U mnie dużo przygód nie było. Jedynie to w 2007 r. w listopadzie na główce przy moście kolejowym pod Dęblinem złamałem nóżkę. Po ciemku w woderach wszedłem na główkę a kumpel w butach, więc mu pomogłem jak schodziliśmy, bo woda się podnosiła. Służyłem jako podpórka, a on jak baletnica po najbardziej wystających kamieniach przeszedł. Ja stanąłem na kamyczek i nóżka niestety zaczęła jechać w dół i w pewnym momencie poczułem straszny ból. Lewa strona nogi uderzyła w krawędź kamienia. Oj, jak to bolało. Do samochodu ledwo doszedłem. Podejrzewałem, że coś nie tak. Do Kozienic jakoś dojechałem, ale jak w domu zdjąłem buta to już z powrotem go nie założyłem. Na pogotowie pojechałem w sandałku :D Lekarz stwierdził, że mam na nodze nieodpowiednie obuwie :)
Jak się okazało bo zrobieniu prześwietlenia pękła mi 5 kość śródstopia. I tym właśnie sposobem do Świąt miałem nóżkę w gipsie.
A tak brały ładnie sandacze wtedy na Wiśle :P