Jeszcze wieczorkiem w sobotę umawiam się ze szwagrem na rano, że wypłyniemy własnymi pływadełkami na nasze jeziorko. Wstaję o godzinie, na którą byliśmy umówieni i co widzę - czarna rozpacz - jeszcze ciemno.
Ale jak słowo dane to należy się szykować.
Dzwonię do szwagra i nasza misja zostaje przesunięta o godzinkę później, to znaczy na 7.00.
Super, jest czas na kawę i na coś jeszcze więcej, to znaczy na małe śniadanie. Po kilku chwilkach jestem już gotowy na odwiedziny jeziorka, powiadamiam szwagra i już wspólnie idziemy z naszymi pontonami nad wodę.
Pierwszy wypływam Ja.
Następnie szwagier.
Rzut okiem na wodę i widzę, że nie jesteśmy sami, już kilka jednostek już łowi w sobie wiadomych miejscach.
Ja oczywiście obieram sobie znane miejscówki, na których łowiliśmy wspólnie z Waldkiem.
Po dotarciu na pierwszą miejscówkę zaczynam systematycznie obrzucanie. Kilka rzutów i przy następnym mam uderzenie, ok. jest pierwszy, po krótkiej walce ląduje w moich dłoniach.
Odpinam, rzucam i...
jest następny, jak tak dalej pójdzie to zapewne pobiję rekord w ilości złowionych w jeden dzień.
Przy następnym rzucie jest pobicie, ale ryba chybia i jest po wszystkim.
Po kilkunastu minutach następnych rzutów daję odpocząć tej miejscówce i przemieszczam się na następną. Wiem, że na tych dwóch miejscówka to mam pewne ryby i bez wahania przemieszczam się na drugą.
I jak poprzednio kilka rzutów i pach siedzi następny kaczodzioby.
Dobra moja, jest dobrze tak sobie myślę jeszcze tak raz i rekord mam w kieszeni, bo oczywiście wszystkie rybki wracają w należytej kondycji do wody.
Po kilku następnych rzutach wykonanych przeze mnie mam uderzenie, ojej... Myślą już jestem zwycięzca tego dnia, ale z odmętów wody wyłania się nie szczupły, ale okoń i to wcale, wcale dobrych rozmiarów - jakieś 20+ cm.
Super jest, jeszcze mam szanse.
Jak pomyślałem w następnym rzucie mam szczupłego - to jest dopiero dzień jak by powiedział Waldi - mam dzisiaj dzień konia?
Cieszę się jak mało kto, facet przepływał koło szwagra i mówi do niego: "patrz pan facet ma dzisiaj szczęście, już złowił przy mnie drugiego", a na to szwagier: "panie to już jego 4 lub 5 dzisiaj!".
Tak do końca połowów złowiłem jeszcze 2 szczupłe i jednego okonia. Tak, więc w sumie złowiłem dzisiaj 7 szczupłych i dwa okonie, zaznaczam wszystkie miały wymiar rybki i wszystkie wróciły do wody w dobrej kondycji.
Komentarze
Dołącz do dyskusji i podziel się swoimi przemyśleniami
Dołącz do dyskusji!
Zaloguj się, aby dodać swój komentarz i podzielić się doświadczeniem