Miałem te słowa wrzucić jutro w rocznicę Powstania Warszawskiego,
ale ponieważ jutro nie będzie mnie w domu, robię to już dzisiaj.
Byli kamieniami, rzuconymi na szańce wroga.
Byli światełkiem w mroku odwiecznych cieni.
Dokąd by ich mogła zaprowadzić droga?
Nie wiemy i nikt już tego nie zmieni.
Godzina „W”
Gdy wybiła „W” godzina,
kwiat Warszawy ruszył w bój,
młody chłopak i dziewczyna,
Warszawiaków młodych rój.
Wróg, przestraszył się zapału
i posiłki ściągał swe,
wokół głośny huk wystrzałów,
krwawe noce i krwawe dnie.
W ogniu Mokotów i Wola,
płonie Powiśle i Czerniaków,
cała Warszawa o broń woła,
głosem dziewcząt i chłopaków.
Wznoszą wszędzie barykady,
wokół śmierć i pożoga.
Padł na wrogów strach blady,
odwet biorą dziś na wrogach.
Za pięć długich strasznych lat,
za Palmiry i za Pawiak.
Za katowski miecz i bat,
Warszawa rachunek wystawia.
Za zrównane z ziemią „Getto”
za pamiętny „Unszlak Plac”
za „Gęsiówki” ofiarę nie jedną,
za znienawidzony swastyki znak.
To nic, że często naboi brak
i w ręku harcerska błyszczy „finka”
idą do boju na „Bora” znak
w chlebaku powstańcza „filipinka”
Z butelką benzyny, szli na „Pantery”
aby na wrogu zdobyć swą broń,
gdy mało jedna, rzucali cztery
i nie zawahała się żadna dłoń.
Długie i straszne to były dni,
na ich oczach miasto palą,
tym co przeżyli dziś jeszcze się śni,
że nad głowami domy się walą.
Heroiczni, wielkiej oddani sprawie,
chcieli być wolni, nie chcieli umierać,
lecz pokazali, w swej wielkiej sławie,
jak za Ojczyznę krew można przelać.
W nie równej walce, ulec musieli,
gdy już na Pradze stali „sowieci”,
ale rozkazów złamać nie chcieli,
karni do końca – „Warszawskie Dzieci”
Upadło Powstanie, lecz nie nadzieja
z nią umierali w różnych „kacetach”
Ci co przeżyli nie mogli wyjść z cienia,
bo nie uwierzyli w przyjaźń „sowieta”
Dziś gdy usłyszysz głośną syrenę
o siedemnastej w godzinę „W”
to pomyśl o nich – jaką zapłacili cenę,
za Polskę, za wolność, za teraz i tu !
A to jeden z piękniejszych wierszy poety żołnierza,
- Krzysztofa Kamila Baczyńskiego.
Elegia o (chłopcu Polskim)
Oddzielili Cię, syneczku, od snów, co jak motyl
drżą,
haftowali Ci, syneczku, smutne oczy rudą krwią,
malowali krajobrazy w żółte ściegi pożóg,
wyszywali wisielcami drzew płynące morze.
Wyuczyli Cię, syneczku, ziemi twej na pamięć
gdyś jej ścieżki powycinał żelaznymi łzami.
Odchowali Cię w ciemności, odkarmili bochnem
trwóg,
przemierzyłeś po omacku najwstydliwsze z
ludzkich dróg.
I wyszedłeś, jasny synku, z czarną bronią w noc,
i poczułeś, jak się jeży w dźwięku minut – zło.
Za nim padłeś, jeszcze ziemię przeżegnałeś ręką.
Czy to była kula, synku, czy to serce pękło?
22. II. 1944r. Krzysztof Kamil Baczyński.
Chwała Bohaterom !!!
Ps. przepraszam, że te wiersze w tym wątku wstawiłem.