Wieści znad Narwi
Sezon wędkarski 2011, 2010 i 2009
Przestawiamy się trochę niżej, równolegle do łódki stojącej pod drugim brzegiem. Łowią przy nas dwa nieduże sandacze - my bez brania - woda u nas ciągnie dużo bardziej - może to był błąd w wyborze miejscówki. Robi się ciemno, płyniemy w dół za mosty. Po drodze spotykamy znajomego Krzyśka, który już zdążył zabić około 3 kilogramowego szczupaka. Płyniemy dalej w dół. Nie możemy się za bardzo ustawić na miejscówce tak jak chcemy, ale mimo to jakoś cumujemy. Nie łowimy długo, Krzysiek ma delikatne puknięcie, ja nic. Zmiana - płyniemy znów w górę.
Stajemy pod filarem. Drugi rzut - puknięcie. Zacinam i siedzi. Przez spory nurt i to, że miesiąc nie byłem w sumie na rybach - trochę wyolbrzymiam w głowie rybę. Po chwili maluch ma 47 cm. Zacięty ładnie za górną szczękę. Krzysiek robi fotkę i sandaczyk wraca do wody.
Rzucam jeszcze dwa razy i mam dużo potężniejsze branie. Ryba bujnęła kijem i dosłownie poczułem, jak hak wychodzi jej z pyska. Spadła. I na tym skończyły się kontakty z rybami pod tym filarem.
Płyniemy znowu w górę. Stajemy na dość płytkim miejscu - ale po 30 minutach nie mamy dotknięcia. Płyniemy w dół. Stajemy prawie na środku rzeki - kolejne 30 minut bez brania. Pułtuskie kościoły wybijają godzinę 21.00. Zwijamy wędki, odpalamy silnik i spływamy do portu. Na dziś koniec.
Jednym słowem - Krzysiek musi jeszcze poczekać na drugą 90tkę, a ja na pierwszą metrówkę ;)
Bysior 90cm minus 47cm daje nam....43cm "nadziei". I choć sztuką jest złapać odrazu tego dziewięćdziesiątaka 😎 to życzę Ci abyś do końca sezonu złowił 43 sandacze, z których każdy kolejny będzie o ten jeden centymetr dłuższy od poprzedniego!
Tak pięknie, że wyciągnąłem tylko aparat, wędki już nie....📷👋
Zaloguj się aby dodać odpowiedź.