alkohol na wodzie- wieczny problem

alkohol na wodzie- wieczny problem

Forum Wędkarskie · Off Topic

alkohol na wodzie- wieczny problem

Off Topic

← Poprzednia
Strona 1 z 3
M2
@maniek72 Archiwum
11.03.2013 13:17
Czy mi się coś wydawało, czy na jednym filmiku pies na skuterze przedmuchiwał wędkarza na łódce??
1765 wyświetleń 79 odpowiedzi

Odpowiedzi

79 odpowiedzi · 1,765 wyświetleń

Idź do ostatniej odpowiedzi
RN
11.03.2013 13:54 · Odpowiedź #42936
Widzisz Maniek co za Państwo:)
W Szwecji znajomi też podpisywali papier że po alko nie pływają :)

SA
11.03.2013 14:34 · Odpowiedź #42937

Czy mi się coś wydawało, czy na jednym filmiku pies na skuterze przedmuchiwał wędkarza na łódce??

Nic nowego Maniek. Co prawda w ub. na ZZ nie byłem ale w 2011 na 3 jesienne pływania 2x prowadzącemu łódkę kazali dmuchać.

JO
11.03.2013 14:36 · Odpowiedź #42938
po mojemu to bardzo dobrze że sprawdzają stan, chociaż tam o to dbają bo u mnie na Narwi ile lat opłacam składki to nie byłem kontrolowany ani razu jak pływaliśmy łódką ,czy też jak byłem na rybkach z brzegu
M2
11.03.2013 17:19 · Odpowiedź #42942
Uff jak gorąco. jakoś nie wyobrażam sobie, jak można spędzić cały letni dzień na łódce bez choć kilku browarków. Całe szczęście, że - z tego co zrozumiałem- wystarczy, że jest jeden trzeźwy na łódce, i wtedy wszystko jest OK?? Ja nigdy się z czymś takim jeszcze nie s[potkałem- na szczęście.
SA
11.03.2013 21:47 · Odpowiedź #42947

Uff jak gorąco. jakoś nie wyobrażam sobie, jak można spędzić cały letni dzień na łódce bez choć kilku browarków.

Trochę więcej wyobraźni Maniek 😜 Nam się zdarzało spożywać ale od kiedy wprowadzono zakaz to kolega który jest właścicielem łódki (6,5m BayLiner) nie spożywa a ja nie jestem aż taka menda żeby pić jak kolega nie może.

M2
12.03.2013 07:01 · Odpowiedź #42949

kolega który jest właścicielem łódki (6,5m BayLiner) nie spożywa a ja nie jestem aż taka menda żeby pić jak kolega nie może.

Ja bym nie dał rady tak sie ograniczać:dobani:

JO
12.03.2013 10:26 · Odpowiedź #42950
a moje zdanie jest takie, że traktu łódkę jak samochód wiadomo słonce, lato ale bezpieczeństwo na pierwszym miejscu najważniejsze
SA
12.03.2013 11:26 · Odpowiedź #42951
Ja bym nie dał rady tak sie ograniczać:dobani:

Kiedyś do tego dorośniesz 😜
Mam znajomego w Słupsku który był instruktorem nurkowania i ratownikiem WOPR. Opowiadał że wiele razy ich wzywano do poszukiwań wędkarzy którzy nie do końca dobrowolnie opuścili łódkę i to na jeziorach w tym rejonie jak też na Bałtyku. Sekcja zwłok w ponad 90% wykazywała stan wskazujący a jako ciekawostka to prawie wszyscy topielcy (za życią wędkarze) mieli rozpięte rozporki.
Lałeś Maniek po kilku piwach na dużym jeziorze przy większym wietrze z łódki? Jeśli nie to nie znasz życia :dokuczacz:

AW
12.03.2013 11:49 · Odpowiedź #42952

Ja bym nie dał rady tak sie ograniczać:dobani:

Kiedyś do tego dorośniesz 😜
Mam znajomego w Słupsku który był instruktorem nurkowania i ratownikiem WOPR. Opowiadał że wiele razy ich wzywano do poszukiwań wędkarzy którzy nie do końca dobrowolnie opuścili łódkę i to na jeziorach w tym rejonie jak też na Bałtyku. Sekcja zwłok w ponad 90% wykazywała stan wskazujący a jako ciekawostka to prawie wszyscy topielcy (za życią wędkarze) mieli rozpięte rozporki.


Darek to musialo byc w prehistorycznych czasach przed wynalezieniem butelek PET :)
SA
12.03.2013 14:38 · Odpowiedź #42955
Darek to musialo byc w prehistorycznych czasach przed wynalezieniem butelek PET :)

Kolega przestał działać w 2006 więc raptem 7 lat temu brał udział w ostatnich działaniach.
Wiem że butelki są bardzo przydatne ale czy wszyscy to stosują? kolega z którym pływam najczęściej przekonał się do tego pomysłu jak w 2007 albo 8 opuścił łódkę próbując na Bałtyku sikać z dziobu.
Był trzeźwy tyle że trochę bujało a dziób ma ok.1m nad lustrem wody. Dzięki temu np. wiemy że kombinezon jest dobrym pomysłem ale wiemy też że Nokia zamoczona w Bałtyku po wysuszeniu działa.

