Hehehe, kurde, jednak sie nie zrozumiemy.... Po pierwsze ostatni raz wymiotowałem po alkoholu 25 lat temu w LO i od tamtej pory wina nie pijam i nie rzygam. Nie krzyczę (krzyczymy) tylko spokojnie sobie siedzimy przy grilu lub ognisku, pijemy i rozmawiamy, Nie upijam się w trupa, ani ja, ani moi znajomi- staramy się brać tego literka na głowę na wieczór i to tak samo dobrze jest. Dodam jeszcze, że w moich stronach po prostu pije sie dużo i często i wszyscy- jak to na wsi, więc mnie generalnie to nie rusza i nie fiksuje po wodzie jak większość ludzi, którzy napiją sie raz na kilka miesięcy. Nie będziesz też mnie wtedy nigdy widział, ani słyszał - ani też Twoje dzieci bo robię to na swojej prywatnej działce, na która nie masz prawa wstępu bez mojego zezwolenia. Podobna sprawa z syfem, czy bałaganem- generalnie nie syfimy, a jak już to potem sprzątamy, i nie sądzę, żebyś na całej mojej 50ciohektarowej działce znalazł choć papierek, łącznie z linią brzegową rzeki, którą regularnie sprzątam, bez względu na to, kto nasyfił, chociaż generalnie tam nikt nie syfi, bo nikogo nigdy nie ma- prócz mnie, jedyne brudy to przynosi wysoka woda.
A tak poza tym, to i tak kiedyś dacie się namówić i do mnie przyjedziecie i zobaczycie jak to jest na prawdę.
Ps.Tak jestem wieśniakiem, mieszkam na wsi, chodzę w gumofilcach, jem ryby, które łapie też czasami siatką. No i co z tego??
Nie, nie rozumiemy się, bo tak jak pisałem kilka postów wyżej, jak chcę się napić to piję w domu. Ty pijesz na działce, prywatnej, na którą nie mam wstępu, pij - mi to nie przeszkadza, jest tylko jeden szkopuł, linia brzegowa rzeki Bug jest ogólnodostępna i przypadkiem ktoś może zobaczyć jak imprezujecie, a Ty nie masz prawa go przepędzić, ale mniejsza o to, tak jak napisałem wyżej Twoja działka, masz chęć pić, pij ile wlezie, dopóki robisz to na terenie prywatnym.
Nie mam nic do gumofilców jako takich. Też mieszkam na wsi i u siebie na działce chodzę w gumofilcach, ale mi chodzi nie o personalne wycieczki, ale o stereotyp postrzegania wędkarzy przez niewędkujących i niestety jest taki jak napisałem. Dla nich to często koleś w gumofilcach i kufajce, nawalony jak świnia.
Nie jem ryb, które złapię, bo je wypuszczam - mój wybór, Ty jesz proszę bardzo. Łapiesz siatką - mam nadzieję, że na swoich prywatnych stawach. Nic mi do tego. Twój wybór.
Reasumując:
chodzi o wody ogólnie dostępne, a tam takie zachowanie jakie opisałeś mnie wkur...a i dla mnie jest niedopuszczalne. W domu czy na własnej działce, niech każdy robi co chce. Nic mi do tego. Na ogólnodostępnych wodach to już coś innego, mandat i wytrzeźwiała. Dla mnie nie ma zlituj. Niestety, ale często kończy się tak, że tak nawalonego typa wyciąga się sztywnego z wody, a w najlepszym wypadku zostaje po nich góra śmieci. Jak chce się nawalić, proszę bardzo, ale w zaciszu domowym. Sam lubię napić się wina czy piwa, ale nie robię tego aż do zgonu i nie nad ogólnodostępną wodą, a tak jak pisałem wyżej nie mam ochoty patrzeć na takie imprezki na ogólnodostępnych terenach, gdzie niektórzy zachowują się jakby urwali się z łańcucha.
Pozdrawiam,
Kuba