Trudna woda,stosunkowo płytko,przeciętnie 2m.kamieniste dno i sporo zawadów,główki nieciekawe i w większości zasypane piaskiem, rynien i przelewów jak na lekarstwoi ,woda równa o dosyć szybkim uciągu i sporo sandacza do którego za cholere nie moge się dobrać,jedynie wieczorami na opaskach jako tako, jak wychodzą pod powierzchnie kłapną czasem wobka albo cykadke.Guma i kogut z dna=rwanie co 2-3 rzut,boczny trok to samo w ciągu 2 godzin 16 ciężarków pałek własnej konstrukci a o łezce czy oliwce niema mowy ,rwanie za każdym rzutem w ostrych kamieniach na dnie.Klenia,jaźia i bolka mam dość dopracowane i na wyniki nie narzekam a sandał doprowadza mnie do rozpaczy,Grunciarze mają wyniki niezłe, na trupa albo żywca ale to nie dla mnie.Tu moje pytanie:czy może ktoś z Was może coś doradzić jak dobrać się sandałowi do dupy na takiej parszywej wodzie?jestem wędkarzem od 32 lat i mam spore doświadczenie ale z tym bandziorem z zamydlonymi oczami nijak nie daje rady.Nie wiem czy we właściwym miejscu umieściłem post,jestem tu nowy.Jak post ma być umieszczony w innym dziale to mnie oświećcie.
Pozdrawiam i licze na poważne rady.
Pozdrawiam i licze na poważne rady.