Wieści znad Wkry.
Sezon wędkarski 2011, 2010 i 2009
Co z tego - samo łowienie to bajka, brodzenie w czystej wodzie w środku słonecznego dnia w samych kąpielówkach z muchówką w ręku jest nagrodą samą w sobie. Ryby to tylko dodatek.
Naprawdę ładne kleniki. To sztuka skusić je do brania kiedy w popłochu uciekają z pomiędzy kajaków :bezradny:
Gratulacje! 👏
Złowiłem 2 szczupaki, z czego jeden to skrót, więc nie będzie zdjęcia. Ten drugi to półmetrowiec. Obydwa przy widocznych na zdjęciu burtach, gdzie nurt atakujący brzeg wymył porządną rynnę. W pierwszej miejscówce - obciążenie 15 g dojeżdżało do dna, w drugiej musiałem łowić 18 g i 25 g! Każda z burt ma 2,5 - 3 m wysokości! Na tym odcinku rzeki takie burty są niemal cały czas, raz z jednej, raz z drugiej strony rzeki!

Ta sama miejscówka (ujęcie z kierunku bardziej w górę rzeki):

A tu druga burtka, znacznie ciekawsza, bo głębsza, twarde, gliniaste dno.


Wkra mnie coraz bardziej zaskakuje i oczarowuje: czystością wody, bogactwem przyrody... Naprawdę wypocząłem i tego mi było potrzeba!
Nad wodą żywego ducha za wyjątkiem: 2 jastrzębi kołujących w tandemie nad łąką w poszukiwaniu obiadu, dzikich kaczek w ilości kilku sztuk, żurawia dostojnie szybującego nade mną i 2 zaskrońców (jeden miał z 1,5 m! i nieźle narobił mi stracha, gdy najpierw usłyszałem, a chwilę potem również zobaczyłem, jak metr od mojej nogi czmychnął w trawę).
Wodom cześć!
Ten twardy żwirowo-gliniasty fragment to może miejsce sandaczowe które podobno właśnie gdzieś wyżej Bolęcina jest 🤔
...:bezradny: i proszę, wykrakałem. Leje jak z cebra :beczy: Siadam przy oknie wpatrując się w światło latarni. 5min, 10 min - bez zmian.
Ciepłe łóżko wzywa 😎. Kryzs. Po 15 minutach jestem jednak na tyle rozbudzony że podejmuję decyzję - JADĘ ! :luzik:
Droga na Płońsk na szczęście dość pusta. Wycieraczki pracują bez przewry. W końcu po ok godzinie staję nad brzegiem rzeki. Strój przeciwdeszczowy na siebie i ruszam.
Nad wodą pusto.Deszcz zniechęcił widać większość "niedzielnych" wędkarzy. Tylko jeden gość próbuje spławika. Na szczęście nie wieje, ale ręce i tak mam zgrabiałe. To prawdziwa listopadowa aura. Przemykam od miejsca do miejsca mając w uszach tylko krople deszczu uderzające o kaptur. To już pomału koniec sezonu. Świadczy o tym też podżebrowy ból, który daje mi się we znaki i który oprócz bólu pleców jest tak znany nam spinningistom. Z każdą jesienną wyprawą przychodzi coraz to szybciej :bezradny: Pomału mam dość. Nad głową niemal oberwanie chmury. Chyba zwariowałem 🤔. Trzeba było sobie pospać 😜
I nagle przychodzi niespodziewane 45 min 🎉 Trzy całkiem udane, grube i ładnie walczące średniaki. Do tego jeszcze obcięty ogonek w kopycie. Tak niewiele trzeba, by na szarość listopadowej soboty spojrzeć innym okiem 🎉
z mojego doświadczenia wynika ze teraz o szczupaka z Wkry nie jest trudno, prawie na każdym spowolnieniu powinny stać. Najlepiej sprawdzała mi się zawsze obrotówka Mepps 2 Aglia z seledynowa paletką :)
No to pampi do dzieła skoro z Ciebie taki mistrzunio.Z przyjemnością pooglądamy ryby złowione przez Ciebie 😎.
Zmokłeś, zmarzłeś, ale.... szczęśliwy byłeś i nie żałujesz, co nie:)?
Szczególnie, że połapałeś ulubione drapieżniki na ukochanej Rzece🎉!
Wiem, bo też to w tę deszczową sobotę przerobiłem😄!
I też Rzeka nagrodziła wytrwałość🎉!
Pozdrawiam cieplutko👋.
Szczupaki faktycznie były niespotykanie grube. To chyba już ewidentny znak przedzimowego intensywnego odżywiania 🤔 Miejsca typowe - jak pisze Pampi, ot poprostu spowolnienia. Największy zaatakował kopyto puszczone wzdłuż trawy na prostce. Morouk, generalnie jeszcze niżej troszkę niż tam, gdzie ostatnio razem zakończylismy wędrówkę ;)
Zaloguj się aby dodać odpowiedź.