Witam wszystkich, jestem nowym użytkownikiem portalu, lecz od dawna moją pasją jest wędkarstwo wędkuję oczywiście na Wiśle jest to odcinek rzeki od mostu w Modlinie do miejscowości Gniewniewice, odkąd pamiętam nie było nigdy problemu ze złowieniem sandacza, jednak w ostatnich 3 latach sporo się zmieniło, i bardzo ciężko jest teraz złowić przyzwoitą sztukę, czy któryś z szanownych kolegów może mi coś podpowiedzieć o co w tym wszystkim chodzi, bo ja już wszystkie pomysły i odpowiedzi na ten temat chyba wyczerpałem.
Wieści znad Wisły
Sezon wędkarski 2014
Nawigacja
Witam wszystkich, jestem nowym użytkownikiem portalu, lecz od dawna moją pasją jest wędkarstwo wędkuję oczywiście na Wiśle jest to odcinek rzeki od mostu w Modlinie do miejscowości Gniewniewice, odkąd pamiętam nie było nigdy problemu ze złowieniem sandacza, jednak w ostatnich 3 latach sporo się zmieniło, i bardzo ciężko jest teraz złowić przyzwoitą sztukę, czy któryś z szanownych kolegów może mi coś podpowiedzieć o co w tym wszystkim chodzi, bo ja już wszystkie pomysły i odpowiedzi na ten temat chyba wyczerpałem.
Zapomnij o sandaczach nad Wisłą w tym rejonie. Jeśli są to małe, a większych niedobitków jest z roku na rok coraz mniej.
Niema co glowkowac.Poprostu wszystko zostalo zberetowane i zostały ostatki które mają ciężko:bezradny:
Hmmm... zberetowane przecież to jest Wisła a nie staw na tym odcinku jest szeroka i ciekawa mają sie te rybygdzie podziać, gluty się trafiają, a gdzie te większe zmieniły swoje przyzwyczajenia
Hmmm... zberetowane przecież to jest Wisła a nie staw na tym odcinku jest szeroka i ciekawa mają sie te rybygdzie podziać, gluty się trafiają, a gdzie te większe zmieniły swoje przyzwyczajenia
Dlaczego "Gluty"? Bo te które akurat mieszczą się na patelni i większe są wybierane, natomiast zarybiane jest głównie maluszkami jak te:
Najzwyczajniej w świecie nie mają kiedy urosnąć. I co gorsze rozmnożyć... Mamy do czynienia z równią pochyłą do pustej balii.
Edit: Źródło zdjęcia
OT: zapraszam na tą stroną - moje Koło wędkarskie
Widzisz kolego @kredek, nawet taką dużą rzekę jak Wisła też można wykończyć..
Pozostały same maluchy i pojedyncze większe ryby które ciężko namierzyć a i ich czas też jest policzony..
Pozostały same maluchy i pojedyncze większe ryby które ciężko namierzyć a i ich czas też jest policzony..
Widzisz kolego @kredek, nawet taką dużą rzekę jak Wisła też można wykończyć..
Pozostały same maluchy i pojedyncze większe ryby które ciężko namierzyć a i ich czas też jest policzony..
dlatego to co sie zlapie lepiej wypuscic a w szczegolnosci okazy a kto ma ochote na rybe to do sklepu
dzisiaj na grunt trzy brania a 2rybki
leszcz 44cm
i jaz 33cm obie do wody wrocily
Kolego kredek.
Rachunek jest bardzo prosty.
Wedkarzy jest coraz więcej,posiadają coraz lepszy sprzęt i coraz większą wiedzę gdzie ryby sie grupują.
Do wody wraca jakiś minimalny % tego co się uwiesi na haku.
Na temat zarybień się nie wypowiadam bo każdy wie jak jest.
Pomnażając to przez lata mamy teraz takie skutki.
Odbudowa to całkowity zakaz,CAŁKOWITY zabierania ryb.Tak jak np. w Holandii
Brzmi bajkowo dlatego nigdy w PL tak nie będzie:bezradny:
@Marcin
Jesteś niszczyciel😄
Rachunek jest bardzo prosty.
Wedkarzy jest coraz więcej,posiadają coraz lepszy sprzęt i coraz większą wiedzę gdzie ryby sie grupują.
