Na gumiaka z brzegu? No widzisz, lepsze efekty niż my z łódek dzień w dzień ;) Wczoraj kumpel kupił dwa kije pod sandacze, St. Cruix i Batsona, cw. do 18 i 20 gram, kosy niesamowite, kasa zresztą też niekiepska. Chyba muszę swoją pałę zamienić na coś bardziej finezyjnego...
Co do sumów wczorajszych, nie będę za wiele pisał, bo nie będzie co do artu napisać ;), a skrócie mogę powiedzieć tak: spalina, elektryk do manewrowania, 7 kwoków, rosówy, małży nałapaliśmy całe wiadro aczkolwiek niedużych i do tego głęboko pozakopywane były, do tego madcaty oczywiście. Siedzieliśmy od 18.00 do 21.30 - spływaliśmy i po dziurach 5m, 4m, 3m. Spływaliśmy po ciemku trochę płycej. W sumie mieliśmy 4 wyjścia konkretne, jedno podwójne, fajnie się podniosły - już liczyliśmy na podwójny hol ;) Ale żaden nie był zainteresowany mięchem i madcatem na tyle, żeby zeżreć. Zapis na echu był naprawdę podnoszący adrenalinę, niestety za aparat złapałem za późno. Jak zwykle przy takich akcjach ;) Wyjść na tyle czasu też bardzo mało, kiepski dzień. Wrzesień, jeszcze taki jak teraz - woda 21,6 stopnia, to czas tych największych kabanów. Trzeba próbować. Dzisiaj chyba popłynę pod filary na stacjonarkę i sandacze jeszcze odpuszczę. Jak łódkę z gówien umyję.... ;) ;) ;)