BK
12.03.2013 12:22 · Odpowiedź #42953
ale i tak nie wyobrażam sobie odlewania się do butelki na siedząco

a co do alkoholu to jestem zdecydowanym przeciwnikiem na wodzie

JO
12.03.2013 13:40 · Odpowiedź #42954
do tej butelki to jakiś lejek by się przydał, he he albo zawsze można zabrać miskę ze sobą 😎
M2
12.03.2013 15:54 · Odpowiedź #42957
A w moich stronach tradycja jest; jak jedzie się na ryby, a zwłaszcza na nockę jakiś alkohol musi być- wiadomo, że kierowca pije mniej lub wcale, ale taki towarzyski dłuższy wypad bezalkoholowo jest nie do przyjęcia. I jakoś ciężko mi uwierzyć, że facet wypadający z łódki- nie ważne pijany, czy trzeźwy od razu się topi.🤪 A co do lania, to robiłem to setki, jak nie tysiące razy z dwuosobowego rosyjskiego pontonu z miękką podłogą, nigdy nie używałem butelki i nigdy nie wpadłem do wody- do perfekcji za to opracowałem technikę szczania klęcząc na miękkich burtach.👋
MN
12.03.2013 16:06 · Odpowiedź #42958
Ja Wam powiem że albo łowienie, albo picie.
Sam nie piję praktycznie w ogóle, na rybach chyba nigdy nie piłem ale trzykrotnie z pokładu traciłem kompana właśnie przez alkohol.
Powiem więcej, ch** mnie strzela jeśli zabiorę kogoś na ryby, podjeżdżam po niego i ledwo zdążę ruszyć ten mi mówi "weź zaleć do nocnego wezmę kilka piwek". Mało tego, przez kilka godzin wysączy ten sześciopak i w końcu rzuca hasło "nie podjechałbyś do sklepu.....". Albo na łódce, co 30min bujanie łódki i szczanie za burtę :boisie:.

A przepis picia i prowadzenia łodzi - w Pułtusku całkowicie martwy. Na 66km (Pułtuszczaki wiedzą co to za miejsce) widziałem jak "operator" łodzi wcisnął w brzeg swojego syna którego ciągnął na oponie - z tego co wiem wylądował w szpitalu a ojciec będący sternikiem oczywiście w trzy dupy pijany.
Sytuacja z zeszłego roku, też większość pewnie widziała lub słyszała. Pijanych dwóch przyjaciół wielką białą motorówką którzy nie trafili na wpływ do domu polonii tylko trafili w falochron na którym łódź zawisła. Po przyjściu policji i rozmowie ze sternikiem policjanci odeszli ale to co było chwilę później zwaliło tych co słyszą wypowiedziane słowa z nóg - kolega sternika zapytał co policjanci chcieli, na co ten odpowiedział - że wędka nam wypadła i przynieśli - dodam tylko że wędkę zebrali łowiącym ludziom z brzegu bo płynąc obijali się o brzegi zwijając zestawy. Ciężko to opowiedzieć ale śmiechu było.

Szkoda więcej pisać w tym temacie.
BR
12.03.2013 16:39 · Odpowiedź #42963
Nie wiem czy jest o czym w ogóle pisać...namawianie lub tolerowanie wykroczenia lub przestępstwa nie powinno być poruszane na forum, biorą z nas przykład osoby młode nie pełnoletnie często nie mające prawidłowych autorytetów a sugerują się tym co się pisze mówi na forach w tym naszym.

Moim zdaniem temat można usunąć jako jałowy.
BK
12.03.2013 16:44 · Odpowiedź #42964
Widzisz Przemku myślę że nie ma co go usuwać bo na 10 łódek na wodzie na 8 jest ktoś po alkoholu i to nie jest kwestia namawiania kogoś tylko wręcz wytykania palcami co on robi że nie dba o bezpieczeństwo swoje a co ważne i innych.
AW
12.03.2013 17:53 · Odpowiedź #42968
Ja stosuje zasade kto trzyma rumpel ten nie pije, no max dwa piwa na dzien plywania. Lowienie bez alko jest nieciekawe, a juz taki trolling to zupelnie. A kompanow dobieram takich zeby wiedzieli ile moga wypic. Raz nas troche ponioslo na zawodach kola....jeden spal pod plotem... drugi plywal lodka do polowy napelniona woda....tranzystorek szlag trafil....przynety pordzewialy....a wszystko przez te upaly....
MN
12.03.2013 17:58 · Odpowiedź #42970

...... Raz nas troche ponioslo na zawodach kola....jeden spal pod plotem... drugi plywal lodka do polowy napelniona woda....tranzystorek szlag trafil....przynety pordzewialy....a wszystko przez te upaly....


Czyli standardówka 😂. Dobrze że nie dopisałeś że po ok 24h kilka kilometrów dalej odnaleziono jednego z uczestników zawodów ;).