Do wody wraca jakiś minimalny % tego co się uwiesi na haku.
Na temat zarybień się nie wypowiadam bo każdy wie jak jest.
Pomnażając to przez lata mamy teraz takie skutki.
Odbudowa to całkowity zakaz,CAŁKOWITY zabierania ryb.Tak jak np. w Holandii
Brzmi bajkowo dlatego nigdy w PL tak nie będzie:bezradny:
@Marcin
Jesteś niszczyciel😄
O0
11.11.2014 15:06 · Odpowiedź #60547
Panowie , wędkarz moim zdaniem wyrządzi najmniej krzywdy a trzeba się zabrać za rybaków i pseudo rybaków łowiących na prąd. Na targach koło Warszawy pełno ryb z Narwi czy Wisły.. Tydzień temu jechałem do Płocka , po drodze sprzedawali ryby , a mieli ok 5 sandaczy 90+ które pękały od ikry i jednego szczupaka ok metra , nie wspominając już o biało rybie.. A połów jest pewnie codziennie taki albo lepszy....Więc jak ryba nie ma możliwości się wytrzeć to wiadomo będzie jej coraz mniej..
Jak dla mnie powinno się wprowadzić zakaz zabierania ryb które są w tarle bo to jest zabójstwo matki "w ciąży"
Mam nadzieje ,że w temacie wreszcie się coś zmieni i władze PZW przynajmniej wprowadzą górne wymiary i ograniczą dostęp rybaków do wody...Bo większe pieniądze są z wędkarzy ale wiadomą rzeczą ,że będzie ich coraz mniej jak gospodarka rybacka będzie wyglądać tak jak teraz...
Daleko przykładem sięgać nie trzeba a mówię o Turawie.. Władze nie dopuszczają rybaków do wody , okręg dba o wodę która się stała popularna nawet za granicą , ruszyła turystyka , wędkarze przyjeżdżają z całej polski i napędzają "maszynę" która przynosi dobre dochody dla miasta , mieszkańców i okręgu... Czego chcieć więcej ?
Jak dla mnie powinno się wprowadzić zakaz zabierania ryb które są w tarle bo to jest zabójstwo matki "w ciąży"
Mam nadzieje ,że w temacie wreszcie się coś zmieni i władze PZW przynajmniej wprowadzą górne wymiary i ograniczą dostęp rybaków do wody...Bo większe pieniądze są z wędkarzy ale wiadomą rzeczą ,że będzie ich coraz mniej jak gospodarka rybacka będzie wyglądać tak jak teraz...
Daleko przykładem sięgać nie trzeba a mówię o Turawie.. Władze nie dopuszczają rybaków do wody , okręg dba o wodę która się stała popularna nawet za granicą , ruszyła turystyka , wędkarze przyjeżdżają z całej polski i napędzają "maszynę" która przynosi dobre dochody dla miasta , mieszkańców i okręgu... Czego chcieć więcej ?
Mariano dobrze prawi, jeżeli nie wprowadzi się całkowitego zakazu zabierania ryb nic się nie zmieni. Zamiast zarybiać wody powinno się kasę przeznaczyć na ich pilnowanie, a kary powinny być 10 razy większe, wtedy za 10 lat mielibyśmy rybne wody.... inaczej słabo to widzę :(
Drodzy koledzy myślicie że całkowity zakaz zabierania ryb coś zmieni, lub wprowadzenie górnych wymiarów ochronnych, szczerze mówiąc nie wydaje mi się, 3/4 wędkarzy jest zdania że karta się musi zwrócić, a co to znaczy, znaczy to że wszystko idzie do wora, kolejna sprawa dwa razy w tygodniu bodajże we wtorki i czwartki rybacy elegancko i dostojnie spływają sobie z siatką kilkukrotnie na danym odcinku, był nawet na ten temat artykuł w WŚ jak to wpłynęli wędkarzowi w miejsce w którym łapał sobie z łódeczki i szlachetni rybacy pokazali mu delikatnie mówiąc pupę, może i jest w tym jakiś sens że rybostan został przetrzebiony, ale z drugiej strony ryby też nie są takie głupie i wydaje mi się że też się czegoś uczą, lub zmieniają pory żerowania, mój znajomy który ma łeb na karku na jednej z rzek miał brania tylko od godziny 00:30 do 01:30 tylko przez godzinę
Po prostu trochę ciężko mi uwierzyć że go nie ma,lub że wszystkie zostały wyłapane i to jeszcze na tak długim odcinku rzeki, bo jest sum dużo suma, jest szczupak i bolesław którego też jest sporo
Czy któryś z kolegów bywa w tamtej okolicy i wędkuje lub wędkował???
