz ja nie odpuszczam mimo ciężaru.
To dla tej chwili jestem nad wodą,
raz wygra ryba, raz wygram ja,
tym razem chaszcze były przeszkodą,
no i pokonał mnie przepiękny jaź.
z wędkasrskim pozdro. waldi-54:papa2:
Wiosna w około nas rozkwitła,
zielenią się krzewy i drzewa.
Poranek nas nad wodą wita,
skowronkiem co nad głową śpiewa.
Chłonę to wszystko całym sobą,
nie chcę zmącić poranka tego,
cicho siadam z wędką nad wodą
z nadzieją że złowię coś grubszego.
Na haku kukurydza jest złota,
chcę nią skusić jazie i płotki,
spławik to piękna ręczna robota,
reszta to tylko takie półśrodki.
Cichutko siedzę, czekam na branie,
gotowy ciąć w każdej chwili,
wszak miejsce wybrałem starannie,
pod drzewem co się leciutko chyli.
I nagle lekkie drganie spławika,
coś się przynętą mą interesuje,
spławik za chwilę pod wodą znika
a wędka moja w ręku pulsuje.
Walka podnosi adrenalinę,
ryba poddać się nie ma zamiaru,
ostro nurkuje w roślin gęstwinę,
lecz ja nie odpuszczam mimo ciężaru.
To dla tej chwili jestem nad wodą,
raz wygra ryba, raz wygram ja,
tym razem chaszcze były przeszkodą,
no i pokonał mnie przepiękny jaź.
z wędkasrskim pozdro. waldi-54:papa2:
Dzięki Ci Waldi za tak piękne wiersze, które czytam z zadowoleniem.Twórz Waldi i dziel się z nami swoją twórczością 😎
Witaj Krzyku.👋
To ja dziękuję, że masz ochotę to
czytać co mi się w głowie ulęgnie.
Dzięki za uznanie i pozdrawiam. waldi-54:papa2:
To ja dziękuję, że masz ochotę to
czytać co mi się w głowie ulęgnie.
Dzięki za uznanie i pozdrawiam. waldi-54:papa2:
Czytając wiersze kolegi
serce me miód oblewa
rozum wyobraznie załącza
oczyma wyobrazni widzę spławik
ręka trzyma pulsujący kij
dokoła zieleń soczysta
śpiew ptaków,szum owadów
mnie otacza,szum wody koi mą dusze.
Wielkie dzięki Waldi👏👏👍
serce me miód oblewa
rozum wyobraznie załącza
oczyma wyobrazni widzę spławik
ręka trzyma pulsujący kij
dokoła zieleń soczysta
śpiew ptaków,szum owadów
mnie otacza,szum wody koi mą dusze.
Wielkie dzięki Waldi👏👏👍
Waldi, podzielam zdanie Krzysia i czekam na kolejne wersy znad wody ! Brawka 👏👏
Z marazmu wyrwany.
Fala o burtę łodzi lekko uderza,
ręka w nadgarstku już boli,
błystka jak strzała do celu zmierza,
jeszcze ten raz, już mimo woli.
Spotkanie a wodą pluskiem ogłasza,
jeszcze tylko chwila nie długa,
w ruch wprowadzona do siebie zaprasza
i srebrnym okiem co chwila mruga.
Ja już zmęczony, zobojętniały,
od rana w słońcu i skwarze,
kręcę powoli jak otępiały,
nie licząc że woda da mi coś w darze.
Z tego marazmu nagle mnie budzi,
nagłe szarpnięcie jest jak krzyk ptaka,
powoli powracam do świata ludzi,
holując wolno ładnego szczupaka.
Bawię się chwilą, przeciągam finał,
szczupak zatańczył mi na ogonie,
hamulec gra swój cudowny hejnał,
nie czuję potu co perli me skronie.
Jeszcze tylko nie długa chwilka,
jeszcze odjazd jeden i drugi,
gra naprężona jak struna żyłka
z wody wyłania się kształt dość długi.
