Kolejność problemów wg mnie jest taka:
1. Rybacy (łącznie z "odlowa kontrolnymi" drapieżników na tarliskach i innymi patologiami)
2. Wędkarze mówiąc zgodnie z RAPR zgodnie z zasada "wszystko w tubę"
3. Śladową ochrona wód = kłusownicy "zwyczajni" + kłusownicy wedkarscy
Ja bym nie umniejszal odlowow rybackich Niszczu. Wg mnie biją na łeb inne problemy. Jednak taki zaciag siecią (a u nas popularna ostatnio jest spływów nocą po całości od brzegu do brzegu na dwie lodki. Sam mało co nie wpadłem w taka sieć - silnik wyjąłem w ostatniej chwili - z jakieś 6 lat temu). Ryby migrują - moze nie jak łososie, ale jak na ilustam km rzeki nie ma rybakow to i tak populacja dostała po dupie za sprawa kilku innych brygad.
A tacy weekendowi wędkarze z pickerami to jednak nie łowią tak duzo jakieś krapiki itp.
No dobrze. Załóżmy (może i tak jest), że największym problemem są rybacy (choć jeśli piszesz rybacy, to też trzeba zauważyć, że gdyby te odłowy były zgodne z operatami (biała ryba, limity itd.) to nie miałyby on aż takiego negatywnego wpływu na rybostan - największym problemem nie są same odłowy, a ich właściwie kłusowniczy charakter).
Drugie założenie, Ty łowisz na Narwi, ja na Wiśle i nie chcemy tego zmieniać, bo mamy blisko i wyjazd 50-70km na łowisko nie wchodzi w grę bo to zrezygnowanie z 2/3 wyjazdów nad wodę.
Trzecie założenie - niestety wędkarzy którzy chcą cokolwiek zrobić jest w najlepszym wypadku 10%.
No to podstawowe pytania - czy opłacenie składki w innym okręgu cokolwiek zmieni na wodzie, na której łowimy? Czy większe szanse na jakąkolwiek zmianę daje bierne przyglądanie się z koła sąsiedniego okręgu? Czy może działanie w kole, które opiekuje się wodą, na której łowię i na której te "quasi-kłusownicze" odłowy są prowadzone?
Dla mnie najlepiej to widać po spojrzeniu na skrajne postawienie sprawy.
Sytuacja nr 1. Wszyscy porządni wędkarze opłacamy składki w OC (choć i tak okręgową musimy wykupić w OM, żeby móc łowić na "naszej" wodzie). W kołach OM zostają Ci, którym jest wszystko jedno i Ci, którym dotychczasowy układ pasuje, bo czerpią z tego profity. Czy cokolwiek ma szansę się zmienić? OM ma niewiele mniej kasy, ale praktycznie nikt nie protestuje, nikt nie zdaje niewygodnych pytań. Zarząd na luzie rąbie tych co zostali (niestety ogromna większość) w okręgu.
Sytuacja nr 2. Dużo porządnych wędkarzy zaczyna coś robić w swoich kołach OM. Są tego jakieś efekty, akcje są nagłaśniane. To mobilizuje kolejnych wędkarzy, którzy do tej pory nie wierzyli, że w OM można cokolwiek zdziałać. Na zebrania w kołach przychodzi coraz więcej wędkarzy "świadomych" problemu. Z kolejnych kół sypią się wnioski o aneksowanie operatów i zaprzestanie odłowów gospodarczych. Coraz więcej jednostek SSR, ale i wędkarzy zgłasza nieprawidłowości i przekraczanie uprawnień przez rybaków.
Czy taka coraz większa presja na zarząd OM może wymóc zaprzestanie albo chociaż ograniczenie liczby i działalności brygad rybackich? Kto wie... W skrajnym przypadku kół "postępowych" jest tyle, że dochodzi do zmiany "władzy" i skruszenia betonu.
A może w ogóle jedyną drogą jest droga ustawodawcza? Może w tą stronę trzeba zastanawiać się co robić?