Mi również,ale niestety taka jest rzeczywistość.Możemy temat wałkować do oporu i skończy się na tym samym.Ogólnym nerwie i tyle.
Człowiek pobierał,pobiera i będzie pobierać od natury więcej niż ona sama potrafi wytworzyć.
Tacy jesteśmy "mądzy":bezradny:
Człowiek pobierał,pobiera i będzie pobierać od natury więcej niż ona sama potrafi wytworzyć.
Tacy jesteśmy "mądzy":bezradny:
Wszyscy pieprzą o rybakach, kormoranach... Ile rośnie jeden 100 cm szczupak? Ile rośnie 15 cm okoń? Jak ktoś trafi w miejsce to potrafi wyciągnąć kilkaset takich okoni w przeciągu kilkudziesięciu minut. Wszystko jest fajnie, bo niby zwykły wędkarz jest na końcu w hierarchii... Z tym, że jak podliczyć liczbę wędkarzy to myślę, że wyrządzają ekosystemowi taką samą krzywdę, jak nie większą niż rybacy i kormorany. Po drugie zawsze mnie dziwiło i dziwi jak można jeść rybę z Wisły?
Wszyscy pieprzą o rybakach, kormoranach... Ile rośnie jeden 100 cm szczupak? Ile rośnie 15 cm okoń? Jak ktoś trafi w miejsce to potrafi wyciągnąć kilkaset takich okoni w przeciągu kilkudziesięciu minut. Wszystko jest fajnie, bo niby zwykły wędkarz jest na końcu w hierarchii... Z tym, że jak podliczyć liczbę wędkarzy to myślę, że wyrządzają ekosystemowi taką samą krzywdę, jak nie większą niż rybacy i kormorany. Po drugie zawsze mnie dziwiło i dziwi jak można jeść rybę z Wisły?
Ale to nie od dziś wiadomo że jakaś tam grupa wędkarzy na danym odcinku jest w stanie wypizgać wszystko niemal do cna. Rybakowi jest szansa że te mniejsze przez oczka siatki przelecą, "fentkarz" jak już złowi niewymiarka to go w torbę bo i tak następny przecież jak złowi to zabierze, a jak nie on to kormoran, albo wydra pożre - no w ostateczności to rybak no bo przecież wszystkiego nie wytrzebią wędkarze 🤪.
Ja cały czas będę powtarzał jak mantrę, to "fentkarze" są głównym powodem wytrzebiania ryb. Nam nie potrzeba zmian przepisów, limitów czy czegokolwiek innego, nam potrzeba jeszcze kilku pokoleń i dopiero nasi potomkowie odtworzą wybite populacje ryb.
odnośnie zarybiania takimi glutkami.
ostatnio natknąłem się na artykuł, w którym to autor opierając się również na zagramanicznych publikacjach twierdzi, że przeżywalność z zarybień wynosi 0.7 - 0,9 % natomiast w przypadku
ryby 30 centymetrowej jest już znacznie większa. Ja się nie znam ale jeśli to prawda to
jest to kasa wyrzucona w błoto.
ostatnio natknąłem się na artykuł, w którym to autor opierając się również na zagramanicznych publikacjach twierdzi, że przeżywalność z zarybień wynosi 0.7 - 0,9 % natomiast w przypadku
ryby 30 centymetrowej jest już znacznie większa. Ja się nie znam ale jeśli to prawda to
jest to kasa wyrzucona w błoto.
Dokładnie tak jest. Nie wiem jak to wygląda procentowo, ale niedużo ryb przeżywa po zarybieniu. Takie sumy jak 2000 a nawet 10000 sztuk narybku szybko się kurczą. Było nawet o tym w programie "Wędrówki z wędką" gdzie zarybiali bodajże ZZ i PSR o tym mówił. Nie mogę jednak znaleźć tego odcinka.
