Ja znów do wody włażę niemal wszędzie, tak już mam. W lato bardzo często jak jedziemy na Zambski przez Obryte (bo najczęściej jeżdżę przez Tocznabiel lub od Szygówka lasem 🤐) to Marta mnie podwozi tu koło kościoła co vis'a'vis jest Magnuszew i tam się rozbieram i te kilka kilometrów sobie spływam na "pałękę" 😄.
Płoszenie, jakie płoszenie. Idź z moim ojcem na ryby, zobaczysz co to cisza nad wodą, a na łódkę z nim usiądź 😄. Przy okoniach robienie hałasu napiszę przekornie nawet pomaga. Okonie w lato łowię prawie zawsze brodząc, wielokrotnie branie mam tuż przed wyciągnięciem przynęty z wody więc bardzo blisko nóg. Szczupaka, przynajmniej tak mi się wydaje, skusiłem do brania jak płynął za mną bo tuż przed uderzeniem w przynętę której już nie zwijałem a trzymałem tylko pod wodą, czułem otarcie o nogi i uderzenie 😄, ale ja się zląkłem wtedy. Sumka 70cm w tym roku też trafiłem brodząc w wodzie po kolana i też niedaleko od siebie więc też mu hałas zbytnio nie przeszkadzał. Mało tego, tego sandacza w tym roku 90+ złowiłem w tym czasie kiedy ojciec przewracał się po kamieniach odczepiając uwadzoną przynętę robiąc ogromny hałas. Nie ma reguły, choć biorę pod uwagę że to bardziej przeszkadza jak pomaga to mimo to na rybach nigdy specjalnie cicho się nie zachowuję.