Od kilku tygodni oswajam dla siebie wiślane miejscówki. Mieszkam w Warszawie na Kabatach i odkryłem nagle, że odcinek od Wilanowa do Góry Kalwarii jest w zasięgu jazdy rowerem. Odcinek, jak się okazało, niesamowicie piękny. Oswajanie zacząłem od spiningu, ale po błyskawicznym zerwaniu pięciu meppsów i woblera nabrałem pokory :-) i pomyślałem, że może na początek lepsza będzie prosta przepływanka w spokojniejszym miejscu w okolicach Kępy Oborskiej. Jak pomyślałem, tak zrobiłem, czego efektem stały się cztery całkiem dorodne leszcze i powrót nadwątlonej wiary we własne umiejętności wędkarskie (nie ćwiczone od ponad dziesięciu lat). Dwa z owych leszczy, płytko zacięte, wróciły do wody, a dwa zabrałem. I po powrocie do domu zacząłem się zastanawiać, czy dobrze zrobiłem...
Mam pytania do łowiących na odcinku przedwarszawskim - czy można bez obaw zjeść te ryby? I czy są gdzieś publicznie dostępne bieżące badania jakości wód Mazowsza i w ogóle Wisły? Znalazłem jakieś dane, ale sprzed dziesięciu lat, jedne instytucje twierdzą, że Wisła jest w miarę czysta i ryby absolutnie jadalne, a inne, że absolutnie nie; według jednych jakość wody się znacznie poprawiła, według innych pogorszyła. Jak to jest w praktyce?
Mam pytania do łowiących na odcinku przedwarszawskim - czy można bez obaw zjeść te ryby? I czy są gdzieś publicznie dostępne bieżące badania jakości wód Mazowsza i w ogóle Wisły? Znalazłem jakieś dane, ale sprzed dziesięciu lat, jedne instytucje twierdzą, że Wisła jest w miarę czysta i ryby absolutnie jadalne, a inne, że absolutnie nie; według jednych jakość wody się znacznie poprawiła, według innych pogorszyła. Jak to jest w praktyce?