@Marcin napisał -"Ale to nie od dziś wiadomo że jakaś tam grupa wędkarzy na danym odcinku jest w stanie wypizgać wszystko niemal do cna. Rybakowi jest szansa że te mniejsze przez oczka siatki przelecą, "fentkarz" jak już złowi niewymiarka to go w torbę bo i tak następny przecież jak złowi to zabierze, a jak nie on to kormoran, albo wydra pożre - no w ostateczności to rybak no bo przecież wszystkiego nie wytrzebią wędkarze Glupek.
Ja cały czas będę powtarzał jak mantrę, to "fentkarze" są głównym powodem wytrzebiania ryb. Nam nie potrzeba zmian przepisów, limitów czy czegokolwiek innego, nam potrzeba jeszcze kilku pokoleń i dopiero nasi potomkowie odtworzą wybite populacje ryb."
Po dzisiejszym wypadzie nad moją ulubioną rzeką jestem niemal pewny, że Marcin ma rację.
Dzisiaj byłem świadkiem rozmowy dwóch "niby wędkarzy" jeden mówi do drugiego," co Ty
tu robisz, przecież wczoraj wpuścili karpia do zalewu i to wymiarowego", na co drugi - "byłem już
dzisiaj, ale fala za duża, jednego wyłowiłem karpika taki ze trzydzieści centymetrów, coś mu
chyba było, bo pływał wierzchem, ale żywy"
Tym ludziom nikt i nic nie przemówi do rozumu, bo go nie mają, Ci ludzie wiedzą tylko, że jeśli
zrobili opłaty w PZW, to Oni maja zapewnić im ryby w rzekach i zbiornikach, nie dociera do nich
nic innego, a ja dzisiaj kolejny już raz zostałem, "idiota i dureń" który płaci za pastę 26,50 zł.
a ryby wypuszcza do wody, "nic tylko dureń" skwitował jeden z "niby wędkarzy" siedzący na wiaderku.
Przykre to o czym pisze Marcin, ale prawdziwe. Ja należę do pokolenia po wojennego i jako dziecko,
a potem jako młodzieniec też zabierałem ryby do domu, ale szybko dotarło do mnie, że tak dalej
nie powinienem robić, owszem czasami zabiorę rybę do domu, ale zdarza mi się to bardzo rzadko
i tylko na prośbę mojej żony, ale 98% złowionych przeze mnie ryb wraca do wody.
A już Okazy na 100% wracają wszystkie, od jakiegoś czasu próbuję przekonać do swoich racji coraz
szersze grono swoich znajomych, tłumacząc, że jeśli nie my to kto zadba o to, żeby w przyszłości
też coś w tych naszych wodach pływało, żeby nie było tak jak z "Brzanką" kiedyś w Bystrzycy
było jej zatrzęsienie, dzisiaj pytam niektórych wędkarzy, czy wiedzą jak wygląda ta ryba, żaden
nie wie, bo i skąd ma widzieć, kiedy od trzydziestu lat nie ma jej już w rzece.
Dzisiaj złowiłem kilka płotek w tym taką 30+ i jednego ładnego jelca, po wypuszczeniu ich
do wody usłyszałem jak wyżej.
Ja cały czas będę powtarzał jak mantrę, to "fentkarze" są głównym powodem wytrzebiania ryb. Nam nie potrzeba zmian przepisów, limitów czy czegokolwiek innego, nam potrzeba jeszcze kilku pokoleń i dopiero nasi potomkowie odtworzą wybite populacje ryb."
Po dzisiejszym wypadzie nad moją ulubioną rzeką jestem niemal pewny, że Marcin ma rację.
Dzisiaj byłem świadkiem rozmowy dwóch "niby wędkarzy" jeden mówi do drugiego," co Ty
tu robisz, przecież wczoraj wpuścili karpia do zalewu i to wymiarowego", na co drugi - "byłem już
dzisiaj, ale fala za duża, jednego wyłowiłem karpika taki ze trzydzieści centymetrów, coś mu
chyba było, bo pływał wierzchem, ale żywy"
Tym ludziom nikt i nic nie przemówi do rozumu, bo go nie mają, Ci ludzie wiedzą tylko, że jeśli
zrobili opłaty w PZW, to Oni maja zapewnić im ryby w rzekach i zbiornikach, nie dociera do nich
nic innego, a ja dzisiaj kolejny już raz zostałem, "idiota i dureń" który płaci za pastę 26,50 zł.
a ryby wypuszcza do wody, "nic tylko dureń" skwitował jeden z "niby wędkarzy" siedzący na wiaderku.
