Ja ołów mam z odzysku - od wulkanizatora, a przekonałem się, że ciężarki do wyważania alumfelg biją wszystko na łeb. Balsa dla mnie to kiepski materiał, przede wszystkim kosztuje i jest okropnie miękka, sandacz wyrywa lakier, malowanie i kawał drewna jak dasz mniej niż 6 warstw porządnego lakieru. Poza tym balsa nie pije lakieru, trzeba impregnować gotując, a takie sztuczki w domu przypłaciłbym niezłym oprd. Zastanawiam się nad brzozą, Jotes stosował i to były porządne woblery. A na kleniki używał drewna cyprysowego (to niezły wyga, wyczaił skąd wziąć za darmo takie cudo). Dodaje jeszcze fotkę wobków już ukończonym w tamtym roku na wiosnę, to kombinacja sprayu i lakierów do poznokci plus dwie sztuki zrobione metodą Jotesa. Dla mnie Jotes to Mistrz i to taki stary, dobry, przyjazny, pomysłowy, otwarty (i okradzony z własnych patentów - ale to nad wodą), pisany przez ogromnie wielkie M i jego metoda robienia łuski rybiej domową metodą jest niedościgła. Może jutro wynajdę jego dzieła (nie używam!!!!!!!, gdybym stracił to chyba zapłakałbym się na smierć).