Czyste jezioro (I klasa), ale co z tego jak ryb nima?
Kilka razy nad tym jeziorem byłem ale to było jeszcze w ub. wieku 🤪 (jak ten czas leci).
Mieszkałem w leśniczówce u pp.Stasiaczków, do pomostu miałem może 100-150m i łódkę do wyłącznej dyspozycji.Ówczas poławiałem okonie, bez szaleństw ale takie okonie 25-30cm to był taki majczowy standard (mniejsze też były oczywiście) i zawsze 6-10 na kolację zabierałem. Tak, wiem oczywiście mea culpa że teraz już ich nie ma (gdyby ktoś pokusił się o komentarz =:spadaj:). Przy wyspie spotkany wędkarz łowił bardzo zgrabne leszcze na makaron a w zatoczce przy nadleśnictwie Strzałowo liny na gnojaki i kukurydzę. Jak sądzę ani jednych ani drugich w tym jeziorze już nie ma ale to już nie moja culpa.
Jezioro dzierżawione jest przez G.Ryb.Mrągowo i faktem jest że odłowy na tym jak i pozostałych jeziorach tego gospodarstwa prowadzone są bardzo intensywnie właśnie łącznie z wczesnowiosennymi połowami na tarliskach wtedy rybacy nawet nie zwijają sieci tylko przestawiają z miejsca tarła jednego gatunku na miejsce tarła innego gatunku. I wcale nie wynika to z moich obserwacji bo nigdy wiosną tam nie byłem ale z letnio-jesiennych rozmów i wielogodzinnych degustacji z kolegą który w tym gospodarstwie jest brygadzistą. Gdzieś już w 2002 albo 3 skarżył się że mają coraz gorsze odłowy a co za tym idzie zarobki.
Pamiętam dokładnie że gdy zacząłem u niego bywać w 1997 chwalił się że 1600-1700 ma co miesiąc a właśnie chyba 2002 jak śmy się napili to narzekał że 1100 to maksymalne osiągnięcie z powodu braku wyrobienia planu i mniejszej ilości materiału przekazanego do sprzedaży.
Ośrodków wypoczynkowych nad Majczem nie ma, agro tyle co kot napłakał więc wędkarze rybostanu raczej nie zniszczyli. W nadleśnictwie Strzałowo widziałem zdjęcie okonia o wadze 3,05kg, akurat wagę pamiętam bo długości to było albo 66 albo 68cm. Złowiony na żabę na "wyrzutce" w listopadzie, ja już wiem co to znaczy bo się dopytałem a że to portal wędkarski to Wam wyjaśniał nie będę.
Z łowieniem na tym jeziorze związana jest jeszcze historia posadzenia na dupie piszącego te słowa:
Początek października, stoję w łódce na skraju trzcin i próbuję łowić okonie, słońce zaszło ale jeszcze jest widno. Absolutna cisza i ............ jak mnie coś nie RYKNIE za plecami:boisie: posadziło mnie na d... ze strachu na szczęście stałem po środku łódki bo gdybym stał na rufie to bym sie wykopyrtnął do wody.
Za pasem trzcin na brzegu czyli 3-4m od łódki ryknął sobie jeleń. Może to tylko wrażenie pierwszej chwili ale wydaję mi się że poczułem drgania powietrza. Jak ten sobie zaryczał to inne z okolicy mu odpowiedziały a ja chyba dobre pół godziny siedziałem w łódce i słuchałem co mają do powiedzenia. Później jeszcze kilka razy jeździłem do Lipowa na przełomie IX/X już nie na ryby a na grzyby i na posłuchanie rykowiska.