Paweł
18.02.2013 3,005 wyświetleń ~5 min czytania

Wędkarzu, dokąd zmierzasz... Część 3 - Internet

Czy Internet zmienił moje wędkarskie życie? Czy coś mi dał? Kim jest wędkarz internetowy? I czy w ogóle warto łączyć swoje wędkarstwo z Internetem? Dziś trochę porozmyślam na ten temat...

Paweł Autor

Pasjonat wędkarstwa, który dzieli się swoimi doświadczeniami i wrażeniami z nad wody. Chętnie poznaje nowe techniki i miejsca, odkrywając tajemnice polskich akwenów.

48 artykuły Łączne wyświetlenia: 438,974

Był sobie Wędkarz. Przez wiele lat przemierzał ten wędkarz łowiska Mazowsza. Łowił sporo, chadzał swoimi ścieżkami. Z czasem, rzecz dziwna, zaczął łowić jakby mniej ryb, jakby mniejsze.

Cóż, takie czasy, ryb nie przybywa... I nagle znalazł nowe łowisko. Łowisko z wielkimi rybami. Oglądał piękne sandacze, szczupaki, sumy, bolenie... Ryby były jak najbardziej prawdziwe, tylko niestety łowisko wirtualne.

Tak, wędkarz ów trafił na wędkarski portal internetowy... Wędkarzem jestem od zawsze, łowię dłużej niż pamiętam, pierwszą rybę złowiłem... baaaardzo dawno temu. Natomiast połączenie Internetu z wędkarstwem to w moim przypadku ostatnie, powiedzmy, 5 lat zaledwie.

Wcześniej, będąc wędkarskim samotnikiem, nie czułem potrzeby pobierania jakichkolwiek informacji wędkarskich z netu. Za przewodnika służyło mi głównie moje doświadczenia, o nowościach dowiadywałem się z czasopism wędkarskich, które kupowałem (i kupuję wciąż) nieprzerwanie od późnych lat 70-tych (choć wtedy wydawana była tylko jedna gazeta-organ).

No i to co najważniejsze: książki! „Wędkarstwo” Józefa Wyganowskiego (mam egzemplarz z 1957 roku), „Wędkarstwo Jeziorowe" Tadeusza Andrzejczyka czy najbliższe memu sercu „Wędkarstwo Rzeczne” Wacława Strzeleckiego – to były (i wciąż są!) swego rodzaju moje wędkarskie biblie...

Natomiast w pewnym momencie Internet stał się tak wszechobecny w naszym życiu, że naturalną koleją rzeczy zacząłem wyszukiwać również tematy wędkarskie... I teraz, po tych kilku latach, zadaję sobie takie oto pytania: Czy Internet zmienił moje wędkarskie życie?

Czy coś mi dał? Kim jest wędkarz internetowy? I czy w ogóle warto łączyć swoje wędkarstwo z Internetem? Odpowiedzi na takie pytania wciąż poznaję... Kategorii wędkarzy internetowych jest wiele, jednak ja wyróżniłem sobie trzy charakterystyczne grupy.

I dla swoich potrzeb i łatwiejszego podzielenia się swoimi spostrzeżeniami nadam im umowne nazwy: WĘDKARZ PRAKTYK, WĘDKARZ WIRTUALNY oraz INTERNETOWY AWANTURNIK. I czym dłużej patrzę na to wszystko – utwierdzam się w przekonaniu, że jest to podział trafny...

Pokrótce napiszę o co mi chodzi i scharakteryzuję po swojemu wspomniane powyżej grupy. WĘDKARZ PRAKTYK - wędkarz, który rzeczywiście często chodzi na ryby. Zbiera doświadczenie. Do Internetu wchodzi aby podzielić się swoją wiedzą, wyprawą, rybą, wędkarskim dniem codziennym itp.

Internet interesuje Go również w kontekście zdobywania czegoś dla siebie, poznawania innych wędkarzy. Jeżeli ma predyspozycje to dzieli się swoją wiedzą z innymi, zabiera głos gdy ma coś do powiedzenia, chętnie podpowie mniej doświadczonym wędkarzom.

Wędkarz taki najchętniej „osiada” na jednym, góra dwóch-trzech portalach wędkarskich. Ma tam znajomych, którzy z czasem stają się towarzyszami Jego wędkarskiego życia. Pozytywna to postać internetowa!

WĘDKARZ WIRTUALNY - na ryby może chodzi, a może nie! Niekiedy po prostu nie jesteśmy w stanie tego ocenić. Jego wypowiedzi bywają dość ogólne, często można odnieść wrażenie, że są wręcz przekopiowane.