SA
12.03.2013 17:59 · Odpowiedź #42971
Koledzy z WCWI będąc kilka lat temu nad Narwią powyżej Pułtuska byli świadkami balangi grupy wędkarsko/rodzinnej z Siedlec i w nocy usłyszeli krzyki. Okazało się że jeden z gości pochylił się chyba po siatkę a może po wedkę i nie utrzymał równowagi, poszedł startowym i nie wypłynął.Rodzina rzuciła się do wody ale nic z tego. Przyjechała straż, Policja (po długim czasie jak znaleźli miejscówkę) i znaleźli gościa kawałek w dół rzeki jak się zaczepił o zwalone drzewo. Wody gdzie gość zanurkował było do bioder,dlaczego nie stanął ? może dlatego że był w "trzy dupy" pijany? dlaczego go pełzająca po wodzie rodzina nie znalazła?
może z tego samego powodu?
Co by nie było że ja taki niewinny jak "lylyja", zdarzało mi spożywać ale nigdy do stanu żebym nie wiedział co się dzieje albo przemieszczał się pełzając. Teraz siedząc gdzieś na noc przy ognisku chętniej przyjmę butelkę czy dwie czerwonego wina niż kilka piw. Z niedużym wyjątkiem: jak robię ziemniaki z popiołu a do tego masełko to z dziką radością popijam czystą, zimną wódą .
QA
12.03.2013 18:50 · Odpowiedź #42981
Hmmm... A ja Panowie uważam, że picie na łódce to skrajna nieodpowiedzialność. Nie chodzi o prawo, a o to, że naprany koleś jak wpadnie do wody to zazwyczaj jest kaplica. Wiem co mówię, jestem ratownikiem i płetwonurkiem. Widziałem to i owo. Ogólnie tez nie jestem fanem zasiadek ze skrzynką browara i nocnych wrzasków, jakże często widzianych nad naszymi wodami. Nie mam nic przeciwko wypiciu 2-3 browarków na rybach, ale ile razy spotkałem "wódkarzy", którzy ledwo stali na nogach. Jak Cię widzą tak Cię piszą i później sami kreujemy postrzeganie nas jako ludzi idących nad wodę nachlać się w spokoju bez jęczenia baby... Przykre.
Pozdrawiam,
Kuba
BK
12.03.2013 18:59 · Odpowiedź #42984
no to w inna stroną

bodajże w 1999 lub w 2000 roku na Śniardwach jesteśmy świadkami akcji WOPRu
płyną na pełnym gazie w miejsce gdzie stoi kilka łódek co się okazało sąsiad z łódki obok zadzwonił po nich bo jedyna trzeźwa osoba na tej drugiej lódce miała zawał i nikt inny nie był w stanie wykonać telefonu

inny przypadek

w 2009 roku koleś wypada za burtę dwóch jego kompanów nie mogą mu pomóc, podpływamy do nich wyciągamy delikwenta do nas na łódkę i co się okazuję nie dość że jako jedyny był trzeźwy to jako jedyny umiał pływać

kolejny przypadek późna jesień Zegrze koleś wypada z łódki jego kompan nie może mu pomóc wzywa pomoc jest na tyle pijany ze nie jest wstanie stwierdzić jak tamten był ubrany

no i chyba najbardziej przykre znajomemu wypada z łódki kolega znajomy trzeźwy steruje łodką na Wiśle przed wejściem do kanału Żereńskiego koleś się topi i znajomy dostaje wyrok dwa lata w zawieszeniu na pięć

dlatego ja wole mieć trzeźwą załogę na pokładzie a jak komuś się to nie podoba sorki nie musi ze mną pływać

QA
12.03.2013 19:51 · Odpowiedź #42994
No niestety ale Bizonik ma rację. Do tego dochodzi uciąg wody, szok termiczny, zachłyśnięcie się wodą i tak jak pisałem powyżej - pijany za burtą to zwykle kaplica - tym bardziej, że zwykle kompani z łodzi też trzeźwością nie grzeszą. Ma super fart, jak ktoś postronny zauważy i go wyciągnie, jak nie to fajny wypadzik z flaszeczką nad wodę kończy się tak jak pisał Bizonik - zawiasy i trauma do końca życia.
Pozdrawiam,
Kuba
M2
12.03.2013 19:57 · Odpowiedź #42996

jak pisałem powyżej - pijany za burtą to zwykle kaplica - tym bardziej, że zwykle kompani z łodzi też trzeźwością nie grzeszą. Ma super fart, jak ktoś postronny zauważy i go wyciągnie, jak nie to fajny wypadzik z flaszeczką nad wodę kończy się tak jak pisał Bizonik - zawiasy i trauma do końca życia.
Pozdrawiam,
Kuba

No rany proszę Was- bez przesady, wiele razy wyleciałem po pijaku z łódki, i moi znajomi tez, nigdy nawet nie było żadnego zagrożenia, a i kamizelki w moich stronach tez nikt z bliska nie widział. Nieraz specjalnie wyskakuje się do zimnej wody, żeby trochę przetrzeźwieć. Woda, wóda, weeckend, towarzystwo.... standard dla heteroseksualnych.😄
QA
12.03.2013 20:07 · Odpowiedź #42998


jak pisałem powyżej - pijany za burtą to zwykle kaplica - tym bardziej, że zwykle kompani z łodzi też trzeźwością nie grzeszą. Ma super fart, jak ktoś postronny zauważy i go wyciągnie, jak nie to fajny wypadzik z flaszeczką nad wodę kończy się tak jak pisał Bizonik - zawiasy i trauma do końca życia.
Pozdrawiam,
Kuba

No rany proszę Was- bez przesady, wiele razy wyleciałem po pijaku z łódki, i moi znajomi tez, nigdy nawet nie było żadnego zagrożenia, a i kamizelki w moich stronach tez nikt z bliska nie widział. Nieraz specjalnie wyskakuje się do zimnej wody, żeby trochę przetrzeźwieć. Woda, wóda, weeckend, towarzystwo.... standard dla heteroseksualnych.😄



