Dzisiaj przerwa bo ciut za mocno wieje ale do tej pory po kilka godzin dziennie, poławiamy dorsze, czarniaki, rdzawce, brosmy. Największy dorsz 9,5kg złowiony przez kolegę, mój 7,5kg (rekord osobisty). Cała reszta w granicach 3-5 kg ale też niezła jazda jak się ciągnie z 60-100m.
A to co najlepsze na koniec:
pierwszego dnia kolega miał branie, po 10 minutach oddał wędkę którą ja oddałem też pewnie po 10 minutach następnemu i tak się mienialiśmy przez 1.5h. Spoceni, z bólem rąk, pleców i nóg kierując się za rybem w stronę Islandii przykręciliśmy jej hamulec co ją strasznie oburzyło i złamała wędkę w miejscach trzech :beczy:
Tego samego dnia na pilkera uwiesił mi się mały czarniak a że nie chciało mi się go ciągać do góry to sobie pływał gdzieś w głębinach do momentu ...... jak mi szczytówkę schowało do wody. Mój bój był bojem indywidualnym ale trwał 5 może trochę więcej minut do złamania jednego z haków kotwicy 5/0.
Dnia drugiego krętlik morski nie wytrzymał co jest dosyć dziwne bo miał mieć wytrzymałość 200lbs a plecionkę mam PP 50lbs, no ale pierdyknął ale kolejny ryb był na kiju. Nie zawsze mamy aparat pod ręką ale jakieś tam fiske zostały sfocone.
ps. Kaz żałuj że się nie zdecydowałeś jechać, ja jestem kolejny raz w Norwegii ale tak wyposażonego i tak pięknie położonego domu nigdy nie mieliśmy a i brań i ryb do bólu rąk.