Rzadko można zobaczyć Go nad wodą, rzadko chwali się swoimi zdobyczami. Śmiga na wielu portalach. Do tego typu mam raczej negatywne podejście, ale prawdę powiedziawszy, dość szybko normalny użytkownik uczy się wyfiltrować z towarzystwa takiego właśnie osobnika.

INTERNETOWY AWANTURNIK – niestety, kategoria powszechna. Ale czy można się temu dziwić? Chyba nie! To akurat nie jest problem tylko portali wędkarskich. Niestety, Internet jest najbardziej anonimową formą wymiany informacji.

Jakiż to problem gdzieś się zarejestrować, wstawić jakiś bzdurny awatar i „mieszać”? Dokładnie żaden! Moim zdaniem taki awanturnik to często życiowy frustrat, acz znam kilku, którzy są naprawdę inteligentnymi ludźmi, ale z jakiegoś powodu lubią, żeby ciągle coś się działo...

W tym miejscu wspomnę jednego mojego kolegę wędkarza. Kolegę, z którym bywałem na rybach i chętnie jeszcze pobywam. Młody człowiek, ale dla mnie taki Dr Jekyll i Mr Hyde. Człowiek do rany przyłóż nad wodą.

Młody, inteligentny. Z nowoczesną wizją wędkarską. Z dużą wiedzą o rybach i sprzęcie wędkarskim. Za to w Internecie – awanturnik jakich mało! Wszędzie go było pełno, wszędzie zabrać głos musiał.

Często bardzo kontrowersyjny głos, moim zdaniem niezgodny z jego własnymi przekonaniami. Często się zastanawiałem czy to ten sam człowiek. Ostatnio jednak dorósł i się zmienił. Cieszę się...

Niestety, wędkarskie portale mają taki jeden niejednoznaczny i konfliktowy (acz bardzo ważny) temat, który jest obecny na każdym i który wszędzie (podkreślam WSZĘDZIE) doprowadza do dyskusji (dyskusje są potrzebne), ale też do awantur, oskarżeń itp.

Tak, oczywiście każdy czytający te słowa wie o jaki temat mi chodzi. Tak – to słynne catch and release. Złów i wypuść. C&R – niestety słowo wytrych do kolejnej awantury wędkarskiej. Pewnie tak musi być - bo ile osób tyle odrębnych zdań.

Tylko rzecz ciekawa – 90% moich rozmów (prawdziwych, w świecie realnym) z ludźmi na ten temat nie prowokuje awantury tylko wymianę argumentów po której dalej łowimy sobie ryby. Natomiast w necie proporcja jest odwrotna...

Cóż, czynnikiem pomocnym internetowym awanturom jest często anonimowość... A najgorsze w tym wszystkim jest to, że zapominamy o fakcie, iż samo meritum sprawy jest bardzo, ale to bardzo ważne.

Wszak idea C&R jest nad wyraz pozytywna, uświadamiająca, dająca nadzieję na lepsze wędkarskie jutro. Tylko niestety, zbyt fanatycznie traktowana bywa ta idea. Poniżej kilka przykładów (poglądowych, wybranych losowo spośród wielu podobnych) jak to wygląda w praktyce.

Najprościej będzie posłużyć się sytuacjami z własnego podwórka czyli naszego portalu (anonimowo, rzecz jasna)... Oczywiście nie będę tu wspominał wydarzeń z przeszłości kiedy to z powodów ideologicznych odeszło kilka osób nie godzących się na inne podejście niż wypuszczanie każdej złowionej ryby...

Nie będę wspominał też wątków bardzo awanturnych. Ale wspomnę kilka takich drobniutkich incydentów, które nic merytorycznie nie wnoszą do życia portalu, a powodują bardzo duży niesmak... Aha, no i ich częścią wspólną jest fakt, że główny udział w nich biorą najtwardsi zwolennicy C&R...: - W jednym z wątków wieści znad wody jeden nasz kolega pochwalił się, że złapał dwa szczupaki po ok.

60 cm, ale zdjęć niestety nie może wstawić. Od razu znalazł się inny miły kolega z delikatnym zapytaniem sugerującym jednak jego intencje: „zberetowane?” Odpowiedź była szybka: „aparat foto mi nawalił...” - Gadalnica, więcej niż rok temu: Drakers X: „Dziś cały dzień pływania, tylko jeden szczupak 66 cm.” Drakers Y (po kilkunastu minutach): „Pływa dalej?” Drakers Z (po około dwóch godzinach): „To nie wiesz, że naturalnym środowiskiem ryby jest patelnia?” Drakers X: „No tak, zapomniałem.”

