Byłem na rybkach (co nie jest łatwe przy maluszku) i w chwilach, gdy udało mi się trafić sznurem w wodę, jednocześnie nie splątawszy go, złowiłem swoje pierwsze muchowe rybki w tym roku (wreeeeszcze ...).
Szału nie było jeśli chodzi i wielkość i ilość, bo na razie cienki ze mnie muszkarz, ale radości było co niemiara:
Płoteczki (jak agresywnie biorą na muszkę, a walczą tak, jak dwa klenie razem wzięte!):
I klenik (nie mierzony z uwagi na zapomnienie gdzie jest miarka i szybkie wypuszczenie, ale przyłożony do wędki i potem zmierzony mniej więcej w domu) - czterdziestaczek (ale było z nim zabawy! Branie z chlapnięciem na powierzchni, potem murowanie, wygięta muchówka ...!):