Przykre to o czym pisze Marcin, ale prawdziwe. Ja należę do pokolenia po wojennego i jako dziecko,
a potem jako młodzieniec też zabierałem ryby do domu, ale szybko dotarło do mnie, że tak dalej
nie powinienem robić, owszem czasami zabiorę rybę do domu, ale zdarza mi się to bardzo rzadko
i tylko na prośbę mojej żony, ale 98% złowionych przeze mnie ryb wraca do wody.
A już Okazy na 100% wracają wszystkie, od jakiegoś czasu próbuję przekonać do swoich racji coraz
szersze grono swoich znajomych, tłumacząc, że jeśli nie my to kto zadba o to, żeby w przyszłości
też coś w tych naszych wodach pływało, żeby nie było tak jak z "Brzanką" kiedyś w Bystrzycy
było jej zatrzęsienie, dzisiaj pytam niektórych wędkarzy, czy wiedzą jak wygląda ta ryba, żaden
nie wie, bo i skąd ma widzieć, kiedy od trzydziestu lat nie ma jej już w rzece.
Dzisiaj złowiłem kilka płotek w tym taką 30+ i jednego ładnego jelca, po wypuszczeniu ich
do wody usłyszałem jak wyżej.
Trzy luźne cytaty, pierwszy znad Wisły w Warszawie:
"Ale jak już zaczęły brać, to takich sandaczy po 40cm to osiemnaście ze szwagrem wyjęliśmy, zabraliśmy bo jak my nie weźmiemy to kto inny weźmie"
"Trzynaście szczupaków złowił takich pomiędzy 40 a 60cm, syn tylko latał zabierać do domu, żeby za dużo nie miał przy sobie"
"Tylko ciągle lataliśmy znad jeziora do bagażnika żeby ryby chować"
Brzmi znajomo, nie? Gdyby każdy z forum dodał ile takich słyszał to ze sto stron wątku byśmy zapełnili:] Ale taka prawda, posiadacze wędek i legitymacji walnie się do bezrybia przyczyniają, nawet jeśli ledwo mieszczą się na "zaszczytnym" podium (ZG; Kłusownictwo, "poprawianie" przyrody.. )
Ale żeby tak do końca ot nie robić to parę słów o Wiśle. Ja rozumiem, że to kawał trudnej i chimerycznej wody, poddanej ogromnej presji. Rozumiem, że z marszu nic się nie złowi. I, że nie mam doświadczenia jak większość piszących tutaj aktywnie kolegów ale ja zwyczajnie straciłem motywację.
Pojeździłem w tym roku trochę po kraju. Łowiłem na dwóch jeziorach- jedno na Mazurach, drugie na Suwalszczyźnie, oba prywatne ale z nieodłączną gospodarką rybacką (chociaż nie na modłę GR PZW Suwałki:]) i kurde czy z pomostu czy z łódki nie było żebym czegoś nie złowił. Ok, szczupak to nie sandacz ani boleń ale różnica w wynikach jest ogromna. Nawet jeśli to nie były żadne okazy (max ok.70cm).
I czułem po co chodzę na ryby, bo jak ktoś już całkiem niedawno na forum pisał- ile można się oszukiwać, że "było super bo nad wodą posiedziałem"
Chyba muszę olać opłacanie karty i przerzucić się na komerchę na rok, żeby zatęsknić...:]
"Ale jak już zaczęły brać, to takich sandaczy po 40cm to osiemnaście ze szwagrem wyjęliśmy, zabraliśmy bo jak my nie weźmiemy to kto inny weźmie"
"Trzynaście szczupaków złowił takich pomiędzy 40 a 60cm, syn tylko latał zabierać do domu, żeby za dużo nie miał przy sobie"
"Tylko ciągle lataliśmy znad jeziora do bagażnika żeby ryby chować"
Brzmi znajomo, nie? Gdyby każdy z forum dodał ile takich słyszał to ze sto stron wątku byśmy zapełnili:] Ale taka prawda, posiadacze wędek i legitymacji walnie się do bezrybia przyczyniają, nawet jeśli ledwo mieszczą się na "zaszczytnym" podium (ZG; Kłusownictwo, "poprawianie" przyrody.. )
Ale żeby tak do końca ot nie robić to parę słów o Wiśle. Ja rozumiem, że to kawał trudnej i chimerycznej wody, poddanej ogromnej presji. Rozumiem, że z marszu nic się nie złowi. I, że nie mam doświadczenia jak większość piszących tutaj aktywnie kolegów ale ja zwyczajnie straciłem motywację.