Spoko, każdy kowalem swojego losu :)
KY
13.03.2013 08:38 · Odpowiedź #43019
Naprawdę trzeba się mocno spiąć, żeby nie dać się sprowokować niektórym wpisom w tym wątku.
Ja powiem tak: również święty nie jestem i zdarzy się wypić ze 2 piwka na rybach, ale chlania wódy już sobie nie wyobrażam. Po prostu mam inne standardy i chlać nad wodą nie muszę, znam lepsze(bezpieczniejsze) miejsca do tego celu.
M2
13.03.2013 10:53 · Odpowiedź #43024

Naprawdę trzeba się mocno spiąć, żeby nie dać się sprowokować niektórym wpisom w tym wątku.
Ja powiem tak: również święty nie jestem i zdarzy się wypić ze 2 piwka na rybach, ale chlania wódy już sobie nie wyobrażam. Po prostu mam inne standardy i chlać nad wodą nie muszę, znam lepsze(bezpieczniejsze) miejsca do tego celu.


No właśnie.... pozwolę sobie pociągnąć jeszcze odrobinę ten wątek; Ja sobie nie wyobrażam ryb bez chlania - przynajmniej od czasu kiedy kupiłem sobie działke nad samym Bugiem, gdzie stoi mała drewniana chatka, gdzie co weekend przyjeżdżają do mnie znajomi, gdzie w dzień łazimy trochę ze spiningami, a po zmierzchu- często przy zarzuconych sumówkach.... po prostu ognisko, grill, ogień.... i OGIEŃ I ja to normalnie kocham, wędkarstwo to nie tylko łowienie ryb to również wieczorne ognisko nad wodą, to pogawędki do rana często przy ogromnych ilościach alkoholu- ja to po prostu uwielbiam, nie wiem jak Wy. A może Wy po prostu nigdy nie próbowaliście?? Może warto kiedyś sprobować i sprawdzić co jest naprawdę fajne.??

MN
13.03.2013 11:08 · Odpowiedź #43026


No właśnie.... pozwolę sobie pociągnąć jeszcze odrobinę ten wątek; Ja sobie nie wyobrażam ryb bez chlania - przynajmniej od czasu kiedy kupiłem sobie działke nad samym Bugiem, gdzie stoi mała drewniana chatka, gdzie co weekend przyjeżdżają do mnie znajomi, gdzie w dzień łazimy trochę ze spiningami, a po zmierzchu- często przy zarzuconych sumówkach.... po prostu ognisko, grill, ogień.... i OGIEŃ I ja to normalnie kocham, wędkarstwo to nie tylko łowienie ryb to również wieczorne ognisko nad wodą, to pogawędki do rana często przy ogromnych ilościach alkoholu- ja to po prostu uwielbiam, nie wiem jak Wy. A może Wy po prostu nigdy nie próbowaliście?? Może warto kiedyś sprobować i sprawdzić co jest naprawdę fajne.??



Oj tam Maniek, raz byś sobie odpuścił i zobaczył to z tej strony którą ja najczęściej widzę. Dojazd nad wodę o brzasku w piękny letni dzień. Piękna polana i kilka namiotów. Rozstawione wędki których nikt nie pilnuje, im bliżej podchodzę tym więcej widzę porozrzucanych puszek, butelek i resztek jedzenia. Nagle moim oczom ukazuje się dość "nietypowy" widok, z namiotu do połowy wystaje czyjaś dolna część ciała. Widok o poranku niecodzienny?, w Twoich stronach może i nie ale u mnie budzi mały niesmak kiedy z rana zamiast rosy i zwierzaków na trawie widzę przemoczone szczylami majty na dupie pijanego "wędkarza", który jeszcze nie odpalił po nocnej libacji 😂. Zaciskam szczękę i rozkładam spinning, łowię kilka godzin i w końcu słyszę: "Stasiek kurwa wstawaj, wędki nam pokradli". Oczywiście po kilku minutach się mnie pytają czy nie widziałem tu jeszcze kogoś bo ich okradziono 🤪. Ta sytuacja miała miejsce naprawdę - mam na to jeszcze dwóch świadków a i podobnych opowiastek mogę tu wypisać kilka stron jak to się "wędkarze" bawią nad wodą.
Tyle piszemy o kulturze wędkarskiej a to w 90% jest właśnie zachowanie wędkarzy. Narzekamy że brudno nad wodą, że czasami strach łowić gdy słyszymy dookoła rozbawione głosy biwakujących którym nikt nie wie co do łba po wódce strzeli.

Temat zbacza bo zaczynał się o czymś innym a zaraz zboczy jeszcze bardziej. Ja nikogo nie chcę oceniać, nie piję bo nie lubię mam za to słabość do innych "rzeczy", ja tylko piszę jak ja to widzę oczyma człowieka dla którego alkohol może nie istnieć.
KY
13.03.2013 12:14 · Odpowiedź #43027

No właśnie.... pozwolę sobie pociągnąć jeszcze odrobinę ten wątek; Ja sobie nie wyobrażam ryb bez chlania - przynajmniej od czasu kiedy kupiłem sobie działke nad samym Bugiem, gdzie stoi mała drewniana chatka, gdzie co weekend przyjeżdżają do mnie znajomi, gdzie w dzień łazimy trochę ze spiningami, a po zmierzchu- często przy zarzuconych sumówkach.... po prostu ognisko, grill, ogień.... i OGIEŃ I ja to normalnie kocham, wędkarstwo to nie tylko łowienie ryb to również wieczorne ognisko nad wodą, to pogawędki do rana często przy ogromnych ilościach alkoholu- ja to po prostu uwielbiam, nie wiem jak Wy. A może Wy po prostu nigdy nie próbowaliście?? Może warto kiedyś sprobować i sprawdzić co jest naprawdę fajne.??


