Zacznę od podziękowań dla Kaza.
Wybrałem się dziś ze znajomym nad żwirownię w Grabówcu pospinningować. Po jakimś czasie zobaczyłem opuszczającą plac boju postać Krzyśka Millera. Następne dwie godziny bez kontaktu z rybą. Pada decyzja-kończymy. Po powrocie nuży mnie perspektywa siedzenia w domu, chodzi mi za to po głowie boleniowa miejscówka darząca przez ostatnie dni fajnymi rybami. Nawijam na szpulę kołowrotka zakupiona dziś u Darka 0,25 i ruszam nad wodę. Główka pokryta jest solidną warstwą wody - obiecujący zarówno napływ jak i zapływ główki. Wiążę do żyłki agrafkę, zakładam wodery i ruszam. Pierwsze 1,5 godziny bez uderzenia, ucinam krótką pogawędkę ze spacerowiczem na temat woblerów po czym łowię dalej. Pierwsze uderzenie na salmowskiego thrill'a - po krótkiej walce 51cm maluch ląduje na brzegu. Zmieniam troszkę taktykę łowienia wprowadzając do wody woblery ostrym szarpnięciem, powodującym sznur koralików powietrza za przynętą - na efekt nie trzeba długo czekać - następna rapka szaleje na wędce, lecz po krótkiej chwili spada.
Zmieniam woblera na niezawodnego dla mnie w tym roku tendera dorado. Parę rzutów przed napływ gdzie rapa zbiera owady z powierzchni, po trzech metrach lej na wodzie a srebrna torpeda pruje z siłą lokomotywy w dół rzeki. Jakimś cudem udaje mi się ją powstrzymać przed pokonaniem linii przelewu. W duchu dziękuje za nawiniętą 0,25. Po siłowej walce ryba jest moja-piękna i gruba w karku jak amur. Miarka wskazuje równo 80 cm - to moja życiówka. Klnę się w duch za brak aparatu. Pozostają mi nieszczęsne zdjęcia wykonane wiekową nokią. Wypuszczam rybę,ze świadomością, że to może być moja ryba roku a może i rapka życia. Zaczynam rozumieć co niektórzy tak kochają w boleniu...Pozdrawiam.
Haven't seen such profitable plans? Check mine!
forex market