Warto jedynie dodać do tej krótkiej konwersacji, że użytkownicy Y i Z rozmawiali tak sobie pod nieobecność iXa...

Reklama
Product

🎣 Profesjonalna wędka spinningowa - 25% TANIEJ!

Odkryj sekret skutecznego łowienia z najnowszą wędką Pro Angler. Tysięcy zadowolonych wędkarzy nie może się mylić!

- Przykład trzeci. Wieści znad Wisły. Zdjęcie sandacza. Nieco w piasku. I od razu komentarz: „ale panierka”. (wytłuszczenia nieprzypadkowe oczywiście). Przykłady zasadniczo niewinne i niby można by przejść nad nimi do porządku dziennego.

Jednak jest to małe „ale”. W tych trzech przykładach komentującymi były zagorzali obrońcy idei C&R. Tylko, że... Jeden z nich chwaląc się kiedyś swoim rekordem bolenia przedstawił go nam całego w błocie i piasku.

Drugi z nich został zaproszony na tajne miejscówki, zarzekając się, że ryb nie bierze. A złowiwszy na tej bankówce „trójkowego” szczupaka – zwyczajnie go zabrał. Trzeci komentujący łowi w kwietniu z premedytacją bolenie na typowe boleniowe przynęty.

Ktoś może wyciągnąć wniosek, czytając ten i poprzedni mój tekst, że jestem przeciwnikiem idei C&R. Nic bardziej błędnego. Idea C&R jest jedną z najlepszych idei wędkarskich. Natomiast ile jest przy tej okazji zakłamania!

Zakłamania, które bardzo mocno i negatywnie rzutuje na całą światłą ideę „Złów i wypuść”. Rzutuje to również bardzo mocno na jakość i przyszłość portali internetowych. Ilu to już wędkarzy (fajnych, wartościowych wędkarzy) odpuściło sobie aktywną działalność w necie.

Ludzie mają dość idiotycznych komentarzy, że fotka ryby z trawką, z palcem pod skrzelami, przyprószona piaskiem czy nawet, że taką niedużą to nie ma co się chwalić... Uwierzcie mi, taka krytyka nie powoduje wcale, że np.

fotki nie są już robione nad wodą. Otóż są nadal, tyle że zostają na dyskach wędkarzy zamiast cieszyć oczy czytelnika internauty... Ja tę niechęć do wstawiania fotek widzę zarówno u siebie jak i wśród wielu znajomych wędkarzy.

Generalnie w sprawie C&R w Internecie uważam, że rzecz została spaprana przez takie właśnie głupoty i przez takich właśnie szalonych zwolenników. Myślę, że tej idei należy się oddech.

Trzeba zrobić tak jak z polityką. Rozmawiać o niej jak najmniej lub wcale... z korzyścią dla ludzi i samej idei. Natomiast wszelkie działanie w kierunku jej kultywowania - przenieść nad wodę... W tym miejscu chciałbym jeszcze spojrzeć na rzecz z innej strony.

Część z nas pamięta zapewne oburzenie jakie przeszło przez portale wędkarskie odnośnie złowienia i włożenia do octu wielkiego leszcza z Wisły przez starszego wędkarza. Oburzenie było ogromne, jak to można taki okaz (ponad 6 kilo) zjeść, że to pomnik przyrody i takie trzeba wypuszczać.

I nie sposób się z tym nie zgodzić. Ale... Warto zwrócić uwagę na drugą stronę medalu. Informacja ta ukazała się w internetowym wydaniu niewędkarskiej gazecie. Czytaliście tam może komentarze?

Komentarze ludzi, którzy nie są wędkarzami (bo głównie tacy się wypowiadali)? Otóż większość głosów była... odwrotna od naszych słów oburzenia. Dla większości czytelników tej gazety to właśnie wypuszczenie ryby byłoby zbrodnią.

Bo przecież łowi się po to, żeby tę rybę zabrać i zjeść! Łowienie i wypuszczanie ryb jest jej męczeniem i tak nie wolno... Pamiętajmy o tym przy wszelkiego rodzaju dyskusjach. Że są inne racje i przemyślenia, a nie tylko wędkarskie...

