Odwiedziłem dziś z bratem swoje stare bużańskie rewiry i miałem dzień pełen emocji...
Na początku wydarzyła mi się przedziwna historia.
Zacznę od tego, że gdzieś pod koniec czerwca łowiłem w tym samym miejscu, co dziś, i na zatopionych gałęziach drzewa urwałem woblerka. Woda była wtedy o jakieś 1,5m wyższa i próby wyczepienia zaplątanego wobka z plątaniny patyków skończyły się niepowodzeniem.
Dziś, przy niższej wodzie, patyki częściowo wystawały z wody, więc poszedłem w to miejsca, z nadzieją, że może gdzieś tam mój wobek wisi.
Doszedłem na miejsce, przyglądam się patykom i widzę, że na wodzie, pośród tych sucharów, na boku leży ryba - biały brzuch, srebrne boki i czerwone płetwy - jaź, albo kleń. Nachyliłem się i zauważyłem, ze rusza pokrywami skrzelowymi, więc trąciłem go lekko ręką, ale nie odpłynął. Delikatnie podebrałem go pod brzuch i już byłem pewien, że to jaź, taki nieco ponad 30cm. Patrze na rybę i oczom nie wierzę - z mordy wystaje mu wobler😲, drugi rzut oka na wobka... i już wiem, że to mój Siek, którego zostawiłem na tych patykach prawie 2 miesiące temu!!!
Wobek musiał oplątać się wtedy żyłką o gałęzie i zerwany tańczył pod wodą w nurcie...aż zaatakował go ten nieszczęśnik.
Nie wiem ile ryba tam wisiała, ale ostro walczyła o życie, bo wobler nie miał steru i jednego grota w kotwicy. Ponieważ jeszcze żył, próbowałem go z pół godziny reanimować w nurcie, ale niestety nic to nie dało :( Był na tyle wymęczony, że już nic się nie dało zrobić:bezradny:
Zrobiłem mu tylko fotkę i...skróciłem jego męki.
Niedługo potem emocje sięgnęły zenitu, gdy na rafie, w Kenarta huntera, uderzył mi kleń gigant!
Na początku myślałem, że mam bolenia, ale coś mi nie pasował sposób, w jaki ryba walczyła. Bardziej mi to przypominało szczupaka - energiczne machanie łbem pod wodą i kilka długich odjazdów, cały czas przy dnie. Dopiero jak mi się udało podciągnąć rybę do powierzchni, zobaczyliśmy przez sekundę ogromny ogon, grubaśny biały brzuch i czerwone płetwy. Razem z bratem zgodnie stwierdziliśmy, że to kleń, i to grubo ponad 50cm! Niestety do happy endu, czyli pamiątkowej fotografii, zabrakło tak niewiele...wystarczyłaby nieco mocniejsza od drucianego VMC kotwica brzuszna...ehhh ;(
Jedyne co może cieszyć po takim dniu, to niesamowita ilość małych szczupaczków w Bugu, co dobrze rokuje na przyszłość. Polując na klenie na przelewach i rafkach złapaliśmy takich pistoletów po kilkanaście sztuk od 20 do 40cm.
Jak nie zostaną przerobione na kotlety, to za 2-3 lata będzie z nich pociecha.