Pojeździłem w tym roku trochę po kraju. Łowiłem na dwóch jeziorach- jedno na Mazurach, drugie na Suwalszczyźnie, oba prywatne ale z nieodłączną gospodarką rybacką (chociaż nie na modłę GR PZW Suwałki:]) i kurde czy z pomostu czy z łódki nie było żebym czegoś nie złowił. Ok, szczupak to nie sandacz ani boleń ale różnica w wynikach jest ogromna. Nawet jeśli to nie były żadne okazy (max ok.70cm).
I czułem po co chodzę na ryby, bo jak ktoś już całkiem niedawno na forum pisał- ile można się oszukiwać, że "było super bo nad wodą posiedziałem"
Chyba muszę olać opłacanie karty i przerzucić się na komerchę na rok, żeby zatęsknić...:]
@jakub, żebyś tylko nie zrozumiał mnie źle.
Jeśli jedziesz nad wodę to jedziesz na ryby (żeby nie napisać po ryby), czy może odpocząć nad wodą. Jeśli to pierwsze to niestety ale niewiele różnisz się od tych co ryby zabierają 😜. Jedź kiedyś sobie nad wodę w miejsce, które Twoim zdaniem jest pewniakiem i zamiast rozkładać wędkę usiądź i posiedź tak cały ten czas przeznaczony na ryby, po czym zapakuj się w samochód i jedź do domu. Gwarantuję Ci że za którymś tam razem po takim powrocie usiądziesz w domu przed telewizorem i zastanowisz się czy faktycznie dziś nie łowiłeś - ja już tak miałem kilka razy i wcale nie trzeba łowić okazy by wieczorem usiąść spełnionym i dumnym 👍.
Tak wiem, wiem, to forum wędkarskie i ryby są najważniejsze - jeśli tak to wpadliśmy sami w błędne koło.
Jeśli jedziesz nad wodę to jedziesz na ryby (żeby nie napisać po ryby), czy może odpocząć nad wodą. Jeśli to pierwsze to niestety ale niewiele różnisz się od tych co ryby zabierają 😜. Jedź kiedyś sobie nad wodę w miejsce, które Twoim zdaniem jest pewniakiem i zamiast rozkładać wędkę usiądź i posiedź tak cały ten czas przeznaczony na ryby, po czym zapakuj się w samochód i jedź do domu. Gwarantuję Ci że za którymś tam razem po takim powrocie usiądziesz w domu przed telewizorem i zastanowisz się czy faktycznie dziś nie łowiłeś - ja już tak miałem kilka razy i wcale nie trzeba łowić okazy by wieczorem usiąść spełnionym i dumnym 👍.
Tak wiem, wiem, to forum wędkarskie i ryby są najważniejsze - jeśli tak to wpadliśmy sami w błędne koło.
Marcin, żebyś zrozumiał mnie dobrze:)
Zarzut odrzucam w całości:] Istotą wędkarstwa jest łowienie ryb i obcowanie z przyrodą.
Istotą mięsiarstwa jest korzystny bilans ekonomiczny- białko>opłaty+sprzęt. Jedynym wspólnym mianownikiem jest sprzęt. Nic więcej.
Nie sądzę, żeby chęć planowego łowienia ładnych ryb konkretnego gatunku zbliżała mnie albo kogokolwiek do gości, którzy chodzą "PO ryby"
Ile masz wędek, kołowrotków i przynęt?:) Po sztuce, skoro i tak wszystko jedno z czym siedzisz nad wodą?:)
Zarzut odrzucam w całości:] Istotą wędkarstwa jest łowienie ryb i obcowanie z przyrodą.