Zależy co kto lubi.
Ja na tyle lubię łowić i obcować z przyrodą, że nie koniecznie chcę to mieszać z imprezą.
Jak łowienie- to łowienie, a jak impreza to impreza, bez półśrodków.
Trochę smutne to co piszesz: "Ja sobie nie wyobrażam ryb bez chlania...", ale pięknie się wpisuje w stereotyp wędkarza gumofilca, który usilnie próbujesz promować na forum. Tak, wiem, wiem w twoich stronach to tradycja...tylko czy każdą tradycję należy kultywować?
QA
13.03.2013 12:40 · Odpowiedź #43029


No właśnie.... pozwolę sobie pociągnąć jeszcze odrobinę ten wątek; Ja sobie nie wyobrażam ryb bez chlania - przynajmniej od czasu kiedy kupiłem sobie działke nad samym Bugiem, gdzie stoi mała drewniana chatka, gdzie co weekend przyjeżdżają do mnie znajomi, gdzie w dzień łazimy trochę ze spiningami, a po zmierzchu- często przy zarzuconych sumówkach.... po prostu ognisko, grill, ogień.... i OGIEŃ I ja to normalnie kocham, wędkarstwo to nie tylko łowienie ryb to również wieczorne ognisko nad wodą, to pogawędki do rana często przy ogromnych ilościach alkoholu- ja to po prostu uwielbiam, nie wiem jak Wy. A może Wy po prostu nigdy nie próbowaliście?? Może warto kiedyś sprobować i sprawdzić co jest naprawdę fajne.??



No widzisz, opisałeś w 100 % coś, co jak widzę nad wodą to aż mnie trzęsie i czego nienawidzę. Idę nad wodę, a tam, ognisko, rzygi, szczochy, wrzaski, bluzgi porozwalane butle i puchy czyli ten tzw. OGIEŃ, który uwielbiasz. Sorry, ale dla mnie takie zachowanie nad wodą powinno być karane. Ja chodzę nad wodę czasami z dzieckiem i nie mam ochoty patrzeć na zataczające się towarzystwo, bluzgające, szczające i rzygające 2 metry od ogniska przy którym siedzi. Dla mnie to zezwierzęcenie i bark poszanowania innych i zwyczajnej kultury. Ja jadę nad wodę połowić, odprężyć się i niem mam ochoty słuchać tekstów typu: "K..a, Stachu gdzie do ch...a schowałeś flachę", albo patrzeć na wpół zgiętego typa rzucającego pawia przy własnym namiocie. Ja nie mam ochoty, a tym bardziej nie mam ochoty, żeby mój syn na to patrzył. Dla mnie to jet zwykłe buractwo. Właśnie przez takie zachowania powstaje stereotyp wędkarza, który pokutuje wśród niewędkujących. Dla nich to nie jest jak np. w UK, elegancki człowiek, dbający o środowisko, kulturalny itd., tylko napier...y burak w gnojochodach, którego trzeba omijać łukiem, bo nie wiesz czy czasem w mordę nie dostaniesz, bo krzywo się na niego spojrzałeś. Przepraszam, za odejście od głównego tematu, ale promowanie przez Ciebie chlania podczas wędkowania jest dla mnie nie do przyjęcia.
Co do ostatniego zdania: Może warto kiedyś spróbować i sprawdzić co jest naprawdę fajne.??
spróbuj kiedyś bez tego OGNIA, będziesz miał więcej brań (bo skupisz się na wędkach nie na butli) i może wtedy sprawdzisz co jest naprawdę fajne....
Pozdrawiam,
Kuba
M2
13.03.2013 12:57 · Odpowiedź #43031


No widzisz, opisałeś w 100 % coś, co jak widzę nad wodą to aż mnie trzęsie i czego nienawidzę. Idę nad wodę, a tam, ognisko, rzygi, szczochy, wrzaski, bluzgi porozwalane butle i puchy czyli ten tzw. OGIEŃ, który uwielbiasz. Sorry, ale dla mnie takie zachowanie nad wodą powinno być karane. Ja chodzę nad wodę czasami z dzieckiem i nie mam ochoty patrzeć na zataczające się towarzystwo, bluzgające, szczające i rzygające 2 metry od ogniska przy którym siedzi. Dla mnie to zezwierzęcenie i bark poszanowania innych i zwyczajnej kultury. Ja jadę nad wodę połowić, odprężyć się i niem mam ochoty słuchać tekstów typu: "K..a, Stachu gdzie do ch...a schowałeś flachę", albo patrzeć na wpół zgiętego typa rzucającego pawia przy własnym namiocie. Ja nie mam ochoty, a tym bardziej nie mam ochoty, żeby mój syn na to patrzył. Dla mnie to jet zwykłe buractwo. Właśnie przez takie zachowania powstaje stereotyp wędkarza, który pokutuje wśród niewędkujących. Dla nich to nie jest jak np. w UK, elegancki człowiek, dbający o środowisko, kulturalny itd., tylko napier...y burak w gnojochodach, którego trzeba omijać łukiem, bo nie wiesz czy czasem w mordę nie dostaniesz, bo krzywo się na niego spojrzałeś. Przepraszam, za odejście od głównego tematu, ale promowanie przez Ciebie chlania podczas wędkowania jest dla mnie nie do przyjęcia.
Co do ostatniego zdania: Może warto kiedyś spróbować i sprawdzić co jest naprawdę fajne.??
spróbuj kiedyś bez tego OGNIA, będziesz miał więcej brań (bo skupisz się na wędkach nie na butli) i może wtedy sprawdzisz co jest naprawdę fajne....
Pozdrawiam,
Kuba

