W zeszły weekend wybrałem się poływać po królowej.
Zwodowałem się na Grochalach, odpływając od brzegu spotykam kolegę dun-ka który przyjechał z federkami. Po dłuższej pogawędce dzwonię jeszcze do kolegi Mariusza "mario". W końcu odpływam od brzegu. Omijam płycizne i kieruje się w stronę ostróg, nagle dzwoni telefon. Na wyświetlaczu napis: Król Tarcho Mariusz, odbieram i nawiązuje się rozmowa. Mariusz pyta się czy dziś pływam a ja odpowiadam że tak. Mariusz mówi żebym spojrzał w prawo i mnie zatkało. Na moim rewirze pojawił się sam Król Tarcho 👋
Podpływam do ostrogi i widzę też Królową. Witam się z najjaśniejszym władcą (żarcik) i królową oraz kolęgą Króla.
Po rozmowie rozchodzimy się, odpływam na swoje miejscówki. Niestety ale rybki nie "gryzą" więc spływam na upatrzoną wczesniej wyspę żeby rozbić obóz. Po drodze przypominam sobie o przykosie która znajduje się przy burcie. Wędkując w ciszy słysze w oddali głosy, dostrzegam zblirzający się po wodzie dziwny obiekt pływający, myślę kontrola. Powoli obietk zbliża się w moją stronę, im bliżej tym bardziej dostrzegam że ten obiekt to tratwa z beczek i pali. Gdy chłopaki przepływają pytam się skąd płyną, a oni odpowiadają że z Krakowa.
Po godzinie wędkowania spływam na wspomnianą wyżej wyspę, rozbijam obóz i szykuje kolację. Przy okazji podziwiam samoloty które podchodzą do lądowania w Modlinie. Widoki piękne a szczególnie w porze nocnej.
Kiełbaski skwierczą na ogniu, a tu słychać pluski w wodzie. Chyba jakiś drapieżnik przypłynął na kolację. Uderzenia robią się coraz silniejsze, wnioskuję że to sum. Niestety ale po godzinie biczowania wody nie mam kontaktu z ryba. Idę dokończyć kolację. Przy okazji włączyłem sobie film w telefonie, taki niby horor. Uwierzcie mi ze będąc na wyspie sam jak palec strach mnie obleciał, cos w drzewach łamie gałęzie :stres:
Wyłączyłęm film w połowie i położyłem się spać z nożem w ręku. Nie ukrywam,cykora miałem.
Rano pobudka i pora powędkować, płynę na przykose. Po dłuższym wędkowaniu nie mam nawet brania. Wróciłem do obozu i spakowałem wszystko do pontonu. Płynąc w górę rzeki zatrzymuję się na kolejnych miejscówkach na których też nie mam kontaktu z rybą.Co się dzieje?Kłusownicy, ryby wytłukli sieciami, nie wiem.
Płynę po Huberta vel hubertkaminski który chce dołączyć do wyprawy i pospinningować w nocy.
Odbieram Hubiego i płyniemy na miejscówkę z głęboką przykosą. Najpierw rozbijamy obóz a potem wypływamy na przykosę i też nie mamy kontaktu z rybą.
Wracamy do obozu na kolację.
Rano pobudka, kijek w rękę i nad wodę. Kilka rzutów i mam branie. Krótki hol i rybka ląduje w podbieraki.
Szybka fotka i do wody. Wołam Huberta żeby brał kij w rękę bo ryby biora. Za chwilę już razem wędkujemy. Po chwili kolejne branie, hol i kolejna rybka w podbieraku która wraca do wody.
[video=youtube]http://www.youtube.com/watch?v=p4ufakZEIz4[/video]
Za chwilę Hubert ma branie, dłuższy hol i ładny boleń ląduje w podbieraku.
I kolejna rybka odzyskuje wolność.
Hubert postanawia chwilę odpocząć.
Ja nie odpuszczam i holuje kolejnego bolenia który jak poprzednie rybcie wraca do wody.
Po krótkim czasie stołówka powoli pustoszeje od boleni i ja kończe ten krótki ale fajny wędkarski poranek.
Widok na ścianę Szymańskiego, miejscówka fajna ale kiedyś straciłem tam nową kotwice którą Królowa polskich rzek porwała w mętną odchłań .
Nasze szpady czekają na kolejną wędkarską wyprawę.
Dzięki Hubi za towarzystwo i do następnego 👍
ps. jutro kolejna noc na Wiśle w towarzystwie Dominika vel domin, mam nadzieje że ryby dopiszą:P
pozdrawiam