I chociaż wędkowania w sumie było naprawdę niewiele, bo zaledwie 1,5 godzinki, to wyprawę uznaję za bardzo udaną.
Orzyc jest piękny i dziki.
Zdążyłem odwiedzić 3, 4 szybkie miejscówki, z czego miałem 2 kontakty z rybami - 1 szczupły niewymiarek, który szybko wrócił do wody i 1 szczupły sporych rozmiarów, którego z wody nie wyjąłem. Ten drugi wziął na 3 m lince w blisko 2 metrowej rynnie pod brzegiem, na którym rosło stare, rozłożyste drzewo. To ono uniemożliwiło mi skuteczne zacięcie, gdyż zatrzymało mój kij mniej więcej w połowie akcji zacięciowej (po prostu walnąłem w nie spinem podczas próby zacięcia). W efekcie szczupły chwilę pochodził w rynience i spadł. Na gumie zostawił piękny autograf w postaci okazałych zębów i tyle go widziałem.
Dałem mu odpocząć 5 minut, ale nie powtórzył uderzenia.
Potem moja ekipa zaczęła przebąkiwać, że zimno, że zaczepów dużo, że tamto, że siamto i zmuszony byłem wrócić do domu. Ale wypad uznaję za udany, no i poznałem piękną rzeczkę, nad którą z pewnością wrócę nie raz, a już na pewno przynajmniej kilka razy zawitam nad jej brzegi wiosną.
Kilka zdjęć:







A skończyłem na takim oto meanderku (niestety aparat bez funkcji zadjęć panoramicznych więc meander jest w 2 częściach :) )


Więcej fotek w dziale galeria, jak Bysior założy dział Orzyc w Naszych Łowiskach, o co Admina Szanownego upraszam niniejszym ;-) :-)