Hehehe, kurde, jednak sie nie zrozumiemy.... Po pierwsze ostatni raz wymiotowałem po alkoholu 25 lat temu w LO i od tamtej pory wina nie pijam i nie rzygam. Nie krzyczę (krzyczymy) tylko spokojnie sobie siedzimy przy grilu lub ognisku, pijemy i rozmawiamy, Nie upijam się w trupa, ani ja, ani moi znajomi- staramy się brać tego literka na głowę na wieczór i to tak samo dobrze jest. Dodam jeszcze, że w moich stronach po prostu pije sie dużo i często i wszyscy- jak to na wsi, więc mnie generalnie to nie rusza i nie fiksuje po wodzie jak większość ludzi, którzy napiją sie raz na kilka miesięcy. Nie będziesz też mnie wtedy nigdy widział, ani słyszał - ani też Twoje dzieci bo robię to na swojej prywatnej działce, na która nie masz prawa wstępu bez mojego zezwolenia. Podobna sprawa z syfem, czy bałaganem- generalnie nie syfimy, a jak już to potem sprzątamy, i nie sądzę, żebyś na całej mojej 50ciohektarowej działce znalazł choć papierek, łącznie z linią brzegową rzeki, którą regularnie sprzątam, bez względu na to, kto nasyfił, chociaż generalnie tam nikt nie syfi, bo nikogo nigdy nie ma- prócz mnie, jedyne brudy to przynosi wysoka woda.
A tak poza tym, to i tak kiedyś dacie się namówić i do mnie przyjedziecie i zobaczycie jak to jest na prawdę.
Ps.Tak jestem wieśniakiem, mieszkam na wsi, chodzę w gumofilcach, jem ryby, które łapie też czasami siatką. No i co z tego??

QA
13.03.2013 13:29 · Odpowiedź #43033


Hehehe, kurde, jednak sie nie zrozumiemy.... Po pierwsze ostatni raz wymiotowałem po alkoholu 25 lat temu w LO i od tamtej pory wina nie pijam i nie rzygam. Nie krzyczę (krzyczymy) tylko spokojnie sobie siedzimy przy grilu lub ognisku, pijemy i rozmawiamy, Nie upijam się w trupa, ani ja, ani moi znajomi- staramy się brać tego literka na głowę na wieczór i to tak samo dobrze jest. Dodam jeszcze, że w moich stronach po prostu pije sie dużo i często i wszyscy- jak to na wsi, więc mnie generalnie to nie rusza i nie fiksuje po wodzie jak większość ludzi, którzy napiją sie raz na kilka miesięcy. Nie będziesz też mnie wtedy nigdy widział, ani słyszał - ani też Twoje dzieci bo robię to na swojej prywatnej działce, na która nie masz prawa wstępu bez mojego zezwolenia. Podobna sprawa z syfem, czy bałaganem- generalnie nie syfimy, a jak już to potem sprzątamy, i nie sądzę, żebyś na całej mojej 50ciohektarowej działce znalazł choć papierek, łącznie z linią brzegową rzeki, którą regularnie sprzątam, bez względu na to, kto nasyfił, chociaż generalnie tam nikt nie syfi, bo nikogo nigdy nie ma- prócz mnie, jedyne brudy to przynosi wysoka woda.
A tak poza tym, to i tak kiedyś dacie się namówić i do mnie przyjedziecie i zobaczycie jak to jest na prawdę.
Ps.Tak jestem wieśniakiem, mieszkam na wsi, chodzę w gumofilcach, jem ryby, które łapie też czasami siatką. No i co z tego??



Nie, nie rozumiemy się, bo tak jak pisałem kilka postów wyżej, jak chcę się napić to piję w domu. Ty pijesz na działce, prywatnej, na którą nie mam wstępu, pij - mi to nie przeszkadza, jest tylko jeden szkopuł, linia brzegowa rzeki Bug jest ogólnodostępna i przypadkiem ktoś może zobaczyć jak imprezujecie, a Ty nie masz prawa go przepędzić, ale mniejsza o to, tak jak napisałem wyżej Twoja działka, masz chęć pić, pij ile wlezie, dopóki robisz to na terenie prywatnym.
Nie mam nic do gumofilców jako takich. Też mieszkam na wsi i u siebie na działce chodzę w gumofilcach, ale mi chodzi nie o personalne wycieczki, ale o stereotyp postrzegania wędkarzy przez niewędkujących i niestety jest taki jak napisałem. Dla nich to często koleś w gumofilcach i kufajce, nawalony jak świnia.
Nie jem ryb, które złapię, bo je wypuszczam - mój wybór, Ty jesz proszę bardzo. Łapiesz siatką - mam nadzieję, że na swoich prywatnych stawach. Nic mi do tego. Twój wybór.

Reasumując:
chodzi o wody ogólnie dostępne, a tam takie zachowanie jakie opisałeś mnie wkur...a i dla mnie jest niedopuszczalne. W domu czy na własnej działce, niech każdy robi co chce. Nic mi do tego. Na ogólnodostępnych wodach to już coś innego, mandat i wytrzeźwiała. Dla mnie nie ma zlituj. Niestety, ale często kończy się tak, że tak nawalonego typa wyciąga się sztywnego z wody, a w najlepszym wypadku zostaje po nich góra śmieci. Jak chce się nawalić, proszę bardzo, ale w zaciszu domowym. Sam lubię napić się wina czy piwa, ale nie robię tego aż do zgonu i nie nad ogólnodostępną wodą, a tak jak pisałem wyżej nie mam ochoty patrzeć na takie imprezki na ogólnodostępnych terenach, gdzie niektórzy zachowują się jakby urwali się z łańcucha.
Pozdrawiam,
Kuba
M2
@maniek72 (edytowany 13 lat temu)
13.03.2013 13:44 · Odpowiedź #43036

, jest tylko jeden szkopuł, linia brzegowa rzeki Bug jest ogólnodostępna i przypadkiem ktoś może zobaczyć jak imprezujecie, a Ty nie masz prawa go przepędzić

To tylko teoria, u mnie linia brzegowa nie jest ogólnodostępna. Nie masz prawa tam przebywać, a już na pewno nie po zmierzchu, a żeby tam się dostać musisz z 10 km iść na piechotę, więc tak czy inaczej nikt (prócz zaprzyjaźnionej i przyzwyczajonej już placówki SG) nie jest w stanie zakłócić mi mojego "wędkowania". 😏
AW
13.03.2013 22:10 · Odpowiedź #43057



No właśnie.... pozwolę sobie pociągnąć jeszcze odrobinę ten wątek; Ja sobie nie wyobrażam ryb bez chlania - przynajmniej od czasu kiedy kupiłem sobie działke nad samym Bugiem, gdzie stoi mała drewniana chatka, gdzie co weekend przyjeżdżają do mnie znajomi, gdzie w dzień łazimy trochę ze spiningami, a po zmierzchu- często przy zarzuconych sumówkach.... po prostu ognisko, grill, ogień.... i OGIEŃ I ja to normalnie kocham, wędkarstwo to nie tylko łowienie ryb to również wieczorne ognisko nad wodą, to pogawędki do rana często przy ogromnych ilościach alkoholu- ja to po prostu uwielbiam, nie wiem jak Wy. A może Wy po prostu nigdy nie próbowaliście?? Może warto kiedyś sprobować i sprawdzić co jest naprawdę fajne.??



No widzisz, opisałeś w 100 % coś, co jak widzę nad wodą to aż mnie trzęsie i czego nienawidzę. Idę nad wodę, a tam, ognisko, rzygi, szczochy, wrzaski, bluzgi porozwalane butle i puchy czyli ten tzw. OGIEŃ, który uwielbiasz. Sorry, ale dla mnie takie zachowanie nad wodą powinno być karane. Ja chodzę nad wodę czasami z dzieckiem i nie mam ochoty patrzeć na zataczające się towarzystwo, bluzgające, szczające i rzygające 2 metry od ogniska przy którym siedzi. Dla mnie to zezwierzęcenie i bark poszanowania innych i zwyczajnej kultury. Ja jadę nad wodę połowić, odprężyć się i niem mam ochoty słuchać tekstów typu: "K..a, Stachu gdzie do ch...a schowałeś flachę", albo patrzeć na wpół zgiętego typa rzucającego pawia przy własnym namiocie. Ja nie mam ochoty, a tym bardziej nie mam ochoty, żeby mój syn na to patrzył. Dla mnie to jet zwykłe buractwo. Właśnie przez takie zachowania powstaje stereotyp wędkarza, który pokutuje wśród niewędkujących. Dla nich to nie jest jak np. w UK, elegancki człowiek, dbający o środowisko, kulturalny itd., tylko napier...y burak w gnojochodach, którego trzeba omijać łukiem, bo nie wiesz czy czasem w mordę nie dostaniesz, bo krzywo się na niego spojrzałeś. Przepraszam, za odejście od głównego tematu, ale promowanie przez Ciebie chlania podczas wędkowania jest dla mnie nie do przyjęcia.
Co do ostatniego zdania: Może warto kiedyś spróbować i sprawdzić co jest naprawdę fajne.??
spróbuj kiedyś bez tego OGNIA, będziesz miał więcej brań (bo skupisz się na wędkach nie na butli) i może wtedy sprawdzisz co jest naprawdę fajne....
Pozdrawiam,
Kuba

Kolego troche zwolnij bo ponioslo Cie za bardzo. Maniek nie pisal o bluzgach i zygach a jesli Tobie sie ogniska nad woda kojarza jedynie z takimi wydarzeniami to znajdz inne miejsce na wyprawy. Graniczny Bug to nie Narew pod Pogorzelcem albo inny cypel przy 13tce, tam nikt nie napie***la wody latem cala noc, dzien w dzien ale tez nikt nie robi z siebie papieza Franciszka zwlaszcza przy ognisku noca! Troche dystansu...
QA
14.03.2013 11:28 · Odpowiedź #43067


Kolego troche zwolnij bo ponioslo Cie za bardzo. Maniek nie pisal o bluzgach i zygach a jesli Tobie sie ogniska nad woda kojarza jedynie z takimi wydarzeniami to znajdz inne miejsce na wyprawy. Graniczny Bug to nie Narew pod Pogorzelcem albo inny cypel przy 13tce, tam nikt nie napie***la wody latem cala noc, dzien w dzien ale tez nikt nie robi z siebie papieza Franciszka zwlaszcza przy ognisku noca! Troche dystansu...



No widzisz Kolego, wyjaśniłem już, że opisałem sytuacje ekstremalną, z którą niestety często w sezonie można się spotkać. Myślę, że trochę uogólniasz i nie czytałeś dokładnie moich postów, w których pisałem, że nie mam nic przeciwko wypiciu 2-3 browarków, bo wszystko jest dla ludzi, ale jakże ekspresyjny opis kolegi Maniek72, w którym używa stwierdzeń chlanie, ogień i OGIEŃ kojarzą mi się właśnie tak jak opisałem. Dla mnie temat jest skończony i tak jak pisałem, jak ktoś chce chlać, to w domu, bo z chlaniem kojarzy mi się właśnie takie coś jak rzyganie, bluzgi itd., jak ktoś chce się napić piwa nad wodą też proszę bardzo. Wszystko kwestia ilości, zachowania i myślenia.
P.S. Nie mam na celu obrażania nikogo i mam nadzieję, że nikt jednak nie obraża się za moje wypowiedzi. Jeżeli ktoś poczuł się dotknięty, to przepraszam.
Pozdrawiam,
Kuba
M2
14.03.2013 13:34 · Odpowiedź #43069

z chlaniem kojarzy mi się właśnie takie coś jak rzyganie, bluzgi itd., j

A no widzisz Kuba, bo ty po prostu nie potrafisz pić, i wszystkich mierzysz swoją miarą. Dla mnie z chlaniem kojarzy się fajnie spędzony czas, i długie- przyjemne rozmowy przy ognisku...
QA
14.03.2013 13:43 · Odpowiedź #43070


z chlaniem kojarzy mi się właśnie takie coś jak rzyganie, bluzgi itd., j

A no widzisz Kuba, bo ty po prostu nie potrafisz pić, i wszystkich mierzysz swoją miarą. Dla mnie z chlaniem kojarzy się fajnie spędzony czas, i długie- przyjemne rozmowy przy ognisku...



Możliwe Maniek.
M2
12.03.2013 20:15 · Odpowiedź #43000
Rany, nie namawiam do chlania na wodzie, ale nie pisz, że każdy, kto wpadnie do wody umiera. Zobacz w sezonie na plażąch, ile ludzi sie kąpie, pływa na różnych kajakach, rowerach... ilu z nich jest tak całkiem trzeźwych? Ilu z Nich umiera??😄
QA
12.03.2013 20:41 · Odpowiedź #43002

Rany, nie namawiam do chlania na wodzie, ale nie pisz, że każdy, kto wpadnie do wody umiera. Zobacz w sezonie na plażąch, ile ludzi sie kąpie, pływa na różnych kajakach, rowerach... ilu z nich jest tak całkiem trzeźwych? Ilu z Nich umiera??😄


Wiesz, w Polsce zatrzymano w 2011 184000 pijanych kierowców. Ilu nie zatrzymano nie wiem, pewnie drugie tyle, co nie oznacza, że 200000 czy 400000 osób zmarło bo jeździło po pijaku, ale nie zaprzeczysz, że dla każdego z nich prawdopodobieństwo śmierci w wypadku jest znacznie większe niż dla trzeźwego. Rób jak chcesz. Ja nie zamierzam prawić morałów, tylko napisałem co wiem, widziałem itd. Nie wiem, czy miałeś okazję wyławiać trupa, który przeleżał tydzień w wodzie - ja tak. Rodzina nie jest w stanie go poznać. Ja tak kończyć nie chcę. Wędkarstwo to super hobby i niekoniecznie musi być powiązane z piciem, tym bardziej, że ja wiem jedno, prawdopodobieństwo wpadnięcia do wody i utonięcia wzrasta wprost proporcjonalnie do każdego wypitego kielona. Nie dotyczy to tylko pływania na łodzi. Brzeg, dajmy na to Wisły, do najbezpieczniejszych nie należy, tym bardziej w nocy, tym bardziej po pijaku, a jakie balety nad Wisłą late się odprawiają chyba każdy z nas wie. Wpadniesz do wody, nawaleni kumple nawet nie zauważą, a nad ranem rwanie włosów z głowy i tak jak pisałem poprzednio trauma do końca życia. Wnioski każdy wyciąga jakie chce. Ja mam żonę i dwójkę dzieci, mam dla kogo żyć, a nawalić mogę się w domu w spokoju i z ograniczonym prawdopodobieństwem uszczerbku na życiu i zdrowiu. Tak jak pisałem 2-3 browarki podczas wędkowania ok, ale flacha, 2 albo 3 i chlanie do upadłego - dzięki, chyba już zdziadziałem i wyrosłem z tego.

Pozdrawiam,
Kuba

Zaloguj się aby dodać odpowiedź.

← Poprzednia
Strona 1 z 3