Zacznę może od zacytowania słów Bizonika, a następnie przedstawię co tu widzę w tym całym zamieszaniu, więc zaczynajmy :)
"Wędkarz trzeci osobnik nader wredny bardzo podobny do pierwszego. Różni go tylko to że pierwszy świadomie łowi wszystko co się da a ten łowi to na co się nastawia. Łowi świadomie ryby które są w okresie ochronnym. Tłumaczy się tym że i tak wszystko wypuszcza że nie robi krzywdy tym zwierzakom. Nie bierze pod uwagę że ryba po tarle jest osłabiona wymęczona i potrzebuje jeszcze kilku dni odpoczynku. Że hol może pozbawić rybę resztek sił i mimo tego że zostanie wypuszczona i tak zginie w rzece. Przerażająca jest ta świadomość że on robi dobrze według niego bo i tak wypuszcza ryby. Nie dość że lamie regulamin to robi to w sposób jawny i świadomy. "
Pytam się ja, jako myślę świadomy człowiek stąpający nader ostrożnie po tej naszej Ziemi, o co w tym wszystkim chodzi. Nie wiem, może ja nie rozumie wielu rzeczy, ale zastanówmy się panowie nad jedną ważną rzeczą, a mianowicie w jakim celu są ustanowione okresy ochronne dla ryb i kto je ustala.
Czy długość okresu ochronnego zależna jest od czegoś, czy po prostu jak się komuś będzie widziało w zarządzie, że ma być tyle i kropka. Bo ja zauważyłem, tu wiele nieścisłości w tym wszystkim.
Każdy zaczyna krzyczeć i ganić wędkarza nr.3 za jego podejście.
Ja natomiast stanę poniekąd w jego obronie, gdyż jego postawa jest bardzo bliska ideałowi, który ja widzę. Sens jego rozumowania jest dobry, gdyż widzi, że wypuszczając złowione ryby dajemy jej szansę na życie. Piszę szansę, bo nigdy 100% pewności nie mamy czy ta ryba przeżyje, ale My jej ją dajemy.
Zapytam teraz wprost, a każdy niech odpowie sobie sam na to pytanie "Czy ja zabijając kilka/kilkanaście ryb w sezonie w okresie kiedy mi na to pozwala władza jestem lepszym wędkarzem niż osobnik nr. 3, który de facto nie zabija i nie zabiera"
Pytanie bardzo proste, ale nad wyraz dotkliwe. Bo co się dzieje u każdego z osobna, wie tylko on i nikt więcej.
Wspomniałem w komentarzu pod Pawła artykułem, że w zeszłym roku trafiło się kilka rap nie wytartych a był już maj. Czy wędkarz z jajami będzie dalej kuł takie rapy, bo wg. RAPR-ma do tego prawo, czy w tym momencie powinien dać rybom czas ?
A jak ma się sprawa z kleniami, jaziami, czy okoniami, które to łowi się na potęgę, czy z lodu, czy w okresie cieplejszej zimy na spina. Czy te gatunki są w czymś gorsze od ryb mających okresy ochronne ? Mi się wydaje, że nie. A jednak nikt nie biadoli, że okonie łowione są pełne ikry, że jazie idą na potęgę z tarliska aż miło, a co z lejącymi się kleniami ?
Wszystko cacy, bo zgodne z regulaminem, który to w wielu przypadkach nie ma nic wspólnego z rzeczywistością.
Nie wiem sam co o tym wszystkim myśleć, ale coś czuję, że co niektórzy albo za bardzo się idealizują, albo starają się za wszelką cenę kogoś wpędzić w bagno.
Czekam na konstruktywne wypowiedzi, bo temat jest myślę bardziej ciekawy i potrzebny niż się wydawać może.
Całej dyskusji winny jestem ja, więc jak coś, proszę się zwracać bezpośrednio w wątku, a nie privami. Pozdrawiam.
"Wędkarz trzeci osobnik nader wredny bardzo podobny do pierwszego. Różni go tylko to że pierwszy świadomie łowi wszystko co się da a ten łowi to na co się nastawia. Łowi świadomie ryby które są w okresie ochronnym. Tłumaczy się tym że i tak wszystko wypuszcza że nie robi krzywdy tym zwierzakom. Nie bierze pod uwagę że ryba po tarle jest osłabiona wymęczona i potrzebuje jeszcze kilku dni odpoczynku. Że hol może pozbawić rybę resztek sił i mimo tego że zostanie wypuszczona i tak zginie w rzece. Przerażająca jest ta świadomość że on robi dobrze według niego bo i tak wypuszcza ryby. Nie dość że lamie regulamin to robi to w sposób jawny i świadomy. "
Pytam się ja, jako myślę świadomy człowiek stąpający nader ostrożnie po tej naszej Ziemi, o co w tym wszystkim chodzi. Nie wiem, może ja nie rozumie wielu rzeczy, ale zastanówmy się panowie nad jedną ważną rzeczą, a mianowicie w jakim celu są ustanowione okresy ochronne dla ryb i kto je ustala.
Czy długość okresu ochronnego zależna jest od czegoś, czy po prostu jak się komuś będzie widziało w zarządzie, że ma być tyle i kropka. Bo ja zauważyłem, tu wiele nieścisłości w tym wszystkim.
Każdy zaczyna krzyczeć i ganić wędkarza nr.3 za jego podejście.
Ja natomiast stanę poniekąd w jego obronie, gdyż jego postawa jest bardzo bliska ideałowi, który ja widzę. Sens jego rozumowania jest dobry, gdyż widzi, że wypuszczając złowione ryby dajemy jej szansę na życie. Piszę szansę, bo nigdy 100% pewności nie mamy czy ta ryba przeżyje, ale My jej ją dajemy.
Zapytam teraz wprost, a każdy niech odpowie sobie sam na to pytanie "Czy ja zabijając kilka/kilkanaście ryb w sezonie w okresie kiedy mi na to pozwala władza jestem lepszym wędkarzem niż osobnik nr. 3, który de facto nie zabija i nie zabiera"
Pytanie bardzo proste, ale nad wyraz dotkliwe. Bo co się dzieje u każdego z osobna, wie tylko on i nikt więcej.
Wspomniałem w komentarzu pod Pawła artykułem, że w zeszłym roku trafiło się kilka rap nie wytartych a był już maj. Czy wędkarz z jajami będzie dalej kuł takie rapy, bo wg. RAPR-ma do tego prawo, czy w tym momencie powinien dać rybom czas ?
A jak ma się sprawa z kleniami, jaziami, czy okoniami, które to łowi się na potęgę, czy z lodu, czy w okresie cieplejszej zimy na spina. Czy te gatunki są w czymś gorsze od ryb mających okresy ochronne ? Mi się wydaje, że nie. A jednak nikt nie biadoli, że okonie łowione są pełne ikry, że jazie idą na potęgę z tarliska aż miło, a co z lejącymi się kleniami ?
Wszystko cacy, bo zgodne z regulaminem, który to w wielu przypadkach nie ma nic wspólnego z rzeczywistością.
Nie wiem sam co o tym wszystkim myśleć, ale coś czuję, że co niektórzy albo za bardzo się idealizują, albo starają się za wszelką cenę kogoś wpędzić w bagno.
Czekam na konstruktywne wypowiedzi, bo temat jest myślę bardziej ciekawy i potrzebny niż się wydawać może.
Całej dyskusji winny jestem ja, więc jak coś, proszę się zwracać bezpośrednio w wątku, a nie privami. Pozdrawiam.