Po powrocie z nad Biebrzy w sobotę wieczorem i po nocce spędzonej
u Kaza w Radomiu, Kaz podejmuje decyzję, że jedziemy na działkę nad
"nasze" jeziorko. Wczesny obiad i ruszamy obaj w stronę Pojezierza
Łęczyńsko-Włodawskiego. Docieramy na miejsce po południu, więc obaj
odpuszczamy sobie tego dnia wypad na wodę, umawiamy się na następny
dzień. Ranek jest cudny, lekki wiaterek ze wschodu nie wróży nic dobrego
o 4 rano dzwonię do Kaza, odbiera i po kilku minutach już jest u mnie z wędką
w dłoni a po następnych kilku minutach łódka zostaje zwodowana, więc
można zaczynać. Już w drugim rzucie mam uderzenie, reaguję prawidłowo
i po chwili w łodzi melduje się szczupaczek, nawet nie trzeba wyjmować
miarki, krótki, więc delikatnie wyhaczam i do wody, po półgodzinie, zmiana
miejscówki i kolejne uderzenie, tym razem taki 60-cio centymetrowy "kaczor"
po krótkim, aczkolwiek widowiskowym holu jest w łódce. Kaz pozostał na zero.
Tego ranka już nic godnego uwagi się nie dzieje.
Umawiamy się na popołudniową sesję.
Czas płynie wolno, raz po raz spoglądam na zegarek, ale to niczego nie zmienia,
do umówionej godziny, jeszcze dość sporo czasu. szybki obiad i ruszam
do Kaza z nadzieją, że i On już po obiadku, ale nie, jest dopiero w trakcie
przygotowań, więc umawiamy się, że ja popłynę sam a On gdy zje puści mi
sygnał telefonem i po niego przypłynę. Tak też robię, wypływam na swoje łowisko
i już w pierwszym rzucie mam pobicie,- reakcja i po chwili w łódce melduje się
szczupak, już mu miałem strzelić fotkę, ale najpierw miarka, miarka pokazuje, że
do wymiaru brak mu 2cm. szczupaczek do wody a aparat do kieszeni.
Po chwili mam kolejne uderzenie, ale ryba po trzech metrach holu spada z haka,
szkoda. Telefon - to Kaz, stoi już na wale, więc wiosła w dłoń i po niego. Po kilku
chwilach już z Kazem jesteśmy z powrotem na łowisku i ponownie mam pobicie
i w łodzi melduje się szczupaczek, dla którego szkoda sięgać po miarkę. Takich
małych szczupaczków miałem jeszcze dwa, Kaz też zaliczył rybkę i to pierwszą
taką w swoim życiu, złowił po raz pierwszy na blachę "kolucha".
W sumie tego dnia złowiłem 5 szczupaków w tym jeden wymiarowy, ale te krótkie
też cieszą, bo są nadzieją na przyszłość.
Dzisiaj ranna sesja przyniosła Kaziowi jednego szczupaczka nie wymiarowego a ja
skusiłem okonia ok.25cm i to na tyle jeśli chodzi o ryby.
Nie wiem czy to pogoda, czy inne względy, ale ten maj jest najgorszy ze wszystkich
mai od przynajmniej 5-ciu lat. Biała ryba nie bierze, nawet miejscowi narzekają,
że nic nie bierze, ani po gruncie, ani na spławik, jednym słowem pierwsza połówka
maja to jedna wielka lipa! ( przynajmniej na "naszym" jeziorku ).
Mam nadzieję, że końcówka maja będzie owocna.
Ps. Ze względu na słabą jakość, fotkę jednego wymiarowego szczupaka nie wstawiam.
pozdrawiam waldi-54:papa2: