Dziś miałem fajną przygodę na rybach.
Łowiskiem był niewielki kanałek, dosłownie 3-4 m szerokości, o głębokości 120-140 cm i bardzo przejrzystej wodzie. Nad dnem zaczyna się już pojawiać w nim gęsta roślinność, która w czerwcu wychodzi pod powierzchnię, uniemożliwiając spinningowanie. Postanowiłem trochę poćwiczyć tam okonki na mikrojigi, które jakiś czas temu zakupiłem od Maćka vel Kojoto. Jako że okoni tam sporo, zabawa była super. Wklejanka do 7 g, żyłka 0,14 i praktycznie w każdym rzucie kontakt z rybą. Co dwa rzuty zmieniałem jiga, aż wreszcie założyłem takiego, który ma sterczące włoski na korpusie, przez co wolniejszy opad. Rzut pod prąd i łagodne skoki tuż nad roślinami. Nagle zatrzymanie, jak gdyby haczyk utkwił w miękkiej łodydze. Delikatnie szarpnąłem szczytówką, a wtedy "zaczep" ożył i ruszył, spokojnie wysnuwając żyłkę z kołowrotka (hamulec ustawiony pod 0,14). Po około 10 metrach ryba zrobiła nawrót, usłyszałem wtedy charakterystyczne "pstryk" i poczułem luz na kiju. No tak, szczupły...
W pierwszej chwili chciałem jechać do domu, wkurzony obcinką przypadkowego zębacza, ale postanowiłem dać mu jeszcze jedną szansę. W kilka minut zmontowałem drugi spinning (też lekki - do 20 g), założyłem kołowrotek z plecionką, wolframowy przypon i niewielkiego, pływającego woblera w kolorze grafitowym.
Pierwszy rzut wykonuję bez wielkiej nadziei - pusto. Drugi idealny, wabik przecina miejsce, w którym szczupły zagryzł wcześniej jiga i ku mojemu zdziwieniu - "łup!". Kleniowy spiner gnie się w pałąk, a walka dostarcza sporo emocji, bo miejsce trudne technicznie. Sprytny drapieżnik wbija się w przybrzeżne trawy i sądzę, że wykorzysta ten fakt, ale koniec końców udaje mi się go chwycić za kark i wyciągnąć z wody. Już na brzegu wypada mu z pyska wobler, z odgiętymi grotami kotwiczki (dziadostwo straszne, druciaki jakieś).
Zadowolony rozginam pysk szczupłemu, chcąc uwolnić go z pamiątki po pierwszym braniu - i zonk! Jiga nie ma! Albo go połknął tak głęboko, że nawet kawałek żyłki nie wystaje z pyska, albo to zupełnie inny szczupak z dokładnie tego samego miejsca. Pokręciłem ze zdziwienia głową, pstryknąłem rybie pamiątkową fotkę i uwolniłem grubaska. Nie był to jakiś okaz, ale w tak specyficznym łowisku dostarczył mi sporo emocji. Ryba w świetnej kondycji i napasiona jak jesienny esox. Widać miejsce jej służy. Niech pływa i dalej straszy okonki :).
A oto sprawca zamieszania:
Pozdrawiam serdecznie :).