Wieści znad Narwi
Sezon wędkarski 2011, 2010 i 2009
Nie znam tamtych okolic gdzie w okilicach Pułtuska można spokojnie zwodować duży ponton 4.60 z slinikiem 25km i zostawić samochód.
Zawsze się może trafić jakaś menda :bezradny: lub inny zwierz koń lub krowa.
Hairy masz kółka w pontonie?
Na pierwszej miejscówce spotkałem Krzyśka - niestety brań zero. Pewnie przez tą pogodę.... siąpi, wieje, zimno... Nic to - staję 300 metrów niżej, rzucam kamień i oddaję pierwsze rzuty testowaną TR8.
Po godzinie mam jedno delikatne skubnięcie. Niestety jeszcze nie ten refleks i nie udaję mi się zaciąć ryby. Branie było na uśmiechniętą marchewę relaksa.
Przypominam sobie o zrobieniu testowego zdjęcia, o którym pisał Paweł w swoim artykule. Tak więc odkładam na chwilę wędkę, stawiam rapowy telefon na rufie i cykam sobie fotkę.
Teraz już wiem, jak trzymać tego wielkiego sandacza do zdjęcia!
Przez kolejną godzinę nie mam żadnego kontaktu z rybą, kieruję się w stronę Pułtuska i obławiam dokładnie wszystkie filary. Niestety pogoda się pogorszyła, zaczęło mocno wiać a mżawka wściekle biła w twarz. Na zegarku pierwsza w nocy. Za dwie godziny ma przyjechać Przemek z Wyszkowa. Płynę za zakręt, gdzie wieje trochę mniej, rzucam kamień niedaleko od brzegu i idę spać.
O 3 budzi mnie telefon - "Jestem już na przystani, dawaj przypływaj!" Tak więc zawijam się do Przemka na przystań, który już walczy ze swoją maszyną desantową.
Po 45 minutach zmagań, ponton jest zrzucony na wodę.
Płyniemy w górę i stajemy na pierwszej miejscówce.
Po parunastu minutach bez brania spływamy w dół.
Zatrzymujemy się obrzucać okolice filarów mostu na Wyszków.
Potem stajemy blisko miejsca, w którym łowiłem w nocy. Bandzior w pełnej krasie.
Po chwili słyszę: siedzi!
I za kilka chwil Bandzior prezentuje swoją zdobycz, która okazuje się potem, największą i jedyną rybą naszej narwiańskiej wyprawy.
Potem płyniemy w dół. Zatrzymujemy się w ciekawszych miejscach, w rynnach, w zatokach. Płyniemy aż do miejsca, w którym Kaczy miał mega branie. Niestety stoją wędki rzucone z brzegu, chwila kłótni z wędkarzami z pobliskiego domku ;P i płyniemy z powrotem w stronę pułtuskiej przystani.
Mimo tego, że pogoda była raczej paskudna, ryby nie brały (przepraszam, zapomniałem o szczupaku ;)) było bardzo sympatycznie! 👏
Większość z nas wymiekła w tym czasie (w tym ja oczywiście też - spałem sobie smacznie słuchając odgłosów kropli deszczu o parapet😄).
A swoja drogą to ciekawe: taka marna pogoda latem nas przestrasza, a jesienią to normalka i na ryby chodzi się bez względu na te kaprysy pogodowe🤔
Brawa za determinacje i wiarę w sukces w tak nie sprzyjających warunkach pogodowych👏
Na pewno było by nam cieplej, jeśli coś by się działo na wodzie, a z jednym braniem traci się wraz z upływem czasu i nadzieję i chęci do dalszego łowienia. Ale kto nie próbuje ten nie pije szampana!
Ale za to ile fajnych miejscówek namierzyliśmy w dole rzeki... :)
Zaloguj się aby dodać odpowiedź.