Wreszcie znów mogłem poczuć woń rzeki, usłyszeć szum jej wód, po długiej przerwie znów wybrałem się na ryby :)
Wyjazd był emocjonujący, z lekką nutą niedosytu.
Zaspałem, prawie 1,5 h ... Nad wodą byłem dopiero 4:30. W 2 rzucie, sekundę po pacnięciu wobka o taflę wody potężny wir, atak, pudło! Jestem w szoku, takiego obrotu sprawy nie spodziewałem się! Budzę się momentalnie, resztki snu w sekundzie idą precz. Cicho rzucam pod nosem "ja pierdzielę.... ja pierdzielę..." Wir po rybie był naprawdę słusznych rozmiarów, a atak brzmiał jakby ktoś cisnął do wody 3 kg ciężarkiem... Szkoda, że pudło :(
15 minut później powtórka, wir (jednak znacznie mniejszy) i ... znowu pudło! Jestem załamany, dwie szanse na piękną rybkę stracone... Nawet nie wiem, co miało chrapkę na wobki... Kleń, jaź ...? Obstawiam tego drugiego, kleń z pewnością by walnął w wabia jak z armaty, nie pozostawiając złudzeń, co do swojej tożsamości ;)
Słońce tymczasem już dawno podniosło się i rozświetliło swiat. Niestety byłem widoczny jak na patelni, więc nastąpiła pora na zmianę miejsca.
Złowiłem 2 szczupaczki i 1 okonia. Szczupaczki niestety niewymiarki. Okoń średniaczek, ale za to przepięknie wybarwiony (to chyba stała cecha okoni z Wkry). Oto on (bez podkręcania kolorów!).
Na pocieszenie mam satysfakcję, że wszystkie ryby brały na wobki, które sam pieczołowicie strugałem.
Przeżyłem też letnią ulewę :) , na szczęście krótkotrwałą.
Wyłowiłem również taką oto bidulę:
Krasnopiórka dosłownie miała wyrwaną 1/4 część swojego ciała! Kto ją tak urządził? Drapieznik (szczupak) czy może wydra...? Jeszcze ledwo żyła, gdy wyciągnąłem ją na brzeg do zdjęcia, ale już widać było, że to jej ostatnie chwile. Szybko skróciłem jej cierpienia.
Około 9:00 Postanowiłem zakończyć spinningowanie. Klenie i jazie miały mnie głęboko gdzies! A przecież wiedziałem, że są w moich miejscach! Nie myliłem się ... Gdy w polaroidach zerknąłem na wodę, prześwietloną słońcem, ujrzałem taki oto widok (który sprawił, że mnie zatkało): majestatyczny pięćdziesiątak odpoczywający sobie w promieniach słońca wraz z kompanami czterdziestaczkami i młodszym rodzeństwem.
[youtube]sRXkf0BEYKw[/youtube]
Chyba nie potrafię jednak łowić kleni. Albo one znają już moje wszystkie sztuczki :/ Dzisiaj mnie pokonały, przegrałem z kretesem.
Na pocieszenie 2,5 godzinki pomachałem muchówką. Złowiłem kilka kleników, zaliczyłem spinkę ładnego średniaczka (widziełem go w polaroidach, brodząc w tenisówkach) - na oko 35 - 40 cm. Szkoda. Ale metoda wydaję się być powoli opanowana :) Coraz mniej splątań, znacznie więcej przyjemności z łowienia no i dzisiaj po raz pierwszy łowiłem ze skoczkiem :) Praktycznie 90 % brań widać w polaroidach! Niesamowite!
Na zakończenie nalała mi się woda do woderów, co było znakiem, że pora wracać do domu :)
Ech ... z tarczą, na tarczy - wszystko jedno ważne, że naprawdę wypocząłem, a tego mi było potrzeba ...!
PS. Filmik z kleniami dedykuję Andzi, albowiem niedawno klenie równo nam dokopały, totalnie olewając nasze przynęty po południu oraz w nocy. ;)