Istotą mięsiarstwa jest korzystny bilans ekonomiczny- białko>opłaty+sprzęt. Jedynym wspólnym mianownikiem jest sprzęt. Nic więcej.
Nie sądzę, żeby chęć planowego łowienia ładnych ryb konkretnego gatunku zbliżała mnie albo kogokolwiek do gości, którzy chodzą "PO ryby"
Ile masz wędek, kołowrotków i przynęt?:) Po sztuce, skoro i tak wszystko jedno z czym siedzisz nad wodą?:)
Marcin, żebyś zrozumiał mnie dobrze:)
Zarzut odrzucam w całości:] Istotą wędkarstwa jest łowienie ryb i obcowanie z przyrodą.
Istotą mięsiarstwa jest korzystny bilans ekonomiczny- białko>opłaty+sprzęt. Jedynym wspólnym mianownikiem jest sprzęt. Nic więcej.
Nie sądzę, żeby chęć planowego łowienia ładnych ryb konkretnego gatunku zbliżała mnie albo kogokolwiek do gości, którzy chodzą "PO ryby"
Ile masz wędek, kołowrotków i przynęt?:) Po sztuce, skoro i tak wszystko jedno z czym siedzisz nad wodą?:)
Po co łowisz skoro nie zabierasz?. Bawi Cię to?, czy może masz z tego jakąś przyjemność kiedy łowiąc kolejną rybę kaleczysz ją i narażasz na zdechnięcie. Choć byś dupę smalcem smarował i nie wiem jak delikatnie się obchodził to i tak jakiś procent tych ryb padnie jak nie po za długim holu to z zapaskudzenia rany po haku. Mięsiarzem nazywa się też ten który robi wszystko zgodnie z regulaminem RAPR?, czyli zabierający ryby zgodnie z limitami. Czy może tylko ten, który zabiera te niewymiarowe, a może ten który zabiera ryby okazy?
Tym sposobem możemy odbijać piłeczkę jeszcze długo. Jesteśmy "etyczni" ale tylko w swoich oczach, bo względem ryb bywa to już różnie.
Mam dwie wędki z dwoma kołowrotkami. Przynęt czyli gum mam już sporo bo nie miałem już z czym chodzić nad wodę więc kurier przywiózł ich...., kilkaset :).
Nad wodą jestem o wiele razy częściej i dłużej niż na rybach a nawet jadąc "na ryby" nie oczekuję ich na haku. Brzmi bzdurnie ale każdy jest oryginałem 😄.
Sorki że się wtrącam, ale no nie mogę niezareagować :)
Marcin, nie obraź się ale to forum wędkarskie i masz tu do czynienia z wędkarzami, oszczędź nam więc tekstów typu "bawi cię kaleczenie ryb?", bo odpowiedź jest oczywista: Bawi, bo inaczej nas by tu nie było!!! Nie boję się spojrzeć prawdzie w oczy i przyznaję że jest we mnie nutka sadysty (jak w każdym z nas) i wiem że prawdopodobnie zadaję tym stworzeniom ból dla własnej przyjemności. Ale kocham uczucie ryby na kiju, adrenalinkę podczas holu, lubię trzymać złowioną rybę w ręce, popatrzeć na nią po czym wypuścić. Zdaje sobie sprawę że niektóre z nich mogą nie przeżyć i zawsze cholernie źle się z tym czuję, kiedy złowiona ryba puszcza farbę bo zażarła przynętę po same jaja. Ale takie jest wędkarstwo i decydując się na takie hobby a nie inne automatycznie się z tym godzimy albo przestajemy wędkować. Nie jesteśmy etyczni wobec ryb i nigdy nie byliśmy!
