Lokomotywa.
Stoi przed stacją lokomotywa,
nie tłusta, ogromna, pot z niej nie spływa.
Lecz stoi i dymi, dyszy i sapie,
Gdy spali jednego za drugiego łapie.
Wciąż kaszle i dycha, lecz ciągnie i jęczy,
że tyle ten nałóg kosztuje pieniędzy.
I pali i pali tak jeden za drugim
i snuje się za nią kłąb dymu długi.
A Ona stoi, choć kaszle, to pali,
kłąb dymu z komina nieustannie wali.
A kto to, a kto to, tak kaszle i jęczy,
to palacz, któremu nie szkoda pieniędzy
On stoi przed stacją, jak lokomotywa
a z tego palenia wciąż nic nie wypływa.
Wciąż pali i pali, kaszle i łka,
spytacie kto taki? Odpowiem to ja.
Już widzę światełko jasne w tunelu,
to światła są stacji, dotarło tam wielu.
I pytam sam siebie, czy wjechać tam chcę,
ja dym wypuszczając, mówię, że nie.
Trudno tak nagle się wyzbyć nałogu,
więc go ograniczę w swoim prologu,
by ostatecznie już bez nałogu,
wjechać na stację w swym epilogu
Stoi przed stacją lokomotywa,
nie tłusta, ogromna, pot z niej nie spływa.
Lecz stoi i dymi, dyszy i sapie,
Gdy spali jednego za drugiego łapie.
Wciąż kaszle i dycha, lecz ciągnie i jęczy,
że tyle ten nałóg kosztuje pieniędzy.
I pali i pali tak jeden za drugim
i snuje się za nią kłąb dymu długi.
A Ona stoi, choć kaszle, to pali,
kłąb dymu z komina nieustannie wali.
A kto to, a kto to, tak kaszle i jęczy,
to palacz, któremu nie szkoda pieniędzy
On stoi przed stacją, jak lokomotywa
a z tego palenia wciąż nic nie wypływa.
Wciąż pali i pali, kaszle i łka,
spytacie kto taki? Odpowiem to ja.
Już widzę światełko jasne w tunelu,
to światła są stacji, dotarło tam wielu.
I pytam sam siebie, czy wjechać tam chcę,
ja dym wypuszczając, mówię, że nie.
Trudno tak nagle się wyzbyć nałogu,
więc go ograniczę w swoim prologu,
by ostatecznie już bez nałogu,
wjechać na stację w swym epilogu