Choć wieczorny zachód słońca wróżył ciepłą noc i piękny poranek to około 23.00 rozpadało się i padało do dzisiejszego przedpołudnia.
Jednak pomimo ciągłych, aczkolwiek słabych opadów deszczu postanowiliśmy wyjść na nocne łowy - bo jak mawiają starzy ludzie wędkarstwo jest dla twardzieli 🎉🎉🎉a mięczaki nie oglądają filmy ze Szwecji😜😜😜
Tak więc parę minut po drugiej kotwiczymy łódkę na naszej ulubionej i ostatnio bardzo szczęśliwej miejscówce.
Nawet nie wiem jak to się stało, odpaliłem sobie fajeczkę i w między czasie rozmawiając z Kiką, który zbroił kija, zarzuciłem sobie przynętę i bach - pierwsze podbicie gumy i siedzi - tak sobie właśnie pomyślałem, że te moje dzieci muszą mnie bardzo kochać - bo jak to napisał - Krzyko "One wiedzą że Garbus garbusowi oka nie wykole czy jakoś tak to było"
tym samym otworzyłem nocne łowy i tak już leciało do samej 6.00 rano
deszcz nie przestawał padać a myśmy nie przestawali łowić - kurde w końcu 😄😄😄
Podsumowując złowionych zostało 9 sztuk okoni w przedziale 41cm-49 cm oraz 11 sandaczyków w rozmiarze 49-53 - jeden rocznik, jak również 3 śmierdziele😄😜😄 (szczupaki), z którymi nikt nie chciał się fotografować w przedziale 55 cm-73cm.
Kilku godzinne mokre, nocne wędkowanie można zaliczyć do udanych. Pocieszającym faktem jest że w końcu mętnookie psy się pokazały i mam nadzieję że z dnia na dzień będzie lepiej tzn. będą większe sztuki. Tak więc miłego wieczoru - czas troszkę poodpoczywać - bo dziś powtórka z rozrywki.
P.S. Rapa - kij sprawił się jak "Leon Zawodowiec" - niedługo zaczniemy na rzece.