Chwytam podbierak, kładę na wodzie,
wprowadzam rybę w matnię tej siatki,
lekko układam go na podłodze
w kieszeni szukam wędkarskiej miarki.
Szybkie mierzenie i szybkie foto,
ryba powraca w otchłań jeziora,
myślę,- właśnie chodziło mi o to
i spływam do bazy,- na obiad pora.
Fala o burtę łodzi lekko uderza,
ręka w nadgarstku już boli,
błystka jak strzała do celu zmierza,
jeszcze ten raz, już mimo woli.
Spotkanie a wodą pluskiem ogłasza,
jeszcze tylko chwila nie długa,
w ruch wprowadzona do siebie zaprasza
i srebrnym okiem co chwila mruga.
Ja już zmęczony, zobojętniały,
od rana w słońcu i skwarze,
kręcę powoli jak otępiały,
nie licząc że woda da mi coś w darze.
Z tego marazmu nagle mnie budzi,
nagłe szarpnięcie jest jak krzyk ptaka,
powoli powracam do świata ludzi,
holując wolno ładnego szczupaka.
Bawię się chwilą, przeciągam finał,
szczupak zatańczył mi na ogonie,
hamulec gra swój cudowny hejnał,
nie czuję potu co perli me skronie.
Jeszcze tylko nie długa chwilka,
jeszcze odjazd jeden i drugi,
gra naprężona jak struna żyłka
z wody wyłania się kształt dość długi.
Chwytam podbierak, kładę na wodzie,
wprowadzam rybę w matnię tej siatki,
lekko układam go na podłodze
w kieszeni szukam wędkarskiej miarki.
Szybkie mierzenie i szybkie foto,
ryba powraca w otchłań jeziora,
myślę,- właśnie chodziło mi o to
i spływam do bazy,- na obiad pora.
Waldi , jakbym o sobie czytał. 😎 Ogromniaste Gratki 👏👏👏
Deszcz .
Za oknem szaro, deszczowo i ponuro,
niebo z prognozy pogody sobie drwi,
deszczowa chmura nadciąga za chmurą
i tylko łyk kawy humor poprawi mi.
Jak liść rzucony na taflę wody,
gnany nurtem rzeki i wiatrem,
tak lato upływa w czas niepogody
i pędzi, jakby się ścigało z hartem.
Zegar cichutko sekundy odmierza,
czas jak szalony do przodu mknie,
na ryby dzisiaj iść nie zamierzam,
a kawa do wspomnień pobudza mnie.
Jeszcze niedawno liść cieszył zielenią,
budził nadzieje na piękne łowy.
Dzisiaj nadzieje te trochę szarzeją,
bo prawie pół lata mamy z głowy.
Wolno spływa deszcz po mych szybach
w filiżance kawa wystygła już mi,
deszczowa chmura w dal wolno odpływa
i tylko szyba wciąż mokra lśni.
Trzeba nam czekać teraz na jesień,
może choć ona przyniesie nam,
trochę radości, wędkarskich uniesień,
tego dziś życzę sobie i Wam.
Za oknem szaro, deszczowo i ponuro,
niebo z prognozy pogody sobie drwi,
deszczowa chmura nadciąga za chmurą
i tylko łyk kawy humor poprawi mi.
Jak liść rzucony na taflę wody,
gnany nurtem rzeki i wiatrem,
tak lato upływa w czas niepogody
i pędzi, jakby się ścigało z hartem.
Zegar cichutko sekundy odmierza,
czas jak szalony do przodu mknie,
na ryby dzisiaj iść nie zamierzam,
a kawa do wspomnień pobudza mnie.
Jeszcze niedawno liść cieszył zielenią,
budził nadzieje na piękne łowy.
Dzisiaj nadzieje te trochę szarzeją,
bo prawie pół lata mamy z głowy.
Wolno spływa deszcz po mych szybach
w filiżance kawa wystygła już mi,
deszczowa chmura w dal wolno odpływa
i tylko szyba wciąż mokra lśni.