Co do definicji mięsiarza to zapewne każdy ma swoją. Zadeklarowany nokillowiec uważa za niego każdego kto choć jedną rybę w roku zabierze, inny każdego kto bierze ponad limit itd. Ważny jest umiar i zdrowy rozsądek, którego u większości brak. Ale przypominam że mówimy o ludziach - istotach które eksploatują surowce naturalne aż te się skończą a dopiero potem myślą co dalej. Istotach które świadomie same sobie szkodzą, niszcząc środowisko w którym żyją. Gdzież by tu nas posądzać o zdrowy rozsądek :)
Sorki za OT, ale dawno nad Wisłą nie byłem więc nic ciekawszego w temacie nie mogę napisać :oczko:
Marcin, nie obraź się ale to forum wędkarskie i masz tu do czynienia z wędkarzami, oszczędź nam więc tekstów typu "bawi cię kaleczenie ryb?", bo odpowiedź jest oczywista: Bawi, bo inaczej nas by tu nie było!!! Nie boję się spojrzeć prawdzie w oczy i przyznaję że jest we mnie nutka sadysty (jak w każdym z nas) i wiem że prawdopodobnie zadaję tym stworzeniom ból dla własnej przyjemności. Ale kocham uczucie ryby na kiju, adrenalinkę podczas holu, lubię trzymać złowioną rybę w ręce, popatrzeć na nią po czym wypuścić. Zdaje sobie sprawę że niektóre z nich mogą nie przeżyć i zawsze cholernie źle się z tym czuję, kiedy złowiona ryba puszcza farbę bo zażarła przynętę po same jaja. Ale takie jest wędkarstwo i decydując się na takie hobby a nie inne automatycznie się z tym godzimy albo przestajemy wędkować. Nie jesteśmy etyczni wobec ryb i nigdy nie byliśmy!
Co do definicji mięsiarza to zapewne każdy ma swoją. Zadeklarowany nokillowiec uważa za niego każdego kto choć jedną rybę w roku zabierze, inny każdego kto bierze ponad limit itd. Ważny jest umiar i zdrowy rozsądek, którego u większości brak. Ale przypominam że mówimy o ludziach - istotach które eksploatują surowce naturalne aż te się skończą a dopiero potem myślą co dalej. Istotach które świadomie same sobie szkodzą, niszcząc środowisko w którym żyją. Gdzież by tu nas posądzać o zdrowy rozsądek :)
Sorki za OT, ale dawno nad Wisłą nie byłem więc nic ciekawszego w temacie nie mogę napisać :oczko:
Sorki że się wtrącam, ale no nie mogę niezareagować :)
Marcin, nie obraź się ale to forum wędkarskie i masz tu do czynienia z wędkarzami, oszczędź nam więc tekstów typu "bawi cię kaleczenie ryb?", bo odpowiedź jest oczywista: Bawi, bo inaczej nas by tu nie było!!! Nie boję się spojrzeć prawdzie w oczy i przyznaję że jest we mnie nutka sadysty (jak w każdym z nas) i wiem że prawdopodobnie zadaję tym stworzeniom ból dla własnej przyjemności. Ale kocham uczucie ryby na kiju, adrenalinkę podczas holu, lubię trzymać złowioną rybę w ręce, popatrzeć na nią po czym wypuścić. Zdaje sobie sprawę że niektóre z nich mogą nie przeżyć i zawsze cholernie źle się z tym czuję, kiedy złowiona ryba puszcza farbę bo zażarła przynętę po same jaja. Ale takie jest wędkarstwo i decydując się na takie hobby a nie inne automatycznie się z tym godzimy albo przestajemy wędkować. Nie jesteśmy etyczni wobec ryb i nigdy nie byliśmy!
Sorki za OT, ale dawno nad Wisłą nie byłem więc nic ciekawszego w temacie nie mogę napisać :oczko:
I o to chodzi! Wiem, że wędkarstwo nie jest etyczne i się na to zwyczajnie godzę. Ba! Najuczciwiej (i "najbliżej" praw przyrody) byłoby rybę zabić i zjeść. Nie robimy tego albo robimy to od czasu do czasu, bo mamy inne cele w wędkowaniu, bo wiemy, że przy takiej presji to konieczność wreszcie, bo mamy sklepy i lodówki a sam pęd do "polowania" to po prostu atawizm. Jeśli ktoś stosuje C&R albo wypuszcza większość ryb bo ma tego świadomość to jest ok. Jeśli ktoś dorabia do tego ideologię etyczną to trąci to weganinem. który czuje się lepszy od wszystkich nieuświadomionych dookoła.
Nie ma większego wynaturzenia w wędkarstwie niż nadawanie imion wielokrotnie łowionym karpiom.
Taki przykład.
Zaloguj się aby dodać odpowiedź.