Witam kolegów. Tym postem postanowiłem przywitać się z forumowiczami. Sytuacja, do której piję przedstawia się tak: zwykle w sobotnie popołudnia albo niedzielne poranki łowię na niewielkim jeziorku w pobliżu domu. Płytkie, niewielkie (ok 20-30 ar.), zamknięte rozlewisko. Mało zadrzewiony brzeg, lekko muliste dno. Z powodzeniem można łowić białoryb, duże karasie, liny, karpie. Łowisko nie stroni też od drapieżników. W tym sezonie spotkałem się ze sporymi okoniami, kilkoma sumami i ... no właśnie szczupakiem. Rzucony w sumie na próbę żywiec zaowocował kilka weekendów temu ślicznym braniem. Jako, że nie spodziewałem się akcji i w połowie drapieżników jestem początkujący, to po dość długiej walce zerwał się. Historia powtórzyła się tydzień później wg podobnego scenariusza. Po tygodniu znowu choć sama ryba wypinała się lub zrywała zestaw coraz bliżej brzegu. Uzupełniłem sprzęt, wziąłem sobie do serca swoje poprzednie błędy no i czekam. Tyle, że od tygodnia na wodzie cisza. Ani skubnięcia rybki. Brak efektów także przy cięciu wody sztucznymi przynętami. I tu moje pytanie. Czy macie jakieś wskazówki mogące przybliżyć sukces. Moja "desperacja" (jeśli to dobre słowo) wynika z faktu, że rybka zerwała się też raz mojemu teściowi co rozzłościło go do tego stopnia, że chce wyciągnąć go siatką. Nie podoba mi się ten pomysł wcale i postaram się pokrzyżować mu szyki :) Poza tym stan wody ekstremalnie niski i odłów przez zimą niestety konieczny. Chyba trochę się rozpisałem, ale cóż. Z góry dzięki za wskazówki.
6206 wyświetleń
3 odpowiedzi