Nieplanowany wypad na ryby. Decyzja zapada ... o 5:15 rano, kiedy obudziłem się i nie mogłem zasnąć. Za oknem chmury, nie obłoczki, lecz granatowe chmury. Nie zachęca to do wyjazdu. Ale skoro już wstałem ...
Nie mam czasu na wypad daleko, wiadomo święta, więc w grę wchodzi jedynie krótki wypad gdzieś, gdzie mam najbliżej - na znany Drakersom odcinek Wkry w B. Pomacham kilka razy kijem, pooddycham świeżym powietrzem i szybko wrócę - myślę sobie.
Szybka kawa i do samochodu. 10 minut jazdy i jestem na miejscu, a tu - pochmurno. Ma się wypogodzić, więc nie pękam. Nawet kurtki przeciwdeszczowej nie wziąłem ze sobą :/ W drugiej miejscóweczce branie, które o mało nie wyrwało mi kija z ręki.
Srebrzysty kształt pod wodą. Rybka dzielnie walczy, a hamulec w moim Procasterze po raz pierwszy w tym sezonie cicho skrzeczy raz po raz. Rybka uspokaja się i ... widzę pięknego jazia, który z pewnością jest moim rekordem życiowym!
Brzeg to burtka więc gramolę się po niego powoli zsuwając się w dół. Podebranie za kark i mam go! Szybkie mierzenie na trawie pełnej rosy miarką Drakersową ze zlotu w 2009 r. - 42,5 cm ! :)
Jasiek chwilkę dosłownie odpoczywał w wodzie i dziarsko odpłynął w nurty Wkry.
Chwilkę odpoczywam po emocjach gapiąc się na wodę :) Z pewnością moje słoniowe gramolenie wypłoszyło ryby w promieniu kilometra, więc po chwili zmieniam miejsce. Kolejna miejscóweczka jest bardzo podobna do poprzedniej - burtka, krzaczory, rynienka.
Kilka woblerków i nic. Jednego z nich odprowadził taki 30 - stak kleniowy. A więc tu są :) Chwilka przerwy, niech woda nieco odpocznie i zmiana wobka na ręcznie robionego, przypominającego strzeblę, woblerka z Ciechanowa.
W drugim rzucie potężne uderzenie, które o mało nie wyrwało mi kija z ręki. Procaster znów gra. Tym razem przeciwnik jest większy. Gdy trzęsie głową pod wodą, czuję, że jest silny. Luzuję nieco hamulec, wprawdzie jestem pewny żyłki, którą nawinąłem (0,16 Dragon HM 69), ale nie chce stracić ryby i rozsądek zwycięża.
🎣 Profesjonalna wędka spinningowa - 25% TANIEJ!
Odkryj sekret skutecznego łowienia z najnowszą wędką Pro Angler. Tysięcy zadowolonych wędkarzy nie może się mylić!
Pod powierzchnią pokazuje się ... wielki kleń! Mój rekord absolutny! W przypływie emocji, w obawie przed stratą takiej ryby, luzuję jeszcze hamulec o 1 stopień. Kleń walczy wspaniale, miejsce jest trudne, bo zewsząd zwisają gałęzie i niedaleko w dół są krzaczory zwisające nad wodą.
Oczywiście kleń wykorzystując nurt momentalnie wjeżdża mi pod te krzaki. W ostatniej chwili zdołałem go powstrzymać przed schowaniem się w dołku za krzakiem. Niestety żyłka zaplątała się w gałęziach krzaczora zwisających do wody.
Kleń juz nieco zmęczony stoi pod krzakami. Delikatnie schodzę w dół po burtce i napinam żyłkę, chwytam ją ręką i ściągam do siebie. Udało się chwycić gałąź! Ciągnę ją w moim kierunku...
Chwytam za woblera i w tym momencie pęka żyłka! na szczęście kleń jest już mój, teraz tylko wygramolić się z tej skarpki, zmierzyć rybkę i trzasnąć fotkę :) Taaaak, jasne, ciekawe jak to zrobić...
Ślisko jak nie wiem co na tej burcie, rosa nie ułatwia sprawy... Prawą ręką wrzucam spina na brzeg i kombinuję jak tu się wgramolic na górę. Zajmuje mi to 3 sekundy. O tę 1 sekundę za dużo, niestety...
Gdy już wydaje mi się, że mam opracowaną koncepcję powrotu na górę, kleń dziarsko macha ogonem i ... chlup - wskakuje do Wkry wyślizgując mi się z rąk! Jakoś tam jeszcze próbuję go łapać w locie, ale na tyle oczywiście nieudolnie i komicznie jak sądzę, że moje usiłowania pozostają rzecz jasna nadaremne.
Moczę się tylko niemal po łokcie w wodzie.... Chwilę tkwię tak sobie, w zamoczonej bluzie i gapię się w miejsce gdzie nastąpiło przed chwilą CHLUP... Oczywiście że go juz tam nie ma, popłynął sobie, więc nie ma co się gapić tylko trzeba wyłazić – myślę nieco zawiedziony.
⚙️ Zestaw startowy dla początkujących - PROMOCJA!
Kompletny zestaw wędkarski w super cenie. Wszystko co potrzebujesz do rozpoczęcia przygody z wędkarstwem.
Gramolę się jak słoń na górę... Jakoś udało się. Patrzę na pole po bitwie: wędka leży gdzieś w gałęziach, ja - stoję w woderach umorusanych w błocie, z zamoczonymi rękawami. Patrzę na dłonie, które jakoś dziwnie mnie pieką - poparzone pokrzywami.
Dopiero teraz to zauważyłem. Zdjęcia klenia nie było. Był znacznie większy od jazia i grubaśny. Sądzę, że miał około 50 cm. Ile dokładnie, nie dowiem się juz nigdy. Ironia losu - mój drugi rekord życiowy tego dnia i ...
nigdy nie będę wiedział czy (jeśli oczywiście będzie mi to dane) udało mi się go pobić czy też nie. Wygrzebuję spinning z gałęzi, przeplatam żyłkę przez przelotki. Ale nie chce juz mi się wędkować...
Cóż mnie może jeszcze spotkać ekscytującego tego dnia na rybach? Raczej niewiele. Żeby uspokoić emocje chwilkę spaceruję na pobliskiej łączce... Uffff, trzeba uspokoić oddech i zmniejszyć ilość adrenaliny we krwi!
Postanawiam sprawdzić czy kołowrotek nie ucierpiał podczas rzutu zza skarpy :) Puszczam w nurt wobka i kręcę. Oczywiście szumi łożysko na rolce, więc to już definitywny znak, że pora kończyć wędkowanie.
W domu trzeba gruntownie wyczyścić i nasmarować tę rolkę. I poświęcić koszyczek ze święconką. Pora wracać ...
Komentarze
Dołącz do dyskusji i podziel się swoimi przemyśleniami
Dołącz do dyskusji!
Zaloguj się, aby dodać swój komentarz i podzielić się doświadczeniem