Ale wróćmy do Internetu jako takiego. Przyszłość portali wędkarskich widzę raczej w czarnych barwach. Chyba każdy zauważa, że jest gorzej. Ja widzę tylko dwa rozwiązania, aby nie było już gorzej. Jedno rozwiązanie to silni moderatorzy. Dlaczego tak uważam?

Moderator to powinna być najwyższa instancja na portalu. Ktoś kto czuwa i... karze! Karze srogo!!! Niestety, w moim odczuciu, przy tak zróżnicowanych użytkownikach, do tego anonimowych użytkownikach – rozwiązania demokratyczne nie mają racji bytu.

Zwyczajnie – jak ci się nie podoba tutaj użytkowniku – to spadaj gdzie indziej! A jak dajesz wciąż wyraz niezadowolenia, mieszasz, narzekasz, nie stosujesz się do norm i sam nie chcesz nas opuścić – moderator Ci w tym pomoże...

Dodam więcej: Moderatorzy winni być anonimowi! Wtedy nie ma niepotrzebnych emocji typu (jak to było i na Shrapie), cyt: „Ty, młody nie będziesz starego Drakersa uczył”! A drugie rozwiązanie to...

portale zamknięte. Coś w rodzaju portalu na zaproszenie czy też z rekomendacji. Są już takie. I nie obawiałbym się, że ktoś będzie chciał je nazywać portalami „kolesiów” czy też prześmiewczo „elitarnymi”.

Takie rozwiązanie daje możliwość spokojnej, rzetelnej dyskusji, daje możliwość zakładania portali czysto lokalnych czy też wyraźnie ukierunkowanych na określoną metodę czy rybę. Dodatkowy i bardzo ważny atut – taka społeczność pozbawiona by była wszelkiej maści latających awanturników...

A jeżeli by się tam taki trafił przypadkowo – szybko by wyleciał!!! Raczej nietrudno zorientować się na czym głównie bazuję pisząc niniejszy tekst. Oczywiście głównie na swoich własnych doświadczeniach na polu internetowym.

Z jednej strony na dość pobieżnych obserwacjach różnych portali wędkarskich. Szczególnie często trafiam gdzieś przy okazji poszukiwań przez wyszukiwarki jakiegoś konkretnego tematu. Wtedy też dość często zaglądam na dany portal z ciekawości co tam się dzieje.

Mam oczywiście też kilka (dokładnie dwa), na które wchodzę bardziej regularnie. Jeden to ogromny portal, moloch taki. A drugi to dość podobny do naszego, zaprzyjaźniony, ale niestety mający lata świetności chyba za sobą.

Natomiast z całkowicie innej perspektywy obserwuję nasz portal – Shrap Drakers. Tutaj, można powiedzieć, przeszedłem niemal wszelkie szczeble poznawcze. Od A do prawie Z! Najpierw jako czytelnik, potem nieśmiały uczestnik, następnie pełnoprawny użytkownik.

Była przygoda z redakcją. Pomagałem organizować spotkania, zawody, Wigilie itd. Dlatego też mam dość szerokie spojrzenie na cały ten wędkarski Internet. I jestem przekonany, że wszystkie portale internetowe mają takie same fazy, swego rodzaju schemat.

Spójrzmy tak ogólnie na historię wędkarskich portali. Historię ostatnich kilku lat, bo w takim zaledwie zakresie czasowym mnie to dotyczy. Najpierw powstaje coś niewielkiego, rośnie w siłę i użytkowników.

Przybywa pasjonatów wędkarskich. Wraz ze wzrostem znaczenia w sieci – uzyskuje nowych użytkowników. Z małego portalu robi się coraz większy, wydawałoby się, że coraz ciekawszy. I... w tym momencie często zaczyna się odwrót.

Reklama
Product

⚙️ Zestaw startowy dla początkujących - PROMOCJA!

Kompletny zestaw wędkarski w super cenie. Wszystko co potrzebujesz do rozpoczęcia przygody z wędkarstwem.

Bo, moim zdaniem, najfajniejszy i najbardziej wartościowy jest nieduży lokalny portal. Skupia ludzi z określonego regionu, którzy często łowią na tych samych wodach. Dzielą się między sobą informacjami znad wspólnej wody.

Większość użytkowników to wspomniani przeze mnie na początku wędkarscy praktycy. Ludzie, których warto słuchać i którzy chętnie słuchają. A jak już portal rośnie w siłę (ilościowo) – coraz więcej jest tych wirtualnych i awanturnych...

