Wozik77
09.12.2011 1,584 wyświetleń ~5 min czytania

Grudniowy koniec sezonu...

Od dobrej pół godziny wodziłem już palcem po niebieskiej nitce na mapie, starając się znaleźć uzasadnienie dla wyboru miejsca . Za oknem wiatr i zacinający deszcz. Sms od brata też nie zachęcał: „ Nie rozmyśliłeś się jeszcze, ja odpuszczam”. Uśmiechnąłem się tylko i zacząłem wkładać do plecaka kolejne drobiazgi.

Wozik77 Autor

Pasjonat wędkarstwa, który dzieli się swoimi doświadczeniami i wrażeniami z nad wody. Chętnie poznaje nowe techniki i miejsca, odkrywając tajemnice polskich akwenów.

30 artykuły Łączne wyświetlenia: 95,371

Od dobrej pół godziny wodziłem już palcem po niebieskiej nitce na mapie, starając się znaleźć uzasadnienie dla wyboru miejsca . Za oknem wiatr i zacinający deszcz. Sms od brata też nie zachęcał: „ Nie rozmyśliłeś się jeszcze, ja odpuszczam”.

Uśmiechnąłem się tylko i zacząłem wkładać do plecaka kolejne drobiazgi. Pikanie budzika. 6.40. Czas wstawać. Zanim wyjrzę za okno, szybka toaleta i ubieranie. Rozbudzony dopiero odsłaniam zasłonę.

Mocny wiatr przygina konary drzew. Chodnik jednak suchy. Temperatura 1,5 st. Dostrzegam zdziwioną nieco minę Żony. Widocznie tylko mi się wydawało, że szykuję się w totalnej ciszy. Patrzy na mnie z politowaniem, jednakże nie próbuje nawet mnie zniechęcić.

- Jak dotrzesz na miejsce przyślij wiadomość – rzuca mi półsnem na odchodne. Warszawę opuszczam bez zbędnej zwłoki. Korki są, owszem, ale w drugim kierunku, do stolicy. Niestety kilka kilometrów za Łomiankami na szybach robi się mokro.

Chwilę później pierwsze białe płatki zaczynają spadać z nieba. Termometr pokazuje 0 st. Jadę ostrożnie, nie pędzę. Nie muszę zresztą, bo wiem, że takich desperatów jak ja dziś będzie niewielu, a idę o zakład, że wcale.

Droga mija szybko. Gdy zjeżdżam z głównej szosy, boczną drogę już niemal w całości przykrywa biało-brunatna maź śniegu z deszczem. Na jednym z zakrętów czuję, jak auto traci przyczepność, a przód nie idzie za ruchem kierownicą.

Niewielka prędkość powoduje, że wyjeżdżam jedynie na kawałek pobocza. Nie ma żartów. W oddali widzę już nadrzeczne krzewy. Odcinek rzeki, nad którym nie byłem już dawno. Cieszę się na to spotkanie i wiem jednocześnie, że to ostatni wypad w tym roku.

Gaszę silnik i przez chwilę siedzę w ciszy. Świst wiatru słyszę wewnątrz samochodu, a śnieżno-deszczowy opad jest bardziej poziomy niż pionowy. W końcu zbieram się w sobie i wysiadam. Zanim założę wodery moje ręce już mają problem z ruchliwością.

Jakoś w końcu montuję zestaw. Czapka na głowę, kaptur, rękawiczki. Jeszcze łyk gorącej herbaty i do boju. Krótka przeprawa przez nie zadrzewioną łączkę, na której wiatr jakby jeszcze mocniejszy.

W końcu jestem nad brzegiem. Niemal ześlizguję się do pierwszego miejsca. Zaczynam rzucać. Ja chyba zwariowałem. Deszcz ze śniegiem szybko robi ze mnie ociekającego bałwana. Czuje wręcz jak zamarza mi na polikach.

Rękawiczki po kilku czyszczeniach przynęty z resztek roślin też są już mokre. Nie poddaję się jednak. Precyzyjne, jak na te warunki rzuty przeczesują co ciekawsze odcinki. Porywisty wiatr robi jednak duży „balon” z plecionki, choć ta w tych warunkach jest chyba i tak lepsza niż żyłka.

Musiałby naprawdę mocno walnąć, żebym wyczuł branie. I gdy kopytko osiąga środek koryta następuje właśnie takie tępe łup. Zacinam. Mocno wygięta wędka i szybki dwu-sekundowy odjazd na hamulcu.

Reklama
Product

🎣 Profesjonalna wędka spinningowa - 25% TANIEJ!

Odkryj sekret skutecznego łowienia z najnowszą wędką Pro Angler. Tysięcy zadowolonych wędkarzy nie może się mylić!

Nim orientuję się w sytuacji luz. O nie. To było na pewno to branie, dla którego poświęciłem dzisiaj ten wolny dzień. Przyciągam przynętę, na której widać wyraźne cięcie. Przez kwadrans próbuję skusić rywala ponownie, jednak ten ani myśli, by poprawić mi humor.

Schodzę niżej zatrzymując się to tu to tam. Wiatr hula po drzewach i krzewach, nie oszczędzając zakamarków mojego kaptura. W zastoisku przy brzegu wyciągam podrostka i drugi ciut większy spina mi się pod nogami.

Są aktywne, żerują, ale ten wiatr naprawdę utrudnia mi zadanie. Wdziera się pod kurtkę. Chce mnie przegonić znad rzeki. Robię króciutką przerwę na łyk gorącej herbaty. Przyjemne ciepło rozchodzi się od wewnątrz.

Postanawiam spróbować bez rękawiczek. Te są już tak mokre, że mam wrażenie jakbym trzymał ręce w wodzie. Chwilę przytrzymuję dłonie w ciepłych kieszeniach spodni. Trzy rzuty i odchodzę od tego pomysłu.

Rękawiczki, choć mokre to osłaniały jednak palce od wiatru. Bez nich wskazujący i kciuk grabieją w szybkim tempie. Na jednym z kolejnych miejsc tracę przynętę. Wiążąc nową zapominam zapiąć kieszeń kamizelki.

Schylając się wypadają mi z niej: rozwieracz i szczypce do wyhaczania. Z pluskiem wpadają do wody i nikną gdzieś w tym głęboczku. No ładnie. Po kolejnym kwadransie zaczynam czuć w kołowrotku dziwne tarcie.

Po kolejnych paru rzutach czuję już każdy trybik tego mechanizmu. Zdaje się, że mój kołowrotek też ma już dość, a wręcz, że kończy się jego siedmio-letni żywot. Rozmyślając nad tym staję nad kolejnym zakrętem.

Chmury jakby gęstnieją, a niebo robi się jeszcze bardziej ciemne.. Rzeka skręca tu o 90 stopni, tworząc po mojej stronie głęboczek z rynną. Stan wody nie jest duży, bo normalnie to miejsce jest jednym z głębszych w tych okolicach.

Na agrafce zawisa kopyto o żółtawym, ale odblaskowym odcieniu. W zestawieniu z czerwonym grzbietem wydaje mi się dość drażniącą przynętą. Posyłam je pod drugi brzeg w spowolnienie. Przynęta najpierw opada, a następnie poderwana penetruje zastoisko.

Pusto. Wabik rusza z prądem i gdy wchodzi w spowolnienie po mojej stronie następuje raptowne przytrzymanie. Takie jak to wcześniejsze. Tępe łup, bez ceregieli. Ruch zziębniętego ramienia wydaje mi się nieco spóźniony, jednakże nie.

JEST! SIEDZI! Ryba targa łbem i idzie dołem w moim kierunku. Hamulczyk odżywa i modlę się tylko, żeby ten cholerny kołowrotek nie wywinął mi jakiegoś numeru. Wiem, że to już jedno z ostatnich miejsc, w których zamierzałem dziś łowić.

Reklama
Product

⚙️ Zestaw startowy dla początkujących - PROMOCJA!

Kompletny zestaw wędkarski w super cenie. Wszystko co potrzebujesz do rozpoczęcia przygody z wędkarstwem.

Jestem przemarznięty, mokry i wiem, że to jest ta jedna ryba, dla której tu dziś przyjechałem. Przeciwnik też nie kapituluje, dając mi chwile radości. Dwa razy mocniej odjeżdża w kierunku środka, szukając swojej szansy w szybszym nurcie.

Chcąc nie chcąc podprowadzam go pod powierzchnię, gdzie niczym krokodyl ryba owija się wokół własnej osi. Widzę wystającą z pyska przynętę. Szczupak jest zacięty płytko, co jeszcze bardziej mnie elektryzuje.

Przeciąganie nie trwa jednak już długo i wyślizgiem ląduję go na brzegu. Shrap-Drakers.pl | Shrap Drakers Fishing | Wędkarstwo Shrap-Drakers.pl | Shrap Drakers Fishing | Wędkarstwo Wydaje radosny okrzyk, a gębula sama się śmieje.

W jednej chwili nic nie jest ważne. Zziębniętych palców nie czuję, a mokre spodnie też są teraz dla mnie bez znaczenia. Z trudnością wyciągam aparat i pstrykam kilka ostatnich w tym roku już fotek.

Kładę szczupaka ostrożnie w wodzie. Odpoczywa kilka sekund, po czym z impetem obraca się i znika. Shrap-Drakers.pl | Shrap Drakers Fishing | Wędkarstwo Shrap-Drakers.pl | Shrap Drakers Fishing | Wędkarstwo Jestem cholernie szczęśliwy.

Wiem, że to ostatni wypad w tym roku. Za tydzień spotkanie w gronie Dobrych Ludzi, potem zakupowy weekend. Za dwa tygodnie już święta, więc czas szczupaczych podchodów ewidentnie dobiegł dla mnie końca.

Była to ostatnia tegoroczna wyprawa, a także ostatni sezon w beztrosce życia. Po nowym roku na świat zawita mój mały następca i wiem dobrze, że odpowiedzialność rodzicielska przeprogramuje mi życiowe priorytety.

Nie, nie – to nie koniec świata oczywiście, ale dotychczasowy wymiar mojej pasji z pewnością na jakiś czas ulegnie zmianie. Dziękuję Ci Rzeko za ostatnie tegoroczne emocje, a Tobie Szczupaku życzę, abyś żył długo, i szczęśliwie omijał wszelakie niebezpieczeństwa!!!

A wodom cześć !!! Wozik77

Reklama
Premium wędkarstwo

🎣 Premium Wędkarstwo - Dołącz do Elity!

Odkryj ekskluzywne produkty i techniki używane przez mistrzów wędkarstwa.

💬

Komentarze

Dołącz do dyskusji i podziel się swoimi przemyśleniami

0 komentarzy

Dołącz do dyskusji!

Zaloguj się, aby dodać swój komentarz i podzielić się doświadczeniem

📚

Podobne artykuły

Odkryj więcej fascynujących treści, które mogą Cię zainteresować

Moje Catch & Release cz. I
📖 ~5 min
Wędkowanie spinning

Moje Catch & Release cz. I

Dwadzieścia kilka lat temu z rumieńcami na twarzy obserwowałem kołyszący się na wodzie spławik. Na końcu zestawu wisiał biały robak, a ja z czekałem z ogromnym podnieceniem na branie narwiańskiego potwora. Gotowy w każdej chwili zareagować na najmniejsze drgnięcie malutkiego spławika stałem nad brzegiem Narwi przygotowany do walki z tą wielką i waleczną rybą, której brania oczekiwałem z tak wielkim zniecierpliwieniem. Marzenie się spełniło szybciej niż przypuszczałem, po mocnym zacięciu i niesamowitej walce, na końcu mojego zestawu wisiała narwiańska... ukleja.

👤 bysior 👁️ 4,323
31.10.2012
Biebrza - dzika rzeka
📖 ~5 min
Wędkowanie spinning

Biebrza - dzika rzeka

Biebrzo, rzeko mych młodzieńczych marzeń, ukryta wśród mazurskich i podlaskich łąk. Dziś po wielu latach starań oraz dążeń, jesteś osiągalna, bo na wyciągnięcie rąk. Jesteś skarbem żywym Polski i Europy, poprzez tysiąclecia płyniesz sobie w dal. Bronisz skarbów swoich, zniechęcasz głupoty. Tyś pomnik przyrody, wykuty wśród fal. Zbyt głośno o Tobie, rzeko zapomnienia, tym się Biebrzo martwię i w sercu mam lęk, że nadejdą lata, gdy zechcą Cię zmieniać i nic nie pomoże z głębi bagien jęk.

👤 Bizonik 👁️ 8,265
13.05.2012
Boleniowa majówka 2012
📖 ~5 min
Wędkowanie spinning

Boleniowa majówka 2012

W tym roku długi majowy weekend był wyjątkowo… długi. Cieszyło to wszystkich wędkarzy, ale szczególnie spinningistów czekających z utęsknieniem na początek sezonu na bolenia i szczupaka…

👤 Paweł 👁️ 1,926
06.05.2012