Trzeba nam czekać teraz na jesień,
może choć ona przyniesie nam,
trochę radości, wędkarskich uniesień,
tego dziś życzę sobie i Wam.
Ale mi się humorek poprawił :) Dzięki. :P A do jesieni już całkiem niedługo 😜 Choć ja jeszcze nie skończyłem bitwy z wieczornymi sandałkami.
Dzięki Piotr za komentarz, no tak mnie coś naszło
w taką paskudną pogodę.:bezradny:
wojtek_b- cieszę się że mogłem poprawić Ci humor,
co do wieczornych sandaczy to gratuluję uporu,
tak trzymaj.👍
pozdrawiam waldi-54:papa2:
w taką paskudną pogodę.:bezradny:
wojtek_b- cieszę się że mogłem poprawić Ci humor,
co do wieczornych sandaczy to gratuluję uporu,
tak trzymaj.👍
pozdrawiam waldi-54:papa2:
„Nadzieja” moja matka,
„Pokora” siostra moja.
Nim noc odejdzie i zblednie gwiazda,
która na niebie świeci jasno,
nim tarcza słonka rozbłyśnie jasna,
zanim latarnie w mieście pogasną.
Wtedy ze snu zbudzony powstaję,
chęć na przygodę nad wodę mnie gna,
pytanie sam sobie w myślach zadaje,
- co może się zdarzyć tego dnia?
Kawę gorącą szybko dopijam,
sprzęt już od wczoraj stoi przy drzwiach,
tymczasem zegar trzecią wybija,
cicho mi życząc dobrego dnia.
Jeszcze cichutkie „narka kochana”
która w objęciach Morfeusza śpi
z nadzieją na dobre i liczne brania,
wychodząc cichutko zamykam drzwi.
Docieram nad wodę gdy słonko wschodzi,
promieniem muska grzbiety fal,
ta chwila zawsze na myśl mi przywodzi,
czasy, które dawno odeszły w dal.
Zarzucam zestawy w wody jeziora
z „matką nadzieją” czkam chwili,
czym mnie obdarzy - siostra pokora,
czy „obfitości rogu” swego uchyli.
I tak z nadzieją matką wędkarza,
szybko upływa czas do wieczora,
nawet gdy nic się już nie wydarza,
- mnie uspokaja – siostra pokora.
„Pokora” siostra moja.
Nim noc odejdzie i zblednie gwiazda,
która na niebie świeci jasno,
nim tarcza słonka rozbłyśnie jasna,
zanim latarnie w mieście pogasną.
Wtedy ze snu zbudzony powstaję,
chęć na przygodę nad wodę mnie gna,
pytanie sam sobie w myślach zadaje,
- co może się zdarzyć tego dnia?
Kawę gorącą szybko dopijam,
sprzęt już od wczoraj stoi przy drzwiach,
tymczasem zegar trzecią wybija,
cicho mi życząc dobrego dnia.
Jeszcze cichutkie „narka kochana”
która w objęciach Morfeusza śpi
z nadzieją na dobre i liczne brania,
wychodząc cichutko zamykam drzwi.
Docieram nad wodę gdy słonko wschodzi,
promieniem muska grzbiety fal,
ta chwila zawsze na myśl mi przywodzi,
czasy, które dawno odeszły w dal.
Zarzucam zestawy w wody jeziora
z „matką nadzieją” czkam chwili,
czym mnie obdarzy - siostra pokora,
czy „obfitości rogu” swego uchyli.
I tak z nadzieją matką wędkarza,
szybko upływa czas do wieczora,
nawet gdy nic się już nie wydarza,
- mnie uspokaja – siostra pokora.
Dzięki Piotr.😎
Dzięki Gusto. 😎
pozdrawiam waldi-54:papa2:
Dzięki Gusto. 😎
pozdrawiam waldi-54:papa2:
Zaloguj się aby dodać odpowiedź.