W tym roku kalendarz był łaskawy i dzięki temu, że 1 lipca wypadał w poniedziałek można było rozpocząć sezon sumowy już w niedzielę.
Początkowo plan był prosty- start w niedzielę rano i cały dzień trollingu za wąsem. Niestety plan planem, a rzeczywistość rzeczywistością. Spóźniona o tydzień Janówka pogrzebała jakiekolwiek marzenia o pływaniu w nurcie pontonem(wysoka na 350cm woda w Warszawie niesie sporo śmieci w tym takie, które poważnie zagrażają bezpieczeństwu jednostek pływających).
Jako, że szkoda było zmarnować wynegocjowanego wcześniej wyjściowego- trzeba znaleźć alternatywę.
Na ZZ jestem "obrażony" za ilość wariatów na szybkich łodziach, skutecznie uprzykrzających wędkowanie, więc trzeba wymyśleć coś innego.
Po wielu rozmowach z bardziej doświadczonymi Wiślakami wybór pada w końcu na ujście jednego z warszawskich portów. Białoryb powinien się tam chronić przed wysoką i mętną wodą, a za nim podążą drapieżniki- tyle teorii;)
O godzinie 20:30 meldujemy się z kolega w porcie i rozkładamy cały majdan. o 21:15 jesteśmy na wodzie i płyniemy od razu w stronę ujścia. Płynąc widzimy masy uklei i atakujące je Bolenie- wszystko zgodnie z założeniami.
Pierwszy rzut, kilka szybkich obrotów korbką i na kiju czuć przyjemnie pulsujący ciężar(brania na miękkim kiju i żyłce nie są zbyt elektryzujące, ale za to skuteczne).
Po fajnym holu na pokładzie melduje się Boleń. Miarka pokazuje 64cm- całkiem sympatycznie:)
Szybka reanimacja:
I darmowy prysznic:
Niestety w momencie, gdy zapadły całkowite ciemności drobnica gdzieś się rozeszła(brak śladów na wodize i echu), a z nią zniknęły Bolki.
Punktualnie o północy do wody lądują sumowe baryły najróżniejszej maści, jednak bez skutku. Wąsów nie widać i nie słychać.
Kolega o 1:30 schodzi na ląd i zostaję sam na resztę wyprawy.
Po godzinie bezowocnego trolla i spina(na zmianę), dopada mnie kryzys i muszę się zdrzemnąć. Tuż przed czwartą budzą mnie ataki Bolków- pora działać, może i wąsacze zgłodniały. Niestety chyba przeszły na dietę(albo bardziej prawdopodobne po prostu ich tam nie było tego dnia) ;)
Próby dobrania się do skóry Bolkom kończą się tylko na dwóch odprowadzeniach- za widoku są dużo bardziej ostrożne w stojącej wodzie.
W pewnym momencie mam branie na szybko prowadzonego wobka boleniowego, ale ryba jakoś dziwnie idzie.
Ku mojemu zaskoczeniu przy pontonie melduje się naprawdę przyzwoity okoń. Niestety w trakcie mierzenia daje susa i ląduje za burtą, więc fotki nie będzie, a szkoda bo przy pomiarze wyszło 34cm.
Pływam jeszcze do 10tej, jednak już nic się nie dzieje, więc zwijam graty i wracam do domu.
Podsumowując: suma nie było, ale Bolek i Okoń dały trochę frajdy, a cisza i spokój pozwoliły naładować akumulatory:)