To i ja coś napiszę :) W końcu Artur przekonał mnie do wyprawy na dorsze :) sprzęt skompletowałem i wyjazd :) Startowaliśmy z Łeby. Przyjechaliśmy o baaardzo wczesnym poranku i prawie prosto z autokaru na kuter :) Na wszelki wypadek dwa aviomariny i w drogę :) Początkowo nic nie mogłem złapać. Nie potrafiłem zagrać przynętą. Aż w końcu poczułem to uderzenie na przywieszkę :) i pierwszy dorszyk wyciągnięty. Nie miał wymiaru więc wrócił do wody. Drugi i już w pełni wymiarowy ponad 45 cm :)
Potem jeszcze dwa wymiarki i spłynięcie. W końcu do hotelu, wieczorne Polaków rozmowy. Pokaz wykonywania przywieszek przez Artura i lulu :) Rano pobudka, śniadanko i znowu na kuter. Dmucha mocniej, więc znowu dwa aviomariny :) I pływamy. Pierwsze napłynięcie i uderzenie jakiego jeszcze nie miałem :) Troche holu i dorsz 51 cm ląduje na kutrze :) potem kilka takich pomiędzy 40-50 cm i koniec zawodów :) Na 20 zawodników zająłem 10 miejsce. i Tutaj największe podziękowania kieruje do Artura. Raz że mnie namówił, dwa pokazał że łowienie dorszy to wcale nie musi być szarpanie i nawet finezyjne to łowienie jest i trzy za przekazanie kilku przywieszek :))))
Poniżej fotka z akcentem humorystycznym :) bezpieczeństwo przedewszystkim :))