Ubrany byłem odpowiednio, tylko oczy było widać.
Wsiadłem do autobusu i po 25 minutach dojechałem do budowanego Stadionu Narodowego. Tam miałem przesiadkę w drodze do pracy.
I wtedy to zobaczyłem. Zjawisko rzadkie nad wyraz!
Podszedłem bliżej, warto było, kobieta też wyglądała na atrakcyjną. Cała osłonięta od zimna jak ja!
Uśmiechnąłem się, wyciągnąłem obie ręce w Jej kierunku, dla lepszego czucia zdjąłem nawet rękawiczki.
A ona? Ona też wyciągała w moim kierunku odkryte dłonie…
Powoli poczułem bijące ciepło… Żar ogarniał całe moje ciało. Ona też to chyba poczuła, zsunęła szalik z twarzy. Miała piękne, chabrowe oczy.
Uśmiechnęła się, a śliczne usta powiedziały niespodziewanie:
- Dzień dobry, czy Panu też to się kojarzy z amerykańskimi filmami?
Ja też się uśmiechnąłem, przytaknąłem.
Ale to nie był szczery uśmiech.
Bo mi ta sytuacja skojarzyła się automatycznie ze… stanem wojennym! Nie chciałem tego powiedzieć głośno, żeby nie zauważyła, że dzieli nas więcej niż dekada życia…
Chwilkę jeszcze porozmawialiśmy, nadjechał mój autobus.
Życzyłem Jej miłego dnia, Ona odwzajemniła uśmiechem…
I powiem Wam jedno:
Te wystawione przez miasto KOKSOWNIKI to świetny pomysł.
Dają ciepło, zbliżają ludzi……….:kwiatek: