Wystarczy standardowy upór, determinacja, wiele wolnego czasu i na pewno trochę pieniędzy. Do tego trzeba dorzucić trochę arogancji, pewności siebie i własnych umiejętności, a do tego najlepiej dodać bandycki uśmieszek – jeśli mamy to wszystko, możemy ruszyć na pierwsze dziewczyny sezonu – rezultaty gwarantowane!
Podchody – czyli pierwsze przymiarki
Początek sezonu na dziewczyny – czerwiec.Powoli zaczyna się polskie lato - zmienne, raz słońce raz deszcz jak w indyjskim filmie ( w tym roku należy dorzucić jeszcze grad jak jajka i trąby powietrzne lub tornada ). Poziom wody na rzece skacze z dnia na dzień, poziom tafli potrafi się zmienić o 30 cm przez 24 godziny.
Na szczęście mówię o Narwi, bo na Wiśle wahania wody potrafią być porównywalne do amplitudy powietrza na pustyni Gobi. Gdzie szukać dziewczyn przy takiej mało sprzyjającej aurze? Nie ma na to stuprocentowej recepty, trzeba po prostu szukać, macać, kombinować.
A żeby to wszystko robić, trzeba mieć przede wszystkim łódkę, najlepiej z dobrym silnikiem spalinowym, albo dobrych kolegów którzy w razie braku silnika podholują trochę pod prąd rzeki. Wtedy możemy spenetrować wiele obiecujących miejscówek, na których mamy szansę spotkać swoją pierwszą dziewczynę sezonu.
Nie ma reguły, płytka woda czy głęboka – trzeba szukać...
Determinacja, upór i pewność siebie – czas oczekiwania
Początek sezonu na dziewczyny jest trudny, bynajmniej na Narwi.Jednego roku trafi się kilka na samym początku czerwca, drugiego będziemy musieli uzbroić się w cierpliwość. Jak wiecie, kobiety są nieprzewidywalne. Dlatego musimy być cierpliwi i bardzo uparci.
Ale nie można tracić czasu – trzeba ciągle kombinować i cieszyć się czasem spędzonym na wodzie, nawet jeśli wciąż nie doświadczyliśmy sukcesu.
Pogoda?
Pogoda na pierwsze letnie dziewczyny bywa jak to u nas w kratkę.Ciśnienie? Deszcz? Wiatr? To kryteria, które są dla nas bardzo ważne, ich oznaki i skutki, przeczytane z gazet i książek wyryły nam się w pamięci. Tak samo jak przysłowia, np. „Wiatr ze wschodu – ryba chodu”.
Przed burzą, w trakcie (czego nie polecam), po burzy... Kiedy najlepiej wyruszyć na podryw? Tutaj znów nie ma reguły.
Czasami warto poświęcić trochę czasu przed burzą, choć jest to dość ryzykowne, bo siedząc w czasie bijących piorunów na wodzie nie jest przyjemnie, a na pewno nie jest bezpiecznie...
trzeba uważać i nie przesadzać z własną pewnością siebie. Lepiej w takich momentach schować się na brzegu albo zrezygnować z wypływania z portu.
Na co poderwać pierwszą dziewczynę?
O uporze i determinacji już mówiliśmy, czas przejść do konkretów.Jeśli ktoś miał doświadczenia z matematyką dyskretną może sobie policzyć ilość kombinacji przynęt, które mogą pozwolić na nasz sukces. Do tego wypadałoby doliczyć ciężar główek stosowanych do przynęt gumowych.
🎣 Profesjonalna wędka spinningowa - 25% TANIEJ!
Odkryj sekret skutecznego łowienia z najnowszą wędką Pro Angler. Tysięcy zadowolonych wędkarzy nie może się mylić!
Wychodzi tego naprawdę niesamowita ilość! Woblery? Następne n-silnia kombinacji! Cóż, kobiety lubią błyskotki a zwłaszcza ich różnorodność. Nie możemy być ortodoksyjni. Trzeba ciągle zmieniać, próbować, kombinować – w końcu trafimy na tą pierwszą przynętę która obdarzy nas sukcesem.
Początek sezonu i nasza pierwsza dziewczyna wymaga nieco fantazji. Wiadomo, że ta wymarzona nie poleci na coś standardowego, pierwszego z brzegu, co już widziała tysiąc razy. Musimy być kreatywni.
Musimy ją czymś ją zaskoczyć! W dzisiejszych czasach mamy do wyboru mnóstwo afrodyzjaków na piękne panie. Woblery wszelkiej maści, szereg przynęt gumowych, które możemy zbroić w główki jigowe rożnej wagi odpowiednio dobrane do miejsca polowania.
Możliwości są nie ograniczone! Od początku sezonu testowałem rewelacyjne woblery Jacka - słynne BONITO (woblerybonito.pl), kilka świetnych woblerów marki Sebile, zostawiając na ostatni ogień podobne do krąpi woblery ROBINSONA.
Do tego doszło kilkanaście przynęt gumowych różnych rodzajów.
Trzeba sprawdzać i jeszcze raz sprawdzać! W końcu trafimy na ten jedyny afrodyzjak na wakacyjne dziewczyny!
Ta Pierwsza w sezonie
Jak już się domyśleliście, ta dziewczyna to samica sandacza.Samce są mniejsze, samice są naszym wędkarskim trofeum. Te większe. Bo kogo cieszy standardowa trójka? Trzecia trzydzieści rano. Nie mogę spać, kolejna noc wlecze się jak smoła. Za oknem widzę pułtuską Bazylikę i dzwonnicę, za nimi ciągnie się prosta lina lasów.
Zza drzew powoli widać pierwsze promienie wschodzącego słońca. Szybka decyzja – idę. Jest pierwszy sierpnia – równo dwa miesiące po magicznym sandaczowym terminie. Od początku sezonu trafiały mi się tylko same podrostki, dlatego uczucia mam mieszane, nie liczę na sukces, chcę po prostu spędzić trochę czasu nad moją Narwią.
Jest zimno jak na środek lata, na T-Shirt zakładam swój polar Team Daiwa, do rzeki mam pięć minut szybkim spacerem - wskakuję na swoją pychówkę. Płynę na wiośle na miejscówkę, którą mogli obłowić wszyscy uczestnicy portalu Shrap-Drakers startujący w czerwcu o V Puchar.
Mija mi trzy godziny bez dotknięcia, postanawiam obłowić inną miejscówkę również w obrębie naszych zawodów. Na klamburcie łódki wisi szereg gum i woblerów, wszystkie dopasowane do charakteru łowiska.
Zaczynając od boniciaków Jacka, przechodząc przez nowości w mojej wędkarskiej skrzynce – woblerów Sebile, kończąc na gumach Relaxa, Dragona, Trapera i kilku moich tajniaków. Jest w czym wybierać.
⚙️ Zestaw startowy dla początkujących - PROMOCJA!
Kompletny zestaw wędkarski w super cenie. Wszystko co potrzebujesz do rozpoczęcia przygody z wędkarstwem.
Zaczynam obstukiwać dno, raz przy razie dokładnie obławiając każdy kamień i każdy centymetr kwadratowy obok zatopionych drzew. Kilkadziesiąt rzutów, kilka standardowo urwanych przynęt i mam puknięcie.
Ledwo zauważalne. Zacinam odruchowo i od razu czuję opór. Moja pierwsza Dziewczyna Sezonu początkowo siedzi na dnie i ciężko mi jest ją poderwać do góry. Czuję wyraźnie jak próbuje wejść w zatopione drzewa, holuję siłowo aby uniknąć przykrej niespodzianki.
Po kilku minutach samica pojawia się pod taflą wody, jest piękna! Nogi drżą z emocji, adrenalina sięga zenitu! Nagle, jak to Piękna Pani, robi odjazd pod łódkę.... gwizd hamulca.... odjeżdża parę metrów...
z duszą na ramieniu przekładam swojego jednoczęściowego Fenwicka do 21 gram na drugą burtę. Ponowny forsowny hol i Moja Dziewczyna jest już z drugiej strony. Nie ma już siły i przy zdziwieniu dwóch wędkarzy obok mojego Kutra delikatnie podbieram moją pierwszą Panią tego sezonu pod skrzela.
Delikatnie ląduje ją w łódce, na macie karpiowej Cormorana od Rapy, którą zawsze mam ze sobą. Zdecydowanie lepiej jest położyć rybę na takiej macie niż na gretingach, gumach czy na suchej łódce.
Pięęękna!!!!
Jest krótka, ale wyjątkowo gruba. Co akurat w tym przypadku jest tylko i wyłącznie zaletą, zwłaszcza na początku sierpnia. Miarka została w stanicy, trudno. Szybkie ważenie na macie po starowaniu wagi – 5.60 kg.
Pięknisia! Soczysty buziak i piękna samica, pierwsza tego sezonu wraca do wody. A najpiękniejsze było to pożegnalne machnięcie sporym ogonem w odmętach mojej ukochanej Narwi! Na koniec mała dygresja - polecam wszystkim wypuszczanie złowionych ryb.
Od dziesięciu lat nie zabiłem żadnej złowionej przez siebie ryby i uwierzcie mi, że zamiast patelni dużo większą satysfakcję sprawi Wam widok odpływającej zdobyczy i świadomość, że Wasza ryba jest ciągle gdzieś tam, w wodzie... Fot.: Janusz Traper Jagiełło
Komentarze
Dołącz do dyskusji i podziel się swoimi przemyśleniami
Dołącz do dyskusji!
Zaloguj się, aby dodać swój komentarz i podzielić się doświadczeniem