Wieści znad Narwi
Sezon wędkarski 2011, 2010 i 2009
http://www.wedkuje.pl/wedkarstwo,wpadka-hurtownikow-klusownictwo-na-narwi,22197
Też wieść znad Narwi którą wklejam (mam błogosławieństwo komendanta):
http://www.wedkuje.pl/wedkarstwo,wpadka-hurtownikow-klusownictwo-na-narwi,22197
i q.....a mać jeszcze raz:
http://www.wedkuje.pl/wedkarstwo,klomle-na-narwi,22407
Dziś byłem z kolegą łódką aż w Chmielewie powyżej Pułtuska i ilość wędkujących może przerazić... swoją drogą zastanawiam się jaki sens uciekać z miejskiego tłoku na tłok nad Narwią... namiot obok namiotu, gwar, hałas...
mieliśmy kłopot by znaleźć miejsce aby połowić z łódki...
swoją drogą zastanawiam się jaki sens uciekać z miejskiego tłoku na tłok nad Narwią... namiot obok namiotu, gwar, hałas...
mieliśmy kłopot by znaleźć miejsce aby połowić z łódki...
Krzysztofie w 100% zgadzam się z Tobą. Był czas kiedy łowiłem w Narwi rezygnując z bardzo ale to bardzo rybnej Wisły i wcale znowu nie takiej brudnej jak niektórzy wówczas nam wmawiali. Zauroczyła mnie Narew swoją urodą, rybnością i w dzikszych miejscach spokojem nad wodą. Starałem się wędkować z wysp żeby unikać hałaśliwego towarzystwa. Jednak od czasu zmiany ustroju kiedy to ludziom zaczęło się lepiej powodzić i stali się bardziej mobilni na lądzie jak i po wodzie już ta rzeka nie dla mnie:bezradny:. Pewnie jesienią cichnie ryk motorówek i wszędobylski łomot siekier rozlegający się po zmroku ale wtedy Wisełka darzy rybkami a wieczory i wczesne noce listopadowe i grudniowe nad Wisłą mają swój urok jedyny w swoim rodzaju.
a o idiotach przeplywających na pełnej mocy 100 konnego silnika 5 metrów od łódki wedkarskiej to juz nie chce mi się mówić nawet.
w ok. Sokołowa Włościańskiego.Na odcinku 200-250m gdzie dało się łowić 2 grupy wędkarzy ale był spokój.Wyniki mizerne ale widać było że woda żyje.W odległości 30-40m od brzegu jest porozrywana kamienna opaska która ma jakieś 1,5-2km której końcówka (150m-200m) jest porozrywana w kilku miejscach,kilka lat temu tam wędkowałem ale teraz nie ma szans na dotarcie do końca opaski a jak woda opadnie to raczej też nie.Kiedyś była sporo wyższa i był tylko jeden wąski przepływ a teraz porozrywana jest w kilku miejscach.Między 23 a północą w rejonie rozmytej opaski kilkanaście ataków sumowych albo ktoś wrzucał duże kamienie do wody.Kolega z gruntu na białe robactwo wyciągnął szczupaka +50,ja kilka zgrabnych płotek i 2 sumki ale wielkości plemnika.
O świcie sporo ataków drapieżników ale przelewy od brzegu oddziela pas grążeli więc bez szans do przeciągnięcie czymkolwiek.Gość złowił karpia bezłuskiego jakieś 4-5kg,ktoś inny leszcza ok. 1,5kg.
Może jak woda by tak z metr opadła to dało by się wejść na tą opaskę od strony Rogóźna tak jak kilka lat temu?
Celem było starorzecze i rozlewisko przy ujściu Wkry niestety tam nie dotarłem ponieważ było tyle krzaków i taka droga, że masakra, nie na rozwalone zawieszenie samochodu.
Wędkarzy było tylu, że niełatwo było znaleźć jakieś możliwe stanowisko dla siebie, więc ustawiłem się między krzakami, gdzie dosłownie przerwa między nimi miała może metr i do tego burta 2 metrowa, nie napawało to optymizmem bo ja lubię mieć miejsce do rozwalenia się:). Na dzień dobry przywitały mnie grzmoty i zbliżające się ciemne chmury, ale co to dla mnie postawiłem gruntówki jedną na białego drugą na czerwonego robaka i czekałem spokojnie na brania i deszcz.
Na początku brały płotki, krąpiki i wzdęgi największa miała 26cm :) pięknie wybarwiona, niestety zdjęcia nie mam bo padał deszcz i nie było warunków do robienia fotek więc szybko wróciła do wody. Gdy przestało padać zaczęły brać leszcze i to z odległości dosłownie 2 m od brzegu gdzie woda miała może 1,5 metra głębokości.
Regularnie co pół godziny najpierw pojedynczy dzwonek, a za 15 minut dzwon dzwon dzwon siedzi:).
Ogólnie wyciągnąłem 4 leszcze i dużo drobnicy,nawet jaź się skusił na białego na pikerka, 3 leszcze mi spadły bo się gdzieś poplątały w krzakach.
Tak więc wiele razy w tym roku na rybkach nie byłem więc frajda niesamowita, że udało się trochę połapać. Dodam, że rybki żerowały do momentu jak wyszło słońce później cisza.
Miejmy nadzieję, że worek z rybkami z nad Narwii się otworzy, bo trochę cicho ostatnio o tej pieknej Rzece się zrobiło👍
Kilka wypadów z brzegu w okolicach Pułtuska nie przyniosło wspaniałych rezultatów. Co prawda któregoś dnia, o północy na białe kopyto na ciężkiej główce Mustada miałem suma, ale z mojej nieuwagi spiął się po jednym odjeździe... hamulec walki w Procasterze miałem ustawiony na minimum i nawet ostry hak nie pomógł. Mocne szarpnięcie wędką ( Xenodon do 35 gr. ), zgrzyt hamulca i luz... Cóż...
Wymieniłem wędkę na Xenodona do 60 gr. i dokręciłem hamulec na opór. Zaliczyłem przez dwa dni kilka brań sandaczy, ale jedynie ściągały mi gumy z główek. Jednego udało mi się wyciągnąć, troszeczkę ponad wymiar, Edyś cyknęła szybką fotkę i małolat wrócił ganiać uklejki.
Potem zasiadka na suma z wielką karaską i pelletem o zapachu halibuta... niestety z przyjemności wędkowania były tylko piękne widoki porannej Narwi przed burzą, które pięknie uwieczniła Edyś.
W końcu udało mi się namówić Adama, żeby popływać jego nowo zakupioną łódką. Normalne łowienie czas zacząć...
Opłynęliśmy kilka miejscówek, próbowaliśmy ciężko, lekko, średnio... nic. Spotkaliśmy Krzyśka Millera, który w woderach starał się przechytrzyć bolenie. Popłynęliśmy w kolejne miejsca i znowu na zero. Woda wydawała się być martwa. W okolicach 23.00 postanowiliśmy odwiedzić ostatnią miejscówkę i spływać do domu.
Po kilkunastu rzutach słyszę za plecami Adama: "Siedzi!" Jest ciemno więc przez pierwszy moment nie wiemy co jest na końcu wędki, kilka bujnięć szczytówką i w wodzie pokazuje nam się ładny boleń. Nurt jest dosyć silny, więc nie tak łatwo jest mi go podebrać, dodatkowo gdy tylko poczuł dotyk mojej dłoni robił gwałtowny odjazd. Jednak po chwili udało się przemieścić go do łódki.
Brawo Adam! 👏 Zmęczony holem boleń, po kilku fotkach wrócił do wody.
Po kilku rzutach mam delikatne puknięcie, zacinam i czuję po drugiej stronie sandaczyka. Miał około 40 cm, więc zdjęcia nie wrzucam. Pakujemy się i spływamy do naszego pomostu, jest już po północy...
Znów wypływamy, tym razem ze względu na temperaturę dopiero kilka minut po 21.00. Kierujemy się w górę rzeki...
... i obławiamy kilka pewnych miejsc. Woda jest wysoka i nurt ciągnie jak nigdy, przestawiamy się kilka razy, niestety bez efektów. Zaliczam jedynie jedno puknięcie z bardzo dalekiego rzutu i nie udaje mi się go zaciąć. Wyciągamy kotwicę i płyniemy w dół rzeki, jest w kilka minut przed 23.00.
Stajemy w nowym miejscu. Kilkanaście rzutów na pusto, woda jest jak lustro, które pięknie odbija księżyc i miliony gwiazd. W pewnym momencie mam delikatne puknięcie, szybko zacinam i czuję w końcu opór. Po chwili orientuję się, że tym razem sandacz nie jest mały...
Ryba jest dość daleko od łódki, Adam złapał aparat i mikroskopijną latarkę, ja odkręciłem nieco hamulec. Ryba chodzi przy dnie, nie widać jej, ale wiem że to sandacz...
... po chwili pokazał się... z nastroszoną płetwą grzbietową... nie ukrywam, że ugięły się pode mną nogi i jedyna myśl, która tkwiła mi w głowie, to to żeby się spiął... Sandacz zanurkował pod łódkę, w ostatniej chwili zobaczyłem jak jest zapięty... Nie jest tragicznie... Podciągnąłem go trochę wyżej i znów okazał się w całej okazałości w świetle latarki. Kolejny odjazd pod łódkę, ale Xenodon do 60 gr. nie dał mu wiele swobody... kilka chwil pełnych nerwów i zapinam gripa za pysk... Odczuwam wielką ulgę... MAM GO!
Jest piękny......
Nie mogę się na niego napatrzeć... ale czas żeby wrócił do Narwi.... trzymając go zapiętego na gripie ostrożnie wkładam go do wody, żeby trochę odpoczął...
... po chwili gdy nabrał sił odpiąłem gripa i trzymałem go pod brzuchem około minuty... przepiękna chwila...
Mój Sandacz powolutku spłynął mi z dłoni i zniknął w ciemnej Narwi....
Ile miał sandałek ? :)
Zaloguj się aby dodać odpowiedź.