No i niestety wszystko co miłe szybko się kończy.
5 wędkarskich dni w okolicach Słupska minęło jak z bicza strzelił.
Do środy włącznie łowiłem tylko na Słupii i pomimo wydawałoby się idealnych warunków(sztorm, wysokie ciśnienie i lekko trącona woda) na srebrniaka, jedyne co uświadczyłem to branie na prowadzoną z prądem obrotówkę w okolicach "Chińskiego muru" w Bydlinie. Niestety ryba chyba odganiała jedynie blachę z zamkniętym pyskiem, bo nie udało się jej zaciąć. Złowiłem za to trzydziestokilku centymetrowego potokowca.
Czwartek i piątek poświęciłem ulubionej Łupawie poniżej elektrowni wodnej w Smołdzinie. Na tej rzece wynik był podobny, bo również niezacięte branie i złowiony potokowiec w takim samym rozmiarze co na Słupii, jednak w zupełnie innej szacie kolorystycznej(taki mikro srebrniak). Widziałem też spław ładnej trotki pod tamą i miałem wyjście około pięćdziesięcio centymetrowej ryby(nie mam pewności czy to troć czy potok) do woblera spod zwalonego drzewa.
Pomimo, że fizyczny cel wyprawy(złowienie troci lub łososia) nie został osiągnięty, to udało mi się świetnie odpocząć i naładować akumulatory na najbliższe miesiące.