Zaczynają się różne, nikomu niepotrzebne przepychanki słowne. Portal... staje na rozstaju dróg. Jaki kierunek obrać, czy są środki na rozbudowę, czy może lepiej poprzestać na niedużej, ale prężnej formie...

To są trudne decyzje... I moim zdaniem – tyczy to wszystkich otwartych portali (nie tylko wędkarskich). Bez wątpienia największy boom merytorycznych i rzetelnych portali wędkarskich mamy już za sobą.

Te największe stają się już mało ciekawe poprzez przerost formy nad treścią. Te mniejsze też popadły w dość widoczny marazm. I nie wydaje mi się, żeby była szansa na odwrócenie tej tendencji.

Dlaczego? Chyba następuje już zmęczenie materiału ludzkiego. Bo przecież o wartości i poziomie decydują ludzie, internauci, wędkarze. Ci co mieli coś do powiedzenia – już to powiedzieli.

Często też zniechęcili się brakiem sensownej drogi na przyszłość. A młodzi wędkarze-internauci zasadniczo jeszcze nie mają takiego doświadczenia, żeby przekazywać rzetelną i wartościową informację...

Niestety, Internet niesie też nam spore zagrożenia z całkiem innej strony. Szczególnie tym młodym, ufnym wędkarzom, chciałbym na to zwrócić uwagę. Bardzo łatwo jest wpaść w pułapkę podczas przeszukiwania sieci odnośnie jakiegoś sprzętu, o którym chcielibyśmy się dowiedzieć.

Otóż bardzo często musimy uważać na tak zwane „teksty sponsorowane”. Cóż, takie jest życie, takie są reguły handlu, żeby swój produkt (lub nie swój, ale będąc „opłacanym”) opisać jako mega, ekstra, super i hiper!

Wobec opisów zbyt pochlebnych trzeba mieć się na baczności, a jednocześnie przecież tak doskonałych produktów poszukujemy. Ja od jakiegoś czasu, przynajmniej wobec produktów o sporej wartości, wyznaję zasadę – nie kupuję przez Internet, chyba, że zostało to przetestowane przez znajomych, zaufanych wędkarzy...

Chciałbym poruszyć jeszcze jedną kwestię. Taką dość ogólną... Wędkarzom internetowym chciałbym zwrócić uwagę na jedną bardzo ważną rzecz w kontekście całego naszego wędkarstwa. Bo wydaje mi się, że na portalach internetowych brak jest trzeźwego spojrzenia na rzeczywistość.

Z wielu wypowiedzi wynika, że inicjatywami internetowymi jesteśmy w stanie zmienić rzeczywistość. Moim zdaniem nic bardziej mylnego! Owszem, takie inicjatywy wywołują mój poklask i uważam je za pożyteczne.

Ale jeżeli wszelkich prób poprawienia wędkarskiej rzeczywistości nie spróbujemy przełożyć na pozostałych wędkarzy, tych z nad wody, a nie tylko tych sprzed monitora – nic z tego nie będzie. Dlaczego tak uważam?

Chętnie wyjaśnię. Płacących składki członków Polskiego Związku Wędkarskiego jest aktualnie pewnie z 500-600 tysięcy. Wędkarzy rzeczywiście łowiących – myślę, że dwa razy więcej. Jakkolwiek by nie liczyć – milion wędkarzy w Polsce mamy na pewno!

Ilu z tych wędkarzy zagląda na portale internetowe? Przyjmę bardzo optymistyczne założenie – 50 tysięcy. Ilu z tych 50 tysięcy wchodzi tylko po to, żeby wyczaić gdzie teraz ryba bierze, nie mając w zamiarach nic od siebie dać?

Moim zdaniem więcej niż połowa. Wyszło mi, że świadomie i czynnie może uczestniczyć na wędkarskich portalach internetowych maksymalnie 20 tysięcy wędkarzy. Acz wiem, iż przesadziłem w górę – zauważmy, że jest to tylko 2% wędkujących (20 tysięcy z miliona)!!!

Więc jeżeli tego naszego gadania, starań i przemyśleń nie będziemy starali się „przełożyć” na pozostałych wędkarzy w świecie realnym – będzie to tylko nasze czcze gadanie i nic więcej!!!

Dlatego apeluję: Wędkarzu Internetowy – weź się do roboty! Przełóż swoje gadanie w necie na wędkarską rzeczywistość! Ścigaj patologie nad wodą, idź na zebranie swojego koła, włączaj się do akcji sprzątających, szanuj przyrodę, szanuj rybę, myśl nie tylko przed ekranem monitora, ale także nad wodą!!! Bo z kolei to co nad wodą myślą o internetowych mądralach - miałem „przyjemność” usłyszeć podczas rozmowy dwóch wędkarzy nad Drwęcą.

Było to... wczoraj, wędkarze Ci znajdowali się na drugim brzegu, nie wszystko dosłyszałem więc zdania są trochę wyrwane z kontekstu. Ale dowodzą, że wędkarz nad wodą a wędkarz w Internecie to dwie bajki są.

Posłuchajcie: „Te je...ne pe...ły z ....... (nazwę forum wykropkowałem w całości, ale chodzi o forum zajmujące się szlachetnymi gatunkami ryb) wymyślają jakieś haczyki bezzadziorowe czy, k...wa, zakaz osęki.

Taki pie...ony gówniarz ma kij za kilka tysiaków, złapie jedną czy dwie ryby i myśli, k...wa, że wszystkie rozumy pozjadał! A jak, k...wa wyj...ać z wody dużego łososia bez osęki, no jak???” Dzisiejszy tekst chciałbym zakończyć tematem mi najbliższym w kontekście Internetu i wędkarstwa.

Oczywiście chodzi o jedyny portal wędkarski na którym czynnie brałem (i biorę jak widać) udział: Shrap Drakers. Przez ostatnich kilka lat to było moje bardzo wydajne wirtualne łowisko. Z Niego dowiedziałem się wielu nowych rzeczy wędkarskich, na Nim dane mi było napisać kilka tekstów, poznałem wielu fajnych, wartościowych ludzi, znalazłem swojego wędkarskiego Przyjaciela...

Oczywiście, zdarzały się również chwile mroczniejsze, trudniejsze, chwile zawodu i zwątpienia. Ale dopóki plusy dodatnie przeważają nad plusami ujemnymi... warto i trzeba próbować! Pisać, czytać, uczyć się, pomagać.

Cieszyć się tym naszym okienkiem w Internecie. Czego sobie i Wam życzę w nadchodzącym sezonie

Reklama
Premium wędkarstwo

🎣 Premium Wędkarstwo - Dołącz do Elity!

Odkryj ekskluzywne produkty i techniki używane przez mistrzów wędkarstwa.

💬

Komentarze

Dołącz do dyskusji i podziel się swoimi przemyśleniami

0 komentarzy

Dołącz do dyskusji!

Zaloguj się, aby dodać swój komentarz i podzielić się doświadczeniem

📚

Podobne artykuły

Odkryj więcej fascynujących treści, które mogą Cię zainteresować

Sandaczowy sezon na Narwi - 2019
📖 ~5 min
Wędkowanie Szczupak

Sandaczowy sezon na Narwi - 2019

W tym roku szybko, krótko i na temat. Sezon wędkarski 2019 rozpocząłem bardzo późno, kuter wrócił z generalnego remontu w RiverBoat na początku sierpnia, więc zacząłem łowić dopiero od połowy miesiąca, ale ciepły listopad i grudzień pozwoliły na łowienie do samego początku okresu ochronnego, czyli do 31 grudnia. Praktycznie jak co roku, 99% wypraw było skierowanych w kierunku sandaczy, 100% ryb jak zawsze wróciło do wody.

👤 bysior 👁️ 1,499
02.02.2020
Podsumowanie sezonu 2013
📖 ~5 min
Wędkowanie Szczupak

Podsumowanie sezonu 2013

Jak obiecałem, tak robię! Po raz kolejny piszę dla Was małe podsumowanko poprzedniego sezonu. Na wstępie dodam, że piszę teksty tylko na tym forum. Dlaczego? Ponieważ to jedyne forum, które znam, na którym nie ma tyle zazdrości i złośliwości. Moje odczucia, do Was, ludzi tu piszących są wyłącznie pozytywne, nic dodać nic ująć.

👤 chojny83 👁️ 3,450
13.01.2014
Skandynawskie eldorado na Mazurach
📖 ~5 min
Wędkowanie Szczupak

Skandynawskie eldorado na Mazurach

W zasadzie to miałem napisać dwa zdania na forum, zamieścić zdjęcie i zająć się oglądaniem meczu Anglia- Brazylia. W ostatniej chwili jednak, postanowiłem się trochę wysilić, gdyż wróciłem pamięcią do momentów, gdy sam czytałem z zaciekawieniem dłuższe opisy wypraw kolegów ze Shrapa. A jest co opowiadać...

👤 krzysiex 👁️ 5,574
19.06.2013