Ja dzisiaj w nocy wystartowałem nad wodę, dodatkowo ze skaczącym gulem bo dostałem od Garbusa mms'a z sandaczowym pyskiem :P Miałem niezłego niefarta, nad wodą byłem nieco po drugiej, po chwili przypłynął gościu łódką, który stanął mi na miejscówce więc musiałem spadać. Wpadłem na następne wolne miejsce, za chwilę za plecami słyszę: biorą? Więc pognałem na inne miejsce, ale już sporo mniej obiecujące. Zrobiło się już widno, słońce zaczęło palić, było trochę po piątej. Wściekły jak pies poszedłem na ostatnią główkę wolną, założyłem wobka i złapałem chociaż małego bolenia. Tak więc sezon nie rozpoczął się fajnie - ale wieczorem z Adamem płyniemy już łódeczką więc może będzie lepiej...