A ja właśnie już jestem prawie gotowy do wyjazdu nad wodę. Zahaczę jeszcze o WMH dokupić jakieś drobiazgi i ruszam nad wodę. Niestety dzisiaj nie będę miał łódki - tak więc mam na celu dwa miejsca do obłowienia. Start łowienia planuję parę minut po 17.00 - koniec w okolicach 21.00. Zobaczymy co z tego wyjdzie - dam znać po powrocie :)
Wieści znad Narwi
Sezon wędkarski 2011, 2010 i 2009
A ja właśnie już jestem prawie gotowy do wyjazdu nad wodę. Zahaczę jeszcze o WMH dokupić jakieś drobiazgi i ruszam nad wodę. Niestety dzisiaj nie będę miał łódki - tak więc mam na celu dwa miejsca do obłowienia. Start łowienia planuję parę minut po 17.00 - koniec w okolicach 21.00. Zobaczymy co z tego wyjdzie - dam znać po powrocie :)
Colednik nie chciał ze mną pływać :P, więc zadzwoniłem do Adama i do Krzyśka - szybkie rozmowy - i już mam kompana na łódkę Adama. Do Pułtuska docieram o 17.00, od Adama biorę silnik i kluczyki, jadę po Krzyśka który czeka pod domem w kombinezonie pływającym i z wędką w ręku. Ruszamy nad wodę, pogoda nie jest najpiękniejsza bo wieje i niebo jest zachmurzone. Będzie ciemna noc. Wypływamy około 17.30 i ruszamy w górę rzeki. W międzyczasie dzwoni Piotrek i mówi, że pływa w dole i wyniki nie powalają na kolana. Około 18.00 zaczynamy łowić na pierwszej miejscówce. W ruch idą na przemian duże i małe gumy, na lekki i na ciężkich główkach. Po kilkunastu minutach nie mamy nawet dotknięcia. Opuszczamy się kilkanaście metrów niżej. Sytuacja się powtarza. Zaczyna się szarówka, postanawiamy płynąć w dół za mosty, tak żeby dopłynąć jeszcze jak nie będzie zupełnie ciemno - łatwiej dobrze ustawić łódkę odpowiednio o szarówce niż po zmroku. Dopływając do pierwszego mostu spotykamy Jarka - jest bez brania. Albo się nie przyznał ;) Płyniemy dalej i mijamy się z Colednikiem, który spływał już do portu, nie wiedząc czemu - najlepsza pora na ryby dopiero miała się zacząć ;P Płyniemy na ustalone wcześniej miejsce, ale w mroku widać biały kształt... chyba łódka... Podpływamy bliżej - nasza miejscówka jest już zajęta. :( Stajemy więc trochę niżej - ale to już nie to samo. Płyniemy w nieco inne miejsce. Jest wolne, dokładnie cumujemy łódkę i zaczynamy łowić. Po kilku minutach Krzysztof melduje rybę. Na łódce ląduje sandaczyk pod wymiar. Kilka kolejnych brań Krzysiek nie zacina. Po chwili puknięcie mam ja, zacinam i ląduję podobnego sandaczyka. Znowu kilka brań nie zaciętych. Krzysiek znowu wyciąga sandacza - tym razem już wymiar. U mnie cisza. I nagle bach - siedzi! I to ładny! Ale po chwili czuję, że dziwnie walczy. Zapalamy latarkę i okazuje się, że dziwna walka spowodowana jest gatunkiem ryby. To szczupak. Robi trzy spacery na ogonie i ląduje na łódce.
Po tym szczupaku nastaje martwa cisza. Zmieniamy miejsce na nowe. Krzysiek w drugim rzucie wyciąga około wymiarka - odczepia go w wodzie. Zmieniam przynętę, rzucam kilka razy i mam puknięcie z opadu. Zacinam w tempo i kolejny sandaczyk ląduje na łódce.
Potem znowu cisza. Zmieniamy miejsce. Po kilkunastu rzutach mam uwad - niezły - przeciągam Xenodonem i 20 funtową PP łódkę na kamieniu o 10 metrów i w końcu udaje mi się poderwać z dna wielką, iglastą gałąź. Rzucamy jeszcze chwilę - ale już nie mamy nadziei na kolejne ryby. Jest 21.30 - spływamy do portu.

mierzenie - 68cm, a następnie szybko rybka wraca tam skąd przyszła

gdzie po chwili znika w ciemności:)

Parę rzutów w tym samym miejscu z wynikiem zerowym i postanawiamy płynąć z powrotem w górę. Najpierw filar wokół pierwszego mostu - Bysior próbuje ja szybko się poddałem, gdyż za bystra woda tam była i jakoś nie podobało mi się to miejsce:bezradny: Następnie miejscówka między mostami i kolejna pod drugim mostem również bez rezltatu:( W końcu podejmujemy decyzję, że na dziś już wystarczy i ok godz. 22 kończymy dzisiejszą wyprawę dla mnie w miarę udaną dla naszego speca od sandaczy mniej:P Na koniec motto dzisiejszej wyprawy wypowiedziane przez mojego przewodnika "chcesz złapać rybę - bierz ze sobą Bysiora!!!":)
W tak krótkim czasie trzy fajne brania, radować sie trzeba🎉!
A szczupak bardzo ładny, nie ma co żałować, że nie sandacz😏.
Patrząc na Twoje zacięcie do rybek, to Piotrze, i na sandacze przyjdzie pora👋!
A Tomka bierz jak najczęściej, skoro przynosi Ci szczęśćie i nie wyłapuje Twoich rybek...
Taki kompan na łódce to skarb😄👋🎉😄👋😏🎉!!!!!!
Bysior czesał woblerami:krzyk:????
Czyżby mu się gumy pokończyły🤔!
ale chyba wreszcie oderwał się od dna :)
A co do woblerów - to Krzyśka zasługa - po dwóch latach gadania mi nad uchem w końcu poskutkowało i czasami założę jakiegoś woblerka ;P Nawet kupiłem u Rapy dwa nowe ;P
Jak dobrze pójdzie w poniedziałek będziemy śmigać na dwie łódki... wtedy to dopiero Wam pokażemy ;P
Ps. Aaaa i fakt. Była sytuacja po mniej więcej godzinie łowienia, nawet z kawałkiem, że Piotrek zrobił przerwę na fajka, spalił i mówi: no, teraz to będzie ryba. Rzucił i bach - siedzi :)
Colednik - gratulacje 👏👏 - rybka naprawdę z miana "godnych". Brawa też dla BYsiora bo faktycznie ostatnia fotka majstersztyk 👏
Ku mojemu rozczarowaniu nie jest to wymarzony rekordowy sandacz tylko:
mierzenie - 68cm,
Co Wy z tymi sandaczami ? Z sandacza dupa nie wojownik, ciągnie się go jak mokrą gałąź i tylko ciężko go namierzyć. A szczupak na zdjęciu jak ta lala. Grzech wybrzydzać. Gratki.
to chyba działa tak, że jak się nastawisz na konkretny gatunek to przyłów z innego już tak nie cieszy... u mnie to tak przynajmniej działa, lubię po prostu ja bierze to co miało wziąć...
Zaloguj się aby dodać odpowiedź.