W sobotę rano piękne słońce ciepełko, gęba mi się śmiała! Będzie cudownie! Uprosiłem moją piękniejszą połowę by zawiozła mnie nieszczęsnego nad wodę i zrobiła kilka fotek dla SD. Szybko więc się spakowałem do auta...co wcale nie jest takie proste.
Pojechałem do Kamieńczyka, chciałem spłynąć wodą delikatnie wspomagając się wiosłami do Wyszkowa.
Silnik to miała być tylko ostateczność w razie gdybym chciał nie oczekiwanie skrócić spływ. Polecam kolegom slip w Kamieńczyku który jest szeroki i od tego roku wyłożony kostką praktycznie do samej wody.
Tam oto właśnie na piasku postanowiłem się rozpakować z klamotami i nadmuchać gumową łajbę.
Montaż kółek.
Montaż wioseł.
Montaż silnika.
I gdy tak sobie to wszystko w spokoju ducha składałem nie postrzeżenie zmieniła się pogoda...nadciągnęły chmury zaczęło strasznie wiać...
A Paweł powtarzał nie raz na forum i w artykułach by nie pływać gdy wieje. Ale ja z braku doświadczenia myślałem że pewnie przestanie wiać i znów będzie ładnie.
Ułożyłem tobołki,wędki i jadę do wody.
🎣 Profesjonalna wędka spinningowa - 25% TANIEJ!
Odkryj sekret skutecznego łowienia z najnowszą wędką Pro Angler. Tysięcy zadowolonych wędkarzy nie może się mylić!
W wodzie sprawnie oczepiłem kółka wskoczyłem do pontonu i odpłynąłem troszkę na wiosełkach by czasem nie zawadzić śrubą przy starcie w nie znane.
Odpalenie silnika.
Dzięki Jankowi z Pułtuska silnik działa bez zarzutu i pali za każdym razem.
Dodałem troszkę gazu i od razu Bush Crab 3.60 na 6 konnym Mercurym wchodzi w ślizg.
Niestety moje oczekiwania się nie sprawdziły odnośnie pogody.
Było co raz ciemniej i coraz mocniej wiało. Teraz naprawdę zrozumiałem dla czego Paweł odradzał pływanie pontonem przy silnym wietrze. A mianowicie nie płynąłem tylko stałem w miejscu. Dziwne to było wrażenie,woda pode mną płynęła,a ja pchany bardzo silnym wiatrem stałem w miejscu, kręcąc się tylko z wolna niczym suchy liść na tafli wody.
Męcząc się tak z godzinę może dłużej płynąłem od ujścia Liwca do Bugu w dół miejscowości Kamieńczyk. Po drodze trafiłem dołek dość rozległy w którym według echa było 7.5 metra wody.
Zacząłem go obławiać, ale kręcąca w tym miejscu woda i silny wiatr powodowały że na kotwicy 10 kg i długiej lince kręciłem się dosłownie w kółko. Spłynąłem dalej.
Po drodze do Wyszkowa musiałem niestety włączyć silnik i płynąć na silniku do domu bo na samych wiosłach płynął bym do jutra.
Wiatr się wzmagał i naciągnąłem kaptur głęboko na głowę. W sumie miałem tylko jedno branie szczupłego ok 50 cm ale nie zaciąłem go w porę. Zobaczyłem tego zielonego zbója na końcu zestawu gdy wyciągałem już biało-niebieskiego Mansa z wody.
Szczupły miał lepszy refleks i puścił gumę w momencie gdy tylko mnie zobaczył. Znalazłem jeszcze jedno ciekawe miejsce z wyraźnie twardym dnem. Postanowiłem sprawdzić co jest na dnie. Spuściłem gumowaną kotwicę na lince na dno i czuję że wchodzi w kamienie.
Próby szarpania nic nie dają. Utknąłem. Wpadłem na pomysł że odpalę silnik i opłynę po łuku w górę zaczep i pociągnę pod prąd. Silny nurt w tym miejscu bardzo utrudniał mi manewrowanie pontonem ale gdy opłynąłem zaczep i tak nie mogłem wyszarpnąć kotwicy.
Zaczepiłem na amen, nie pozostało mi nic innego jak ciąć. Wtedy uwierzyłem że nawet gumowaną kotwicę można urwać.
Teraz już bez możliwości parkowania z żalem odpaliłem ponownie silnik i popłynąłem do domu.
Doszedłem do wniosku że dużo będę się musiał nauczyć jeśli chodzi o pływanie po rzece i teraz wiem jaki trud musiał włożyć Paweł w to co osiągnął!!! Także jeszcze raz chciałem podziękować Pawłowi i Tomkowi za wiedzę którą się ze mną i innymi dzielą.
Dziękuję również mojej kochanej żonie za zdjęcia bez których nie mógł bym napisać tego artykułu. Dziękuję również Wam że to przeczytaliście i dotrwaliście do końca tekstu. Pozdrawiam serdecznie i do zobaczenia nad wodą.
Wodom cześć.
Komentarze
Dołącz do dyskusji i podziel się swoimi przemyśleniami
Dołącz do dyskusji!
Zaloguj się, aby dodać swój komentarz i